Udają nieletnich, bo w ten sposób łatwiej uzyskać status uchodźcy.

Na zlecenie niemieckich sądów i urzędów ds. młodzieży zbadano ok. 600 uchodźców, którzy jako niepełnoletni, bez opiekunów, przyjechali do Niemiec i ubiegali się o azyl. Okazało się, że 40 proc. rzekomo nieletnich, to osoby dorosłe.

Badający nie wykluczyli, że wśród pozostałych 60 proc. również znajdują się osoby dorosłe, ale nie byli tego w stanie wykazać z całą pewnością.

Osobom małoletnim, które bez opiekunów przybyły do Niemiec i ubiegają się o azyl, przysługują specjalne zasady. Nie mieszkają w ośrodkach dla uchodźców, lecz np. w rodzinach zastępczych. Koszt ich utrzymania w Niemczech to około 5 tys. euro miesięcznie.

Sądy podejrzewały jednak, że wielu z rzekomo nieletnich mężczyzn skłamało podając swój wiek, dlatego zleciło przeprowadzenie odpowiednich badań Instytutowi Medycyny Sądowej w Munster.

Przeciwko prowadzeniu takich badań zaprotestowały stowarzyszenia zajmujące się nieletnimi i migrantami.
media

Dokładnie jest tak samo we wszystkich krajach które tak mocno przyciągają wysokim socjalem „uchodźców”.

Atak na biuro Unii Europejskiej w Tel Awiwie.

O ataku na biuro poinformował w niedzielę 15 września abasador Unii Europejskiej w Izraelu.

„Dzisiaj wejście do delegatury UE zostało zdewastowane groźnymi hasłami na ścianach. Nikogo z pracowników nie było w biurze, ponieważ nie pracujemy w niedzielę. Incydent ten jest godny ubolewania i należy go potępić. Będziemy nadal wykonywać naszą pracę” – napisał ambasador.

Na drzwiach biura ktoś czerwonym sprejem namalował napis „Unio Europejska, wynoś się”, a na ścianie „Niemieckie pieniądze zabijają Żydów”. Część farby rozlano też na podłodze.
media

Naród wybrany poczyna sobie coraz ostrzej. Żydowski nacjonalizm zaczyna być coraz bardziej niebezpieczny.

Płonie największy na świecie zakład stabilizacji ropy naftowej Abqaiq koncernu Aramco w Arabii Saudyjskiej.

Największa rafineria Abqaiq koncernu Aramco w Arabii Saudyjskiej została zaatakowana 14 września przez drony – poinformowały władze państwa. Doszło do poważnego pożaru maszyn kluczowych dla globalnych dostaw energii.

Abqaiq w mieście Bukajk na wschodnim wybrzeżu Arabii Saudyjskiej to największy na świecie zakład stabilizacji ropy naftowej. Wydobywana ropa jest tam oczyszczana z siarkowodoru i odseparowywana od frakcji gazowych, co umożliwia jej bezpieczny transport tankowcami.

Rzecznik szyickiego ruchu Huti przyznał w sobotę 14 września, że za atakiem tego dnia dronami na największą na świecie rafinerię należącą do koncernu saudyjskiego Aramco we wschodniej części Arabii Saudyjskiej stoją bojownicy jego ugrupowania.

Swe oświadczenie rzecznik Huti przekazał w oficjalnej telewizji satelitarnej Hutich, stacji Al-Masirah. Poinformował, że Huti wysłali 10 dronów w celu ataku na rafinerię. Ostrzegł, że ataki przeciwko Arabii Saudyjskiej będą jeszcze groźniejsze, jeśli wojna w Jemenie będzie kontynuowana.
media

Jest akcja będzie i reakcja, jak zachowają się ceny ropy naftowej, bo to nas najbardziej interesuje?

Milczenie amerykańskiego systemu obrony Patriot w Arabii Saudyjskiej jest bardzo wymowne.

Prezydent USA Donald Trump na izraelskim podsłuchu…

Amerykański portal Politico napisał w czwartek 12 września, powołując się na trzech byłych, wysokich rangą przedstawicieli władz USA, że rząd amerykański w ciągu ostatnich dwóch lat doszedł do wniosku, że najprawdopodobniej to Izrael odpowiada za miniaturowe urządzenia podsłuchowe, jakie eksperci ministerstwa bezpieczeństwa narodowego znaleźli „w pobliżu Białego Domu i innych wrażliwych lokalizacji w mieście Waszyngton”.

Urządzenia te, potocznie określane jako StingRays i kosztujące ponad 150 tys. dolarów za sztukę, imitują działanie stacji przekaźnikowych telefonii komórkowej i w ten sposób skłaniają telefony do przekazywania im nie tylko swojej lokalizacji i informacji pozwalających na identyfikację użytkownika, ale też treści prowadzonych rozmów i informacji na temat zużycia danych komórkowych.

Według jednego z informatorów urządzenia najprawdopodobniej miały za zadanie podsłuchiwać prezydenta USA Donalda Trumpa, ale też jego doradców i bliskich współpracowników.

Jak przekazał były wysoki rangą przedstawiciel służb wywiadowczych, administracja USA najwyraźniej w żaden sposób nie ukarała rządu Izraela ani nawet nie wystosowała formalnego protestu, co – jak podkreślono – byłoby standardową procedurą za poprzednich rządów.

Politico podkreśla, że Izrael stał się w sprawie podsłuchów głównym podejrzanym, mimo że Trumpa i Netanjahu łączą bardzo dobre relacje, a obecna amerykańska administracja prowadzi politykę bardzo korzystną dla swego bliskowschodniego sojusznika – m.in. uznała Jerozolimę za stolicę państwa żydowskiego i przeniosła tam ambasadę USA oraz wycofała się z międzynarodowego porozumienia w sprawie programu atomowego Iranu, który jest wrogiem Izraela.

Sprawy nie skomentował Biały Dom, FBI, resort bezpieczeństwa narodowego ani Secret Service.

„To bezczelne kłamstwo” – zapewniło biuro premiera Benjamina Netanjahu.

Izrael zaprzecza, nikt nie wierzy.
media

Naszym starszym braciom w wierze, wierzymy zanim powiedzą prawdę… – takie jest oficjalne stanowisko Waszyngtonu…

Czy to samo Izraelczycy robią w Polsce?

„Uchodźcy” masowo jeżdżą na urlop do Syrii, do Niemców zaczyna to dopiero docierać…

Według niemieckich mediów wczasy w Syrii to wśród pochodzących z tego kraju migrantów zjawisko masowe. „Przybyli do Niemiec, bo musieli uciekać przed wojną, terrorem i prześladowaniami. Wielu ryzykowało przy tym życie. To niepojęte, że uchodźcy jeżdżą teraz do Syrii na wczasy i w odwiedziny do krewnych” – oburzają się media, które ustaliły, że w Niemczech prosperują biura specjalizujące się w oferowaniu tego typu podróży.

W trakcie dziennikarskiego śledztwa okazało się, że aby przedsięwziąć – zabronioną przez regulacje azylowe – podróż, należy mieć syryjski paszport albo zgłosić się do ambasady Syrii z wnioskiem po tymczasowy dokument. To również jest nielegalne – osoby, które dostały status uchodźcy, nie mogą przebywać na terenie placówek dyplomatycznych państw pochodzenia.

Po uzyskaniu wszystkich dokumentów biura podróży załatwiają zezwolenie wjazdu na terytorium Syrii. „Wczasowicze” są odbierani autobusem z lotniska np. w Bejrucie i przewożeni przez granicę.

Koszt takiej wycieczki to około 800 euro. Kwota ta obejmuje bilet lotniczy, przejazd autobusem, dokumenty i łapówki.

Udając się z powrotem, migranci przekraczają granicę z Libanem, Iranem czy Turcją na papierach syryjskich, a z kraju tranzytowego wylatują, posługując się niemieckimi dokumentami azylowymi. Jeśli zostały one z jakiegoś powodu ostemplowane w Syrii, to droga powrotna prowadzi przez Danię. Wystarczy na granicy z Niemcami oświadczyć, że zgubiło się dokumenty.

Minister spraw wewnętrznych Niemiec Horst Seehofer zagroził odbieraniem statusu uchodźcy i deportacjami migrantom, którzy jeżdżą na urlop do Syrii. Udzielanie takim osobom ochrony międzynarodowej nie ma uzasadnienia – oświadczył polityk bawarskiej CSU.

Ktoś, kto jako syryjski uchodźca regularnie jeździ na wczasy do Syrii, nie może na serio twierdzić, że grozi mu tam prześladowanie. Musimy takim osobom odbierać status uchodźcy – oznajmił Seehofer.

Minister zapowiedział też, że podlegający mu Federalny Urząd ds. Migracji i Uchodźców (BAMF), który rozpatruje wnioski azylowe, będzie wobec takich osób natychmiast wdrażał procedurę odbierania statusu uchodźcy.

BAMF zdaje sobie sprawę z istnienia tego zjawiska, jednak nie ma dokładnych danych dotyczących jego skali. W pierwszej połowie 2019 roku procedury mające na celu odebranie statusu uchodźcy wdrożono wobec prawie 40 tys. Syryjczyków.
media

Nie ma co ukrywać, za to wszystko osobistą odpowiedzialność ponosi Angela Merkel i mam nadzieję, że sprawiedliwość w końcu ją dopadnie, zostanie osądzona za zbrodnie przeciwko własnemu narodowi i Europie.

Trump chce kupić Grenlandię. Amerykańskie media zastanawiają się, za jaką cenę USA mogłyby dokonać transakcji z Danią.

Donald Trump jest zainteresowany zakupem Grenlandii od duńskiego rządu – twierdzi „The Wall Street Journal”. Grenlandia to największa wyspa na świecie. Jej właścicielem jest Dania.

Według dziennika Donald Trump po raz pierwszy wspomniał o możliwości zakupu największej wyspy świata w kwietniu. Doradzono mu to, gdyż „Dania boryka się z problemami finansowymi”, które są związane z zarządzaniem i utrzymywaniem Grenlandii.

Podczas kolacji ze swoimi współpracownikami prezydent USA miał rozważać zalety posiadania Grenlandii i możliwości jej zakupu. Trump doceniał naturalne zasoby wyspy. Jeden z pracowników Białego Domu dostał polecenie przyjrzenia się sprawie.

Stany Zjednoczone już przynajmniej dwukrotnie chciały wejść w posiadanie Grenlandii. Prezydent Harry Truman chciał kupić wyspę w 1946 r. za 100 mln dolarów, ale ta propozycja została odrzucona. Wcześniej w 1867 r. sekretarz stanu William Seward wyraził zainteresowanie zakupem.
media

Nie byłaby to pierwsza transakcja dokonana między Danią a USA. Dania sprzedała już USA Duńskie Indie Zachodnie zwane dziś Wyspy Dziewicze Stanów Zjednoczonych.

W 1917 Duńskie Indie Zachodnie zostały wykupione za 25 mln dolarów przez Stany Zjednoczone, z przeznaczeniem na bazę strategiczną (w 1916 roku na tę transakcję zgodzili się Duńczycy w referendum).

Zakup Grenlandii przez Trumpa to zatem nie całkiem nierealne fanaberie pomarańczowego blondyna.

Terroryści osiągnęli swój cel, amerykanie zaczynają się bać każdego głośniejszego odgłosu…

Wystrzał z rury wydechowej motocykla spowodował wybuch paniki na nowojorskim Times Square. Uciekający ludzie byli przekonani, że słyszą wystrzały z broni palnej.

Do zdarzenia doszło ok. godz. 22.00, gdy centralne miejsce Nowego Jorku zapełnione było turystami. Na nagranych filmach, umieszczanych potem w sieciach społecznościowych, można zobaczyć, jak tysiące ludzi zaczyna biegać po Broadwayu w panice, po przejechaniu kilku motocykli. Świadkowie myśleli, że słyszeli strzały z broni palnej.

Nowojorska policja wydała później komunikat, w którym zapewniła, że nie doszło do żadnej wymiany ognia. Kilku osobom trzeba było udzielić pomocy. Nikt jednak poważnie nie ucierpiał.
media

Takie obrazki będą się powtarzać coraz częściej, spirala przemocy dalej się nakręca. Przyszłość nie rysuje się ciekawie.

Bez niemieckiego dzieci nie mają szans w życiu w Niemczech, tymczasem co piąty pierwszoklasista prawie nic nie rozumie po niemiecku.

To nie może się dobrze skończyć: co najmniej co piąty pierwszoklasista prawie nic nie rozumie po niemiecku. Coraz więcej uczniów opuszcza szkołę bez świadectwa jej ukończenia. Powód? Niewystarczająca znajomość języka – alarmują media, powołując się na dane Niemieckiego Stowarzyszenia Nauczycieli (DL) i Caritasu.

Oczywiste jest, że jeśli tak wiele dzieci ma problem, to ma go też społeczeństwo – oceniają dziennikarze.

Komentarz w mediach jest reakcją na wypowiedź wiceprzewodniczącego frakcji CDU/CSU w Bundestagu. Proponuje on, by szkoły podstawowe nie przyjmowały dzieci, które nie znają języka niemieckiego. Powinno się je kierować do obowiązkowych zerówek na zajęcia przygotowawcze – uważa polityk.

Polityk ostrzega, że zbyt duży odsetek w klasach dzieci, które nie znają języka niemieckiego – około 20 proc. uczniów pierwszych klas nie jest przez to w stanie uczestniczyć w zajęciach – przyczynia się do powstawania społeczeństw równoległych. Rodzice uczniów, których na to stać, coraz częściej posyłają swoje dzieci do szkół prywatnych, ponieważ poziom nauczania w placówkach państwowych systematycznie spada – argumentuje deputowany CDU.

Wcześniejsza nauka jest lepsza niż późniejsza – oświadczył przewodniczący Niemieckiego Stowarzyszenia Nauczycieli, który popiera wprowadzenie obowiązkowych zerówek dla dzieci nieznających niemieckiego. Jest to jednak pomysł, który trudno będzie szybko zrealizować ze względu na brak personelu.

W nadchodzącym roku szkolnym w Niemczech zabraknie około 15 tys. nauczycieli. Najbardziej dotknięte brakiem kadr są właśnie podstawówki i szkoły specjalne. Jest to problem, który z roku na rok narasta.

Politycy z krajów związkowych w wyjątkowo głupi sposób zaniedbali kształcenie nauczycieli i budowę nowych szkół. Jak długo będzie brakowało kadry i pomieszczeń, tak długo zerówki będą iluzją. Tak samo jak dobra znajomość języka wśród dzieci migrantów – podkreślają media.

Bez znajomości niemieckiego nie ma sensownych lekcji, nie ma nauki, nie ma szans – dodają.

Kryzys w edukacji początkowej to według Niemieckiego Stowarzyszenia Nauczycieli konsekwencja kryzysu migracyjnego. Tylko w 2015 roku do szkół trafiło nagle dodatkowo 30 tys. dzieci.
media

Dzieci chłoną wszystko jak gąbka i dlatego z niemieckim sobie poradzą, o ile rodzice nie zamkną się z nimi w zamkniętych społeczeństwach imigrantów. Złem jest islam, bez niego integracja społeczeństwa przebiegałaby o wiele sprawniej. Bez delegalizacji islamu kryzys będzie tylko się pogłębiał.

Wyłania się prawdziwy powód wyjścia USA z układu o kontroli zbrojeń INF z 1987 r.

Nowy minister obrony USA Mark Esper w sobotę 3 sierpnia oświadczył, że chce aby w ciągu kilku miesięcy rozmieszczono w regionie Pacyfiku konwencjonalne pociski średniego zasięgu. Dzień wcześniej (piątek) USA formalnie wycofały się z przełomowego układu o kontroli zbrojeń INF z 1987 r.

„Wolałbym (za kilka) miesięcy, (…) ale te sprawy trwają dłużej niż można się spodziewać” – powiedział podróżującym z nim do Sydney dziennikarzom, gdy spytali go o harmonogram rozmieszczenia takich pocisków. „Można powiedzieć, że chcielibyśmy to wdrożyć wcześniej niż później” – dodał.

Ruch ten – jak zauważa agencja Associated Press – prawdopodobnie zdenerwuje Chiny, ale Esper powiedział, że Pekin nie powinien być tym zaskoczony. „80 proc. ich rezerw to systemy średniego zasięgu, więc nie powinno ich to dziwić, że chcielibyśmy mieć podobne możliwości” – zauważył.

Esper, który w lipcu został zatwierdzony na stanowisku ministra obrony USA, nie ujawnił, gdzie dokładnie takie rakiety mogłyby zostać w Azji rozmieszczone. Wskazał, że będzie to zależało od rozmów z sojusznikami i od innych czynników.

Szef amerykańskiego resortu obrony dodał, że ze względu na duże odległości w regionie Indo-Pacyfiku znaczące jest rozwijanie przez USA skutecznej broni precyzyjnej na średnim dystansie.

Niektóre szacunki Pentagonu sugerują, że nisko latający pocisk manewrujący o potencjalnym zasięgu około 1000 kilometrów mógłby zostać przetestowany jeszcze w sierpniu i gotowy do użycia w ciągu 18 miesięcy. Natomiast rozmieszczenie pocisku balistycznego o zasięgu około 3000 do 4000 kilometrów może potrwać pięć lat lub dłużej – pisze AP.
media

Powoli wyłania się prawdziwy powód wyjścia USA z układu o kontroli zbrojeń INF z 1987 r. Walka z terroryzmem, troska o demokrację, obrona praw człowieka. To zestaw pretekstów do zagranicznych interwencji Stanów Zjednoczonych. W USA niektórzy chcą poszerzyć go o walkę z ubóstwem.

Nie potrzeba wiele, by sprowokować jankesów do militarnej interwencji. Od zakończenia II wojny i wybuchu zimnej wojny dbałość o amerykańskie interesy zaczęła obejmować walkę z zagrożeniami nie tylko realnymi, lecz i potencjalnymi. Nie tylko udowodnionymi, lecz i domniemanymi. Sposoby ich zwalczania przestały ograniczać się wyłącznie do odpowiedzi na agresję, obejmując również uderzenia prewencyjne.

W ciągu ostatnich 30 lat Stany interweniowały zbrojnie za granicą częściej niż w sumie w ciągu wcześniejszych 190 lat istnienia. Kolejne akcje coraz trudniej było uzasadniać walką z bezpośrednim zagrożeniem. Prokurowano więc preteksty…

W piątek 2 sierpnia USA oficjalnie wycofały się z traktatu INF (Treaty on Intermediate-range Nuclear Forces).

Traktat INF został podpisany w 1987 roku przez przywódców USA Ronald Reagana i ówczesnego ZSRR Michaiła Gorbaczowa w Waszyngtonie. Przewidywał likwidację arsenałów pocisków rakietowych pośredniego i średniego zasięgu, a także zabraniał ich produkowania, przechowywania i stosowania.

Układem objęte były pociski o zasięgu od 500 do 5500 km. Do czerwca 1991 roku obie strony wywiązały się z postanowień umowy: ZSRR zniszczył 1846 pocisków, a USA – 846.

Rosja pozostaje otwarta na dialog z USA w sprawie wzmocnienia międzynarodowego bezpieczeństwa – oświadczyło MSZ Rosji. Komentując wycofanie się Waszyngtonu z traktatu INF, oceniono, że prowadzi to do „demontażu” systemu kontroli zbrojeń.

Stany Zjednoczone obrały kurs na zerwanie wszystkich „nie odpowiadających im międzynarodowych porozumień” – dodano. „Prowadzi to do faktycznego demontażu istniejącego systemu kontroli zbrojeń” – czytamy w oświadczeniu MSZ Rosji.

„Rosja pozostaje otwarta na równoprawny i konstruktywny dialog z USA w sprawie odbudowy zaufania i wzmocnienia międzynarodowego bezpieczeństwa” – czytamy w oświadczeniu.

Wiceszef rosyjskiego MSZ Siergiej Riabkow wyraził przekonanie, że „Rosja nigdy nie przegra wyścigu zbrojeń”. „Pokazaliśmy wcześniej naszą zdolność do znajdowania najbardziej efektywnych pod względem ekonomicznym odpowiedzi na wszelkie wyzwania, które napotykamy. I jestem pewien, że będziemy w stanie to powtórzyć po wyjściu USA z umowy INF” – zaznaczył.

Traktat INF przestaje istnieć, obniża to próg wykorzystania broni nuklearnej w konflikcie zbrojnym. Co dalej? Każda ze stron mówi, że nie chce wyścigu zbrojeń a on już trwa.