Teorie spiskowe na temat pochodzenia pandemii koronawirusa z Wuhan mnożą się w nieskończoność.

Ich poważne traktowanie to kwestia wiary i naszej konstrukcji psychicznej, a nie wiedzy i faktów.

Koronawirus to:
– Broń biologiczna, która wymknęła się Chińczykom z laboratorium.
– Produkt amerykańskiego wojska, który miał osłabić coraz silniejsze Chiny, jednak okazał się nadspodziewanie zaraźliwy i rozpełzł się po całym świecie.
– Broń Demokratów przeciwko Donaldowi Trumpowi.
– Spełnione proroctwo Deana Koontza.
– Za koronawirusem tak naprawdę stoi przemysł farmaceutyczny, który w pogoni za zyskami stworzył groźnego wirusa, aby zarazić miliardy ludzi, a potem sprzedawać im za miliardy dolarów leki oraz szczepionki.
– Gigantyczny spisek w który wmieszane są rządy najbogatszych, ale też najbardziej starzejących się państw, które chcą pozbyć się emerytów, aby w świecie, w którym ci ludzie żyją coraz dłużej, ograniczyć koszty związane z wypłacaniem emerytur.

Jedną z najszerzej rozpowszechnionych teorii na temat koronawirusa jest ta łącząca Covid-19 z tajnym laboratorium w Instytucie Wirusologii w Wuhan, uchodzącym za najnowocześniejsze w Chinach. Na łamach poważnych mediów pojawiła się ona po raz pierwszy 26 stycznia za sprawą „The Washington Post” i mówi o sekretnym programie chińskiej broni biologicznej. Wygłosił ją Dany Shoham, doktor mikrobiologii i zarazem były oficer izraelskiego wywiadu.
Co ciekawe, pierwszy raz pisał o tym już w lipcu 2019 roku na łamach magazynów naukowych. Nie wiadomo, ile prawdy jest w wojskowych korzeniach zarazy, faktem jednak pozostaje, że w laboratorium w Wuhan badano wcześniej wirusy odpowiedzialne za Ebolę, SARS, ptasią grypę i dengę, tyle że oficjalnie w celu wynajdywania leków, a nie broni biologicznej.

Obecnie uważa się, że źródłem zakażeń były nietoperze, jednak to nie one bezpośrednio przeniosły koronawirusa na człowieka. Kiedy naukowcy porównali kod genetyczny nowego koronawirusa z jego innymi gatunkami, stwierdzili, że jest on najbardziej podobny do próbek koronawirusa wykrytego u nietoperzy. Badanie opublikowane 3 lutego wykazało, że koronawirus z Wuhan ma aż 96% kodu genetycznego identycznego z koronawirusami obecnymi w chińskich populacjach nietoperzy. (media)

Kichnięcie nietoperza w Wuhan odbiło się falą uderzeniową po całej planecie…?

Choroba COVID-19 wywołana koronawirusem SARS-CoV-2 charakteryzuje się szeregiem niepokojących dolegliwości. Powinieneś je poznać…

Okres inkubacji, tzn. czas ekspozycji na wirusa, wynosi 14 dni, ale objawy najczęściej pojawiają się już po czterech lub pięciu dniach od zakażenia.

Chory najczęściej cierpi na:
– wysoką gorączkę (powyżej 38 stopni)
– kaszel
– duszności
– bóle mięśni
– ogólne zmęczenie

Objawy zarażenia koronawirusem SARS-Cov-2

Lekarze podkreślają, że u niektórych zakażonych choroba może przebiegać podobnie do grypy czy przeziębienia, a chory może nawet nie podejrzewać, że jest nosicielem wirusa. Nie oznacza to, że nie zaraża innych.

Osoby z łagodnymi objawami powracają do zdrowia w ciągu jednego lub dwóch tygodni. W przypadku ciężkich przypadków czas ten może się wydłużyć do kilku miesięcy.

Oprócz typowych objawów nowego koronawirusa, wśród niektórych chorych zauważono rzadziej spotykane cechy zakażenia:

– zapalenie spojówek
– biegunka i jadłowstręt
– zaburzenia smaku i węchu
– owrzodzenie gardła
– niedrożność nosa
– zaczerwienie i świąd skóry
– ból mięśni dolnej części pleców
– ucisk w klatce piersiowej
– nudności i brat apetytu

https://fakty.interia.pl/raporty/raport-koronawirus-chiny/aktualnosci/news-koronawirus-objawy-ktore-moga-niepokoic,nId,4408279

Wyścig szczurów – czy też bierzesz w nim udział?


Wyścig szczurów to określenie pozbawionej sensu, bezwartościowej i niekończącej się pogoni (najczęściej wyczerpującego wysiłku współczesnych ludzi, dążących do osiągnięcia materialnego i zawodowego sukcesu).
Absorbująca praca zawodowa (najczęściej dla pracodawcy i w zespole) jest często uważana za „wyścig szczurów”, ponieważ rzadko jest właściwie doceniana i wynagradzana.

Dla wielu pracodawców normą stało się ciągłe podwyższanie wymagań wobec pracowników, aby zwiększyć wydajność pracy. Częstym zjawiskiem jest stres związany z pracą i niezapłacone godziny nadliczbowe.
Wielu socjologów uważa, że czynności związane z pracą zarobkową (nie tylko sam czas pracy, lecz także czas konieczny na dojazd do i powrót z miejsca pracy) zajmują w życiu współczesnego mieszkańca krajów rozwiniętych tak dużą ilość czasu, że mało zostaje go dla rodziny (coraz mniej cenionej) oraz korzystania ze zdobyczy cywilizacji i wyższego poziomu życia.

Faktem jest, że od połowy XIX w. przeciętny mieszkaniec kraju uprzemysłowionego poświęca więcej czasu na działalność zarobkową niż we wcześniejszych epokach historycznych. Stąd wolne zawody są na ogół uznawane za bardziej satysfakcjonujące. Częstym zjawiskiem jest brak zadowolenia z pracy i ograniczona możliwość korzystania z jej rezultatów.
Wikipedia

Nie ma nic złego w tym, że chcemy się rozwijać i pomnażać swój majątek. Jednak w przypadku wyścigu szczurów wiąże się to z chorobliwą rywalizacją oraz dążeniem za wszelką cenę do osiągnięcia sukcesu. Przede wszystkim nie ma miejsca na empatię, współczucie, wzajemną pomoc. Najczęściej działa się w myśl zasad: po trupach do celu i wszystkie chwyty dozwolone.

Wyścig szczurów często prowadzi do wypalenia zawodowego, problemów zdrowotnych i kompletnym brakiem zapału do wykonywania swoich obowiązków.

W wyścigu szczurów często biorą udział osoby o niskim poczuciu własnej wartości. Chcą udowodnić sobie i całemu światu, że są najlepsze i nikt nie może się z nimi równać. Jest to prosty sposób, żeby się dowartościować. Inną motywacją są także kwestie materialne. Lepsze wyniki oznaczają większe zarobki. Dlatego ludzie często uciekają się do bardzo nieuczciwych działań, np. podkradania klientów, donoszenia, ciągłego sprawdzanie, czy ktoś nie popełnił błędu.

Co jednak zrobić, jeżeli orientujemy się, że bierzemy udział w wyścigu szczurów bez naszej woli?

Jeśli czujemy, że ktoś gra nieczysto i dąży do celu naszym kosztem, to można porozmawiać z przełożonym. Być może nasz szef nie zdaje sobie sprawy z zaistniałej sytuacji. W takim momencie istotna może okazać się konfrontacja z drugą osobą i określenie, które zachowania w firmie są niedopuszczalne.

Nie można też dać się sprowokować. Pracujmy w swoim tempie i rzetelnie wykonujmy swoje obowiązki, nie tracąc przy tym całej energii na niepotrzebną rywalizację. Czasem trzeba twardo postawić sprawę i powiedzieć, że nie zgadzamy się na pewne zachowania.

Musimy pamiętać, że praca to nie jest całe życie.

Topless, czyli granice równouprawnienia.

Tilli Buchanan ze stanu Utah w USA, oskarżona o przestępstwo, gdyż jej nieletni pasierbowie zobaczyli ją w stroju topless, walczy o swoje prawa w sądzie. Jej prawnicy przywołują Kalifornię, która uchyliła zakaz chodzenia kobiet bez górnej części bielizny.

Adwokaci 27-letniej Buchanan twierdzą, że prawo Utah, dotyczące czynów lubieżnych z udziałem dziecka, jest niesprawiedliwe, ponieważ inaczej traktuje mężczyzn i kobiety pod względem obnażanie górnej części ciała. Do sądu złożyli wniosek o uchylenie zarzutów i uznanie tej części prawa stanowego za niekonstytucyjne.

To działo się w domowym zaciszu – mówiła Buchanan po rozprawie. – Mój mąż był tuż obok mnie, ubrany w taki sam sposób jak ja i nie jest za to ścigany.

Oskarżona kobieta wyjaśniała, że ona i jej mąż zdjęli koszule, aby ich ubrania nie zakurzyły się, gdy wieszali płyty gipsowo-kartonowe w garażu. Wówczas do pomieszczenia weszła trójka dzieci w wieku od 9 do 13 lat.

Buchanan została oskarżona o czyny lubieżne wobec dzieci w lutym br. po zgłoszeniu sprawy przez ich matkę, która wezwała policję. Przybyli na miejsce funkcjonariusze stwierdzili, że kobieta zdjęła koszulę i stanik w obecności dzieci.

W przypadku wyroku skazującego Buchanan może trafić do więzienia lub dostać karę grzywny. Może też zostać zarejestrowana na 10 lat jako przestępca seksualny.
media

Topless (ang. top – ‘górna część’; less – ‘bez’) – określenie oznaczające odzież niezakrywającą piersi u dojrzałych płciowo kobiet. Ponieważ mężczyźni odsłaniają tors zdecydowanie częściej, w stosunku do nich stosuje się pojęcie „rozebrany do pasa” lub „z obnażonym torsem” (ang. stripped to the waist lub barechested).

Ubiór bez górnej części jest popularny w społecznościach żyjących w ciepłym i wilgotnym klimacie, w wielu kulturach widok kobiecych piersi nie jest obciążony żadnym stygmatem i nie ciągnie za sobą żadnych podtekstów seksualnych.

Dalej jednak w wielu kulturach nagie kobiece piersi uznawane są za sygnał seksualny i zachowanie wyzywające, z wyjątkiem niekompletnego ubioru kobiety karmiącej.

W Polsce w lutym 2009 r. sąd uniewinnił dwie szczecinianki, które w maju 2008 r. opalały się topless na jednym z kąpielisk. Wcześniej kobiety przegrały proces w sądzie pierwszej instancji. Dziś władze niektórych polskich kurortów zachęcają wręcz do opalania się topless na plażach w celu przyciągnięcia turystów.

Prawdziwe równouprawnienie nastąpi jednak dopiero wtedy, gdy zobaczymy kobiety toples przy betoniarce na placach budowy, lub przy budowie dróg… Czy jesteście na to gotowi?

Polacy za zniesieniem celibatu…

Czy księża katoliccy powinni mieć możliwość zakładania rodzin? Dyskusja na temat celibatu księży powraca jak bumerang.

Polacy pytani o zdanie na ten temat:
66% Polaków uważa, że celibat w Kościele powinien być zniesiony. Przeciwnego zdania jest 21% badanych, a 13% odpowiada, że nie wie.

Badanie przeprowadzono w dniach 24-25 września 2019 roku na próbie 1101 dorosłych Polaków.
media

W celibacie najtrudniejsze jest to, że żyję samotnie, a nie to, że człowiek nie uprawia seksu. (bp Grzegorz Ryś)

Kościelny beton jeszcze szybko nie skruszeje, dlatego dyskusja nad celibatem będzie wracać aż do samego końca Kościoła katolickiego. A koniec jest bliski…

29 lipca 2019 r. przypada tak zwany Dzień Długu Ekologicznego, co oznacza, że od teraz nasze życie na Ziemi jest pod kreską.

Global Footprint Network to międzynarodowa ekologiczna organizacja non-profit, z siedzibą w kalifornijskim Oackland. Każdego roku oblicza ona nadejście Dnia Długu Ekologicznego, zwanego także Dniem Przeciążenia Ziemi.

Ten dzień przypada coraz wcześniej.

W roku 1971, czyli pierwszym, gdy zanotowano globalną nadmierną konsumpcję, ludzkość zaczęła żyć na kredyt dopiero 21 grudnia. W ubiegłym roku był to 1 sierpnia, zaś w tym roku – 29 lipca.

Dzień Długu Ekologicznego oznacza moment, w którym ludzkość zużyła tyle zasobów naturalnych, ile są zdolne odnowić wszystkie ekosystemy w ciągu całego roku. Ludzie z roku na rok eksploatują więcej pól uprawnych, pastwisk, łowisk oraz lasów niż rzeczywiście mają ich do dyspozycji pod względem rachunkowym. Ponadto, lasy i oceany całego świata nie są w stanie absorbować ilości emitowanego przez ludzkość dwutlenku węgla.

Global Footprint Network poinformowała ponadto, że koszty takiej eksploatacji będą coraz bardziej widoczne, między innymi w postaci nadmiernego karczowania lasów, erozji ziemi, wymierania gatunków lub rosnącej emisji CO2 do atmosfery.

Dzień Długu Ekologicznego to globalna wartość średnia – między krajami istnieją ogromne różnice w zużyciu zasobów naturalnych.

Tegoroczny 29 lipca jest efektem działań całej ludzkości, ale różne kraje w bardzo odmienny sposób wpływają na zużycie przyrody. GFN publikuje osobne obliczenia dla każdego kraju. Najbardziej Ziemię wykorzystuje Katar – tam Dzień Długu Ekologicznego przypada 11 lutego. Na niechlubnym podium są także Luksemburg (16 lutego) i Zjednoczone Emiraty Arabskie (8 marca).

Niewiele później ten dzień obchodzą Stany Zjednoczone (15 marca) i Kanada (18 marca). W Europie jedne z najgorszych wyników mają kraje skandynawskie – Dania wykorzystuje zasoby 29 marca, Szwecja – 3 kwietnia, Finlandia – 6 kwietnia, a Norwegia – 18 kwietnia.

W Polsce Dzień Długu Ekologicznego przypada 15 maja – tak samo jak we Włoszech, dzień później niż we Francji i dwa dni wcześniej niż w Wielkiej Brytanii. Dla Niemiec datą zużycia planety jest 3 maja.

Zdecydowanie mniej wykorzystują przyrodę kraje Afryki, Azji i Ameryki Południowej. W Chinach symboliczną datą jest 14 czerwca, w Brazylii – 31 lipca, a w Indonezji – 18 grudnia. Najpóźniej dzień obchodzony jest w Nigrze (25 grudnia), Mjanmie (26 grudnia) i Kirgistanie (26 grudnia).

Ogłaszanie Dnia Długu Ekologicznego co roku wzbudza wiele emocji. Część ekspertów zarzuca Global Footprint Network przyjęcie wadliwej metodologii. – Jak można zestawić ze sobą emisję gazów, wycinkę lasów i sianie kukurydzy i w ten sposób dojść do jednej konkretnej liczby? – pytał kilka lat temu były szef WWF w Wielkiej Brytanii Leo Hickman. – Porównujecie jabłka i gruszki, żeby dojść do globalnego wniosku – zarzucał autorom obliczeń.
media

Jest nas na Ziemi zwyczajnie zbyt dużo i stale nas przybywa, dlatego nie sadzę aby można było cokolwiek zmienić. Pędzimy ku zatraceniu i koniec jest już bliski. Alternatywą jest redukcja ludności… ale kto wtedy będzie nakręcał konsumpcję na której oparty jest nasz świat?

Manipulacja – forma wywierania wpływu na osobę lub grupę w taki sposób, by nieświadomie i z własnej woli realizowała cele manipulatora.

Inspirowana interakcja społeczna mająca na celu skłonienie osoby lub grupy ludzi do działania sprzecznego z ich dobrze pojętym interesem. Zazwyczaj osoba lub grupa ludzi poddana manipulacji nie jest świadoma środków, przy użyciu których wywierany jest na nią wpływ.

Autor manipulacji dąży zwykle do osiągnięcia korzyści osobistych, ekonomicznych lub politycznych kosztem poddawanych niej osób.

Jeśli uważasz, że nie jesteś manipulowany, to znaczy że jesteś w rękach dobrych fachowców…

Czy PiS spadło poparcie w sondażach? Bo nie rozumiem o co te całe wyborcze spinanie pośladów opozycji i mało ekologiczne protesty objawiające się paleniem wkładów do zniczy, co przyczyna się do globalnego ocieplenia klimatu.

Mówią, że już nie będzie wolnych wyborów… No i co z tego, około połowie wyborców to i tak zwisa kalafiorem, a jak się popatrzy na ostatnie referendum to 92,2% wyborców ma to w dupie. Czym zatem się martwić?

Jak stanąć na palcach pod Sejmem, to przy odrobinie dobrej woli można zobaczyć Libię, Syrię i Ukrainę. Kto ma w tym interes?

Organizacje pozarządowe są doskonałym narzędziem do wpływania na nastroje ludzi i wprowadzania zmian. Gdy w 2015 roku w Polsce do władzy doszedł PiS sporo mówiło się o tajemniczym finansiście, który postanowił przeznaczyć miliony dolarów na antyrządowe demonstracje, marsze wzywające do przyjmowania migrantów itd. Chodzi oczywiście o George’a Sorosa, który również w naszym kraju posiada swoją siatkę opłaconych agentów, zwanych dla niepoznaki aktywistami.

W mojej organizacji 90 proc. dotacji pochodzi z zagranicy. To nam zapewnia niezależność w Polsce i bardzo dobrze, bo Kaczyński może nam skoczyć. (Sławomir Sierakowski z Krytyki Politycznej w TOK FM)

Manipulacja ma dziś nieograniczone wprost możliwości prania mózgów… i jadą w to, bo ciemny lud to kupi.

Potrzebny jest ogólnopolski zakaz palenia tytoniu w oknach i na balkonach.

Wiele osób żyjących w blokach miewa rozmaite problemy z sąsiadami. Jednym z częstszych sporów jest palenie tytoniu w oknie lub na balkonie. Dym unosi się w powietrzu i trafia do sąsiednich mieszkań. Wrażliwych mieszkańców czeka więc nieprzyjemny zapach i konieczność wietrzenia pokoju. Czy mogą coś na to zaradzić od strony prawnej?

W opisywanym przypadku nie można użyć tych samych argumentów, które towarzyszą ciekawej kwestii, jaką jest legalność grillowania na balkonie. Nie dochodzi tu do stwarzania niebezpieczeństwa pożaru, które opisywane jest w art. 82 kodeksu wykroczeń. Jedynym przypadkiem, w którym na pewno da się ukarać palacza jest sytuacja, kiedy wyrzuca na ziemię niedopałki. Wtedy, po wezwaniu odpowiednich służb, może zostać ukarany mandatem. To jednak prawdopodobnie spowoduje tylko, że następnym razem weźmie ze sobą popielniczkę, ale wciąż będzie wypuszczał trafiający do nas przez okna dym.

Art. 5 ust. 1 ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu wymienia miejsca, w których zakazane jest palenie papierosów. Wśród nich są m.in. przystanki autobusowe, publiczne miejsca przeznaczone do zabaw dla dzieci czy inne pomieszczenia dostępne do użytku publicznego. Jeśli jednak balkon należy tylko do pojedynczego lokalu, jest on miejscem prywatnym i według odgórnych praw, nie ma przeciwwskazań żeby na nim palić. Ratunkiem dla sąsiadów mogą być wewnętrzne regulaminy spółdzielni, w których wskazana może być kara za palenie tytoniu w taki sposób, który przeszkadza reszcie mieszkańców.

Jeżeli na natrętnego palacza nie działają prośby, a spółdzielnia nie chce interweniować, sprawę można kierować do sądu. Tam wyrok zależy od indywidualnej interpretacji, jednak w celu uzyskania przychylnego rozstrzygnięcia, można wystąpić z pozwem o zakazanie niedozwolonych immisji, w myśl art. 144 kodeksu cywilnego:

Art. 144. Właściciel nieruchomości powinien przy wykonywaniu swego prawa powstrzymywać się od działań, które by zakłócały korzystanie z nieruchomości sąsiednich ponad przeciętną miarę, wynikającą ze społeczno-gospodarczego przeznaczenia nieruchomości i stosunków miejscowych.

Choć często sprawy tego typu da się załatwić polubownie, zdarzają się sąsiedzi, którzy nie chcą usłuchać żadnych próśb – nawet faktu, że w mieszkaniu przebywa małe dziecko, którego zdrowie staramy się chronić. Gdy spółdzielnia nie przewidziała w regulaminie obostrzeń dla palaczy, a bardzo zależy nam na zmianie stanu rzeczy, można udać się do sądu. Wcześniej warto skonsultować się z prawnikiem.
media

Nie powinno tak być aby paląca mniejszość terroryzowała niepalącą większość w tym dzieci i zmuszała ich do biernego wdychania smrodliwej trucizny. Trzeba zacząć wywierać naciski na polityków i doprowadzić do zakazu palenia tytoniu w oknach i na balkonach.

To rzecz niesłychana Pani bije Pana…

Sąd Okręgowy w Warszawie utrzymał w mocy wyrok sądu rejonowego w sprawie psychicznego i fizycznego znęcania się żony nad mężem. Wyrok jest prawomocny.

Obecnie para jest w trakcie rozwodu. Mają małe dziecko, które jest pod opieką ojca. Do przemocy domowej dochodziło przez około półtora roku. 32-latka znęcała się nad mężem, a podczas jednej z awantur utrudniała mu wyjście z mieszkania i groziła pozbawieniem życia. Po tym incydencie mężczyzna złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa i w 2015 roku jego żona usłyszała zarzuty. Jak informowała policja, kobieta spędziła trzy miesiące areszcie.

W toku postępowania ustalono, że 32-latka ubliżała mężowi, popychała go, kopała, dusiła i gryzła. Biła go, również metalową rurką od odkurzacza po głowie, pchnęła go nożem w lewe udo.

W 2018 roku Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli uznał jednak, że kobieta jest winna psychicznego i fizycznego znęcania się nad osobą najbliższą, czyli mężem, i skazał ją na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na cztery lata. Oddał też oskarżoną pod dozór kuratora sądowego.

Zdaniem sądu kobieta, działając umyślnie, naruszyła nietykalność cielesną męża, dopuszczając się wielokrotnie zachowań, które spowodowały u niego różne obrażenia ciała. W opinii sądu podejmując te działania 32-latka musiała sobie zdawać sprawę z ich znaczenia. Sąd wskazał także, że oskarżona poprzez wielokrotne, powtarzające się z dużą częstotliwością i nasileniem wszczynanie awantur domowych zadawała małżonkowi dotkliwe cierpienia psychiczne i fizyczne.

Od wyroku apelację złożył pełnomocnik oskarżonej. We wtorek w Sądzie Okręgowym w Warszawie odbyła się rozprawa odwoławcza i zapadł ostateczny wyrok. Sąd utrzymał w mocy zaskarżony wyrok. Rozprawa na wniosek pełnomocnika oskarżonej była niejawna.

Agresywne zachowania kobiet są ciągle trudne w odbiorze społecznym. Z reguły mówi się o przemocy wobec kobiet, natomiast przemilcza się sytuacje mężczyzn, będących ofiarami przemocy domowej, a to ważny społeczny problem – powiedział poszkodowany 32-latek.

Jego żona i jej pełnomocnik nie chcieli komentować wyroku.
media

Wredna sucz i tyle. Może następny facet będzie bardziej w jej guście i obije ryja… Kobiety… kiedyś gotowały jak ich matki, dziś piją i awanturują się jak ich ojcowie.

Pytasz dlaczego nie idę na wybory…

Od wielu miesięcy trwa prasowanie społeczeństwa wielkim żelazkiem…. po wielkim medialnym praniu mózgów.

Do wzięcia udziału w wyborach do Parlamentu Europejskiego, które odbędą się w Polsce 26 maja, i głosowania zgodnego z właściwie ukształtowanym/wypranym sumieniem – zachęcają polscy biskupi.

Jak zaznaczają od wyników tych wyborów będzie zależał nie tylko kształt polityczny, ale także duchowy UE.

Jak już biskupi do czegoś zachęcają, to wiadomo, że lepiej i bezpieczniej zostać w domu.

A po ostatnich wypowiedziach liderów partii jeszcze większym szacunkiem darzę ludzi którzy nie pójdą na wybory, to jest ta inteligentniejsza i odporniejsza na manipulację część społeczeństwa.