W naszym kraju święci się wszystko przesadzając nieraz w gorliwości…

Poświęcenie obiektu traktowane jest jako czynność typowo magiczna, a nie religijna. Podobnie zresztą bywa z chrztem: wielu rodziców rozumuje według zasady: „zawiążemy dziecku czerwoną nitkę na nadgarstku i ochrzcimy – żeby odgonić pecha”.

Poświęcenie oczyszczalni ścieków brzmi kuriozalnie i budzi uśmieszki, ale duchowni nie mają oporów mimo, że to delikatna sprawa i nieładnie pachnie.

Hulaj dusza, piekła nie ma. A co z święceniem zbrojowni, arsenału, broni itd.? Czy ksiądz poprosi pana Boga, żeby nosił kule w inną stronę niż do ludzi.

Tę samą wątpliwość budzi święcenie banków, które żerują na biedzie klientów. Czy ksiądz cytuje wtedy Biblię, że prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne niż bogaty do Królestwa Niebieskiego?

Jeśli będzie mówić o miłosierdziu i uczciwości, a nie tylko odstawi swoje, to dobrze. Ale jak uzasadni święcenie rzeźni, ubojni zwierząt?

W rutynie poświęcania wszystkiego można dostrzec polityczną inspirację. Obrzęd poświęcenia przestał wypływać ze potrzeby serca. Wczorajszego sekretarza partii, obecnego przy każdym przecięciu wstęgi, zastąpił ksiądz. Wypada się z nim sfotografować. Każda uroczystość otwarcia oczyszczalni ścieków czy klap kanalizacyjnych opatrzona jest na portalach bogatą galerią zdjęć z lokalnymi kacykami i księdzem, często biskupem.

Czy błogosławieństwo oczyszczalni ścieków, czy wysypiska śmieci zmniejszy fetor? Nie róbcie sobie jaj z wiary, bo nawet ateistów wstyd za was…

W wielu polskich miasteczkach poświęcenie jest to często jeden z punktów obowiązkowych przy powstającym projekcie:

(…)

  1. Załatwić pozwolenie na budowę nowej hali;
  2. Załatwić inspekcję straży pożarnej;
  3. Załatwić poświęcenie;
  4. Załatwić ochronę;

Zła wiadomość – samo poświęcenie nie czyni miejsca świętym, dalej potrzebni są ochroniarze i systemy antywłamaniowe. Więc po co?

Czy woda święcona po dolaniu do niej zwykłej wody nadal jest święcona?

Bardzo dorosłe dzieci – między 30 a 40 rokiem życia…

Tato, zrobiłem kupkę!
Dobrze. Tylko do pracy się nie spóźnij!

Jakie macie zdanie na ten temat? Mam na myśli bardzo dorosłe dzieci – między 30 a 40 rokiem życia. Czy waszym zdaniem dziecko powinno się kiedyś w końcu usamodzielnić, wyprowadzić? A może wcale nie musi?

Jeszcze niedawno istniało przekonanie, że to Włosi są narodem największych „maminsynków” na świecie. Młodzi Polacy z powodzeniem dorównują jednak mieszkańcom Italii, gdzie nieporadne dzieci dorobiły się nawet własnej nazwy – „bamboccioni”, 30-letnich „dzieci”.

Okazuje się jednak, że usamodzielnianie się nie jest życiowym priorytetem dla wszystkich.

Prawie połowa facetów i ponad jedna trzecia kobiet w wieku 25-34 lata wciąż mieszka z rodzicami – w ciągu pięciu lat ich liczba wzrosła o 5 punktów procentowych. Najgorzej pod tym względem jest w Chorwacji, na Malcie i w Bułgarii.

Powodem, dla którego część „młodych” zostaje z rodzicami są oczywiście pieniądze – nie stać ich na wynajęcie, czy kupienie mieszkania. Mimo tego nie ma się co łudzić, w wielu przypadkach ci „przywiązani do domowego ciepełka” mają pracę, mogliby utrzymywać się sami, mimo to zostają na garnuszku mamusi.

Zastanawia mnie, co jest z nimi nie tak? Bo, że coś jest nie tak jestem pewien.

Według badań Eurostatu ponad 44 proc. ludzi w wieku od 25 do 34 lat, wciąż żyje na garnuszku rodziców. To więcej o prawie 8 proc. niż jeszcze siedem lat temu. Przeważająca większość to młodzi mężczyźni. Domowe obiadki, brak rachunków do zapłacenia, bezinteresowna pomoc – w Polsce rośnie nam pokolenie „dorosłych bobasów” nadal mieszkających z rodzicami.
media

Dlaczego? Najczęstsza odpowiedź: bo tak wygodniej.

Izba przyjęć na oddziale wewnętrznym. Pogotowie przywiozło kobietę w wieku ok. 83 lat. Przeprowadzono badanie ogólne, wywiad i zadano pytanie:
– Czy zgadza się pani na pobyt w szpitalu?
– Nie chcę i nie mogę zostać w szpitalu. Mam wnuczka którym się muszę opiekować. Właśnie zmarła mu mama i mieszka teraz ze mną.
– A ile wnuczek ma lat?
– 34.

Czy religia powinna być obowiązkowa i opłacana z budżetu państwa?

Finansowanie lekcji religii w szkołach, to najsensowniej zainwestowane pieniądze. Niech ktoś wskaże lepszy system moralny niż chrześcijaństwo i wtedy proszę bardzo. (Stefan Niesiołowski)

Jak to się stało, że religia w ogóle została wprowadzona do szkół?

Powróciła w 1989 roku, po Okrągłym Stole, gdy premierem był Tadeusz Mazowiecki. Było tak: episkopat, nie konsultując tego wcześniej z premierem Mazowieckim, publicznie zażądał wprowadzenia religii do szkół.

Mazowiecki, bojąc się, że przegra nadchodzące wybory prezydenckie, wprowadził religię do szkół instrukcją ministra edukacji, która weszła w życie 3 sierpnia 1990 roku.

Nie przeprowadzając tego projektu przez Sejm – zdaniem m.in. ówczesnej rzecznik praw obywatelskiej prof. Ewy Łętowskiej – złamał konstytucję.

Mazowiecki mówił, że wprowadzając religię do szkół, zrobił dobrze jako polityk, ale jako katolik miał wątpliwości, czy religia w szkołach przysłuży się Kościołowi – mówi jego biograf Andrzej Brzeziecki.

A jak sam Mazowiecki tłumaczył swoją decyzję? – Tą uchwałą episkopat mnie zaskoczył – mówił potem Teresie Torańskiej. – Zdawałem sobie sprawę, jak wielkiej wagi jest to sprawa w Polsce, ale też, jakie spory może wyzwolić. Sam jako katolik uważałem, że powrót religii do szkół nie jest dobrym pomysłem, bo Kościół może na nim stracić. Przede wszystkim autentyzm chodzenia na religię. Inna jest sytuacja, gdy młodzież z własnej woli i chęci uczestniczy w lekcjach religii, inna, gdy chodzi z obowiązku – dodał.

Ostatecznie religia w szkołach została dopuszczona w Konstytucji z 1997 roku. Art. 53. § 4. mówi: „Religia kościoła lub innego związku wyznaniowego o uregulowanej sytuacji prawnej może być przedmiotem nauczania w szkole, przy czym nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób”.

Całość http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,18941898,religie-wprowadzono-do-szkol-tylnymi-drzwiami-i-na-szybko-mialem.html

To, czy ten przedmiot powinien być obowiązkowy i opłacany z budżetu państwa, wciąż pozostaje kwestią sporną. Religia w szkole – temat do narodowej dyskusji.

Religia w szkołach publicznych miała mieć korzystny wpływ na młodzież, co osiągnięto to każdy z nas widzi. Owszem kościół zagwarantował sobie profity, dzisiaj prawie każdy ksiądz jest nauczycielem z czym związane są uprawnienia wynikające z karty nauczyciela.

Kiedy pensum zwykłych nauczycieli maleje, to jednak nigdy nie dotyczy religii. Poziom i zakres nauczania także wymyka się spod kontroli dyrektora, często dochodzi do przymusowych okienek, bo ksiądz ma pogrzeb czy inną uroczystość. Sama religia staje się „michałkiem” nie bardzo lubianym przez młodzież.

Czy to nie czas aby religia wróciła do punktów katechetycznych, gdzie wymaga samookreślenia się ucznia? Może pora się nad tym zastanowić.

Więcej religii w szkołach gwarancją laicyzacji kraju?

Czy polityk może być katolikiem żyjącym zgodnie z przykazaniami? Nie tylko kłamstwo jest ich specjalnością.

Skala publicznych wypowiedzi mijających się z rzeczywistością, nie do końca prawdziwych czy wręcz kłamliwych i załganych od początku do końca, jest tak duża, że żartobliwe kłamstewka, ukazujące się w naszej prasie 1 kwietnia, nie są oczywiście w stanie im dorównać i nie wyróżniają się na tle otaczającej nas coraz bardziej rzeczywistości.

Czy kłamstwo stało się normą w naszym życiu politycznym?

Nie ma polityka, który by nie kłamał, bo oni mają na względzie tylko swoją karierę. W całej elicie politycznej nie widzę żadnego państwowca. Ich interesuje albo interes partii, albo własny. A cel uświęca środki, czyli nie tylko kłamstwa.

Politycy w Polsce – ludzie bez honoru.

Cena prawdomówności była u nas znana. Gdy ktoś chciał coś poręczyć, mówił „słowo honoru”. W domach polskich uczono prawdomówności, a drobne, niewinne i nieszkodliwe kłamstwa mogły się pojawić tylko w zabawie i flircie. Co innego duże kłamstwo z premedytacją wypowiadane w celach politycznych, co innego flirt przy księżycu, co innego rozmowa przy stole.

Największe kłamstwa padają w blasku fleszy na konferencjach prasowych polityków. Są dwie groźne postacie kłamstwa – jedno z nieuctwa, gdy mówi się z przekonaniem, że się wie, a drugie w celach manipulacyjnych.

Teraz kłamstwo stało się w Polsce strukturalne.

Dawniej w Polsce istniał obyczaj, że ktoś, kto nakłamał, wchodził pod stół i odszczekiwał. Dziś bardzo wielu osobom z życia publicznego to by się przydało.

Politycy kłamią, manipulują a nawet piją alkohol w niedozwolonym miejscu, im wszystko wolno, czują się władcami marionetek…

Nowoczesna hipokryzja błogosławiona przez hierarchów Kościoła katolickiego… Witamy w katolickiej Polsce… kurwa mać!

Mamy takich polityków na jakich zasługujemy. Dopóki społeczeństwo nie zmądrzeje, to kłamliwe kreatury bez honoru będą tworzyć nasz los.

Co cztery lata są wybory i wystarczy wyłożyć odpowiednią sumę pieniędzy, aby zrobić ludziom wodę z mózgu… i zostać władcą marionetek.

Homeopatia, czyli uzdrawianie wodą… z mózgu.

Homeopatia stoi w sprzeczności z całą wiedzą, jaką w ciągu ostatnich stu kilkudziesięciu lat pozyskaliśmy na temat biologii i funkcjonowania ciała człowieka. A wiara w środki homeopatyczne może być niebezpieczna dla zdrowia.

Najpierw bierze się kroplę substancji leczniczej. Co nią jest? Różnie: może to być wyciąg z ziół albo preparat pochodzenia zwierzęcego. Do kropli leku dodaje się 99 kropli wody i gwałtownie potrząsa (ortodoksyjne podejście każe dziesięciokrotnie uderzyć fiolką z roztworem w skórzaną poduszkę albo w oprawioną w skórę książkę). Do kropli tak otrzymanej mikstury znowu dodaje się 99 kropli wody i potrząsa. Rozcieńczanie powtarza się kilkaset razy. Już po 12. ginie najmniejszy ślad po substancji czynnej.

Homeopaci twierdzą, że im więcej rozrzedzeń, tym leki są skuteczniejsze. W najpopularniejszym środku homeopatycznym – oscillococcinum – proces rozcieńczania, jak możemy przeczytać na opakowaniu, powtarzany był 200 razy (mówi o tym oznaczenie K200). Po 200-krotnym rozwodnieniu otrzymany roztwór teoretycznie ma stężenie 1 do 10 do potęgi 400. To niewyobrażalna liczba. Dość powiedzieć, że gdyby cały Wszechświat był złożony z wody i gdybyśmy rozpuścili w nim jedną jedyną cząsteczkę (i dobrze wymieszali!), uzyskany roztwór miałby stężenie zaledwie 1 do 10 do potęgi 80.

Wróćmy jednak na ziemię, a konkretnie do produkcji homeopatycznych specyfików. Co pozostaje w tak rozcieńczonym roztworze? Nic, z wyjątkiem nieuniknionych zanieczyszczeń (nawet woda destylowana nie jest od nich całkowicie wolna). Czym różni się ona od zwykłej wody? Homeopaci przekonują, że choć z chemicznego punktu widzenia niczym, to istota sprawy tkwi w jej „pamięci”. Woda poddana magicznym procesom dynamizacji (potrząsania) miałaby przechowywać w swojej strukturze informację o leczniczej cząsteczce. „To podobnie jak z dyskietką komputerową – tłumaczył Peter Fisher, dyrektor Royal London Homeopathic Hospital, podczas debaty w telewizji BBC – jeśli pokażesz ją chemikowi i zapytasz, z czego się składa, powie ci, że to kawałek plastiku pokryty tlenkiem żelaza. Tyle że jeden kawałek plastiku może być zupełnie pusty, a inny nieść wirusy lub mieć zapisane poezje Szekspira, bo całe bogactwo informacji pozostaje zaszyfrowane w strukturze namagnesowanych cząstek. Istota leku homeopatycznego – podobnie – nie leży w jego składzie chemicznym, ale w zmienionej strukturze wody”.

Ta analogia ma jeden słaby punkt. O ile informację na dyskietce umiemy świadomie odczytywać i zapisywać, a doświadczenia przeprowadzane (przez każdego z nas na domowych komputerach) są powtarzalne i naukowo weryfikowalne, o tyle nie sposób powiedzieć tego samego o informacji zapisanej w wodzie.

Nie stwierdzono jej istnienia w żadnym doświadczeniu naukowym. Nie wiadomo, na czym miałaby polegać. Nie wiadomo, jak długo miałaby trwać. Na ile pamiętliwa jest woda? Czy pamięta tylko ostatnią rozpuszczoną w niej cząsteczkę? Czy wszystkie – na przestrzeni wieków? Czy i jak można z niej tę pamięć wymazać? Ach, no i najciekawsze następuje na końcu, bo rozcieńczony roztwór, a właściwie wyposażoną w uzdrawiającą „pamięć” wodę, miesza się z cukrem. Na tym rola wody się kończy – może odparować. Całą odpowiedzialność za przechowywanie „zapisanej w strukturze wody” informacji przejmuje cukier. To jego kuleczki trafiają ostatecznie do opakowań z homeopatycznymi lekami. Nikt nie wie, w jaki sposób cukier dziedziczy „pamięć” wody.

Brak zrozumienia, jak działa lek, oczywiście nie jest żadną przeszkodą – ważne, żeby działał. Problem w tym, że skuteczności preparatów homeopatycznych na razie nie udało się potwierdzić w żadnym metodologicznie poprawnym badaniu naukowym – wykonanym na odpowiednio dużych próbach, by wyeliminować ryzyko przypadku. Przeciwnie, opublikowane w prestiżowym piśmie „Lancet” badania międzynarodowego zespołu kierowanego przez profesora Matthiasa Eggera zadały poważny cios zwolennikom homeopatii.

Przeanalizowano 220 programów naukowych, biorąc pod lupę najróżniejsze dziedziny – m.in. ginekologię, neurologię, chirurgię, anestezjologię i choroby układu oddechowego. – Nie znaleźliśmy żadnego dowodu na to, że skuteczność homeopatii w którymkolwiek przypadku przewyższyła skuteczność podawania placebo – ogłosili członkowie zespołu Eggera .
media

Z chemicznego punktu widzenia w lekach homeopatycznych zwykle nie ma nic – poza cukrem i wodą. Dlaczego więc wydajemy na nie kilkaset milionów złotych rocznie?

To interes wszechczasów. Sprzedawać nic za pieniądze. Podkreślać, że to nic jest istotą leku. Informować klientów, że dostają nic. Nikt już nigdy nie wpadnie na pomysł wykorzystania nicości. Oto próg transcendencji.

Żyjemy w wolnym kraju. Nikt nie może zabronić działalności żadnemu stowarzyszeniu wielbicieli homeopatii. Czy chorym na grypę pomogą granulki sporządzone z laktozy i sacharozy o nazwie „oscillococcinum”?

Numerki naszego życia. Data urodzenia mówi kim jesteś.

Numerologia przypisuje specjalne znaczenie liczbom i literom. Liczby uznawane są za symbole ezoteryczne, których poznanie wiedzie do odkrycia natury człowieka. Nasza wróżba polega na przypisaniu dacie urodzenia odpowiednich wartości liczbowych, którym nadaje się specjalne znaczenie. Suma cyfr dnia urodzenia zwana jest Drogą Życia – określa charakter człowieka i towarzyszy mu przez całe życie. We wróżbie tej uwzględniane są liczby od 1 do 9, ale dla opisu charakteru niezwykle ważne są także liczby 11, 22, 33, 44. Zwane są one Liczbami Mistrzowskimi i wymagają od swoich posiadaczy pracy nad rozwojem duchowym. Zsumuj datę swojego urodzenia i sprawdź jaką jesteś liczbą!

Odnajdujemy tę liczbę w prosty sposób. Jeśli ktoś urodził się 24 czerwca 1958 roku, to obliczamy 2+4+6+1+9+5+8 = 35. Składniki tej liczby znów musimy dodać, bowiem w horoskopie bierzemy pod uwagę tylko Cyfra od 1 do 9, a wiec 3+5 = 8. Dla tej osoby życiową liczbą jest ósemka. I jeszcze jeden przykład: 5 maja 1975, 5+5+1+9+7+5 = 32, 3+2 = 5. Ta osoba pozostaje pod wpływem piątki.

Jedynka.
Liczba wynalazców, pionierów i odkrywców. Ludzie urodzeni pod jej wpływem są wyjątkowo oryginalni i niekonwencjonalni. Nie znoszą konformizmu, wszelkich przejawów dulszczyzny i sztywnych reguł postępowania. Ich zachowanie bywa prowokujące; żyją i myślą po swojemu, pozornie nie licząc się z opinia otoczenia. W gruncie rzeczy jednak pragną być zauważeni, marzą o sławie, lubią komplementy i pochlebstwa, chcą być w centrum zainteresowania. Wychodzą z założenia, iż nie ważne co ktoś o nich mówi, ważne ze mówi. Jedynka to silny i twórczy charakter, odwaga przekonań, zdecydowanie, aktywność i ogromny upór. Nieustannie dąży do wytyczonego celu, nie zważa na przeszkody, po prostu nic nie może jej odstraszyć. Pociąga ja ruchliwe życie, bogate w urozmaicone wydarzenia. Przesadnie wierzy we własne siły, jest trochę zadufana w sobie, próżna i egoistyczna. Czasem okazuje lekceważenie osobom stojącym niżej na drabinie społecznej, czy tez mniej inteligentnym. Nie bierze pod uwagę rad, a już tym bardziej krytyki, nie uznaje działań zespołowych; robi wszystko sama i według własnego projektu. Szare życie i szare uczucia to nie dla niej; albo kocha albo nienawidzi, bywa gwałtowna i agresywna. Uwielbia komfort, ale potrafi żyć bardzo skromnie i łatwo adaptuje się w każdej sytuacji. Jedynka jest bardzo mocno osadzona w realiach życia, nie buja w obłokach, nie pociąga jej poezja ani sztuka. Dobre dni to niedziela i poniedziałek; kolor: brąz, zloty i żółty; kamień: topaz, bursztyn i żółty diament.

Dwójka
Ludzie urodzeni pod wpływem tej Cyfry są bardziej uduchowieni od Jedynek, ale znacznie słabsi psychicznie. Są przesadnie emocjonalni i nieco histeryczni. Łatwo załamują się, popadają w melancholie i depresje nawet z błahych przyczyn ( a czasem bez widocznego powodu ). Dwójka jest chwiejna, niezdecydowana i pasywna. Nie potrafi, a przede wszystkim nie chce walczyć – „jakoś to będzie” – to jej życiowe motto. Odkłada wiele spraw na później, działa powoli i często niekonsekwentnie. Brakuje jej energii życiowej, jest ospała, działa jakby na zwolnionych obrotach, ale gdy zrozumie wagę jakiejś sprawy, wówczas zbiera się w sobie i rusza do boju. Natura obdarzyła Dwójkę rozlicznymi talentami: żywa wyobraźnią, zdolnościami technicznymi i do nauk przyrodniczych. Dwójka rzadko jednak osiąga sławę, czy tez zajmuje eksponowane stanowisko. Ma duży wpływ na otoczenie, ale zazwyczaj działa zakulisowo; bywa prawa ręka szefa – nieoceniona i… nie doceniona. Jest twórcza, miewa doskonale pomysły, ale splendor zawsze spływa na kogoś innego. Dwójka jest taktowna, uprzejma i życzliwa dla ludzi. Jej wada bywa pewna służalczość, co wykorzystuje wiele osób i wchodzi na głowę biednej Dwójce, która nie potrafi się przeciwstawić. Dwójka jest łagodna, wrażliwa i marzycielska, na pierwszym planie stawia szczęście w miłości. Tęskni za cichym gniazdkiem, w którym będzie żyć długo i szczęśliwie ze swa ślubna polowa. Jest domatorka, lubi spokój, cisze, nie uznaje gwałtownych scen. Większość Dwójek nie zwraca uwagi na swój wygląd zewnętrzny – ubiera się byle jak; nie wie co to moda, elegancja i styl. Ważniejsze SA sprawy duchowe i przede wszystkim miłość. Ale nie tylko… Dwójka jest przeczulona i drażliwa, panicznie obawia się krytyki, zastanawianie się „co ludzie powiedzą” spędza jej sen z powiek. Szczęśliwa liczba jest siódemka, dniami tygodnia – niedziela, poniedziałek i piątek, a dniami miesiąca te, których suma daje dwa, czyli 11 i 20. Kamienie fortuny to nefryt, perła i selenit, a dobre kolory to wszelkie odcienie bieli i zieleni. Uwaga: Dwójka powinna zdecydowanie unikać ciemnych barw.

Trójka.
Trójka jest dość podobna do Jedynki, równie ambitna i z pewnym zacięciem dyktatorskim. Ma silnie rozwinięte poczucie niezależności, kocha swobodę, ale w pewnych ramach, gdyż z drugiej strony uznaje dyscyplinę i uporządkowane działanie. Większość Trojek marzy o karierze wojskowej lub politycznej. Pragnie zmienić świat i uszczęśliwiać ludzi, czasem trochę na sile, ponieważ kieruje się wyłącznie własnymi receptami na szczęście. Jej słabym punktem jest pewna tendencja do omijania prawa i kontrowersyjne postępowanie. Nie liczy się z opinia otoczenia, bywa ekscentryczna i przez to zraza ludzi do siebie. Ufa sobie bez zastrzeżeń, nie brak jej dumy i przesadnego poczucia godności własnej. Wierzy, ze ma racje, zawsze będzie silna i ze wszystkim sobie poradzi. Nigdy nie czeka na uśmiech losu, walczy o to, co jej się należy. Dynamika Trojki ma jednak przypływy i odpływy, zdarza się, ze porzuci projekt w połowie drogi i zajmie się czymś innym. Śmieje się z własnych niepowodzeń, wyciąga wnioski i rusza do boju. Wiele Trojek na zgliszczach własnego domu przypali papierosa od tlącej się belki i natychmiast zacznie rysować plany nowego budynku. Osoba urodzona pod wpływem tej liczby jest stała i lojalna w przyjaźni, ale jej miłość można porównać do błyskawicy. Szczęśliwe dni miesiąca to 3, 12, 30, fortunne dni tygodnia to środa, czwartek i piątek, jest wiec duże pole do popisu ! Trojka powinna nosić biżuterię z ametystami, błękitnym onyksem lub lapis lazuri i dbać, by w jej otoczeniu i ubiorze znajdowały się akcenty fioletowe i purpurowe.

Czwórka.
Wieczny buntownik i anarchista, nie odpowiada jej żaden ustrój i żadna władza. Ma silnie wyrobiony światopogląd, ale jej spojrzenie na rzeczywistość w znacznym stopniu odbiega od opinii otoczenia, czym nie przysparza sobie zwolenników. Jest niespokojnym duchem – zawsze w ruchu, wciąż cos buduje albo… burzy. Przepełniają ja niezliczone pomysły, jest twórcza i odważna. Bardzo łatwo się zraza, wyolbrzymia trudności i zbyt szybko składa bron. Dąży do doskonałości w każdej dziedzinie życia, ale trochę dziwnymi drogami – przeważnie chce po prostu iść na skróty. Czwórka to typowy nastrojowiec, zachłystuje się jakąś sprawą, by przy pierwszym niepowodzeniu popaść w melancholie. Jeśli nie osiągnie poważniejszych, życiowych sukcesów, staje się zgorzkniała. Pragnie, by jej życie opierało się na solidnych podstawach, a tymczasem przechodzi jej zmagać się z przeciwnościami, przeżywać kłopoty finansowe i choćby „mała stabilizacja” staje się marzeniem. Nierzadko to wina samej Czwórki, gdyż brakuje jej odwagi, by podjąć błyskawiczną decyzje i wykorzystać splot okoliczności. Bywa krytyczna, złośliwa i podejrzliwa, przez co ma kłopoty z nawiązaniem bliższych kontaktów z otoczeniem. Przesadnie emocjonalna, komplikuje życie sobie i innym. Jest inteligentna, oczytana i żadna wiedzy. Ma duże szansę na sukces, ale raczej w pracy samodzielnej, bez dozoru kierowników i naczelników. Dobrymi dniami tygodnia dla tego znaku są: sobota, niedziela i poniedziałek, miesiące zaś te, których suma daje 4. Kamienie fortuny to szafir, opal i onyks; sprzyjające barwy – beż, popielaty, błękit i srebrzysty.

Piątka.
Gwałtowna i zmienna, popada w czarna rozpacz albo śmieje się w glos. Silniej niż inne Cyfra podlega prawom cyklu, jej życie to huśtawka radości i rozpaczy, powodzenia i kłopotów. Kocha podróże i przygody, szuka napięcia i ryzyka, potrzebuje wciąż nowych bodźców. Nuda i rutyna załamują ją, w krańcowych przypadkach mogą być nawet przyczyną choroby. Życie w nieustającym napięciu jest pożywką dla umysłu, ale zwiększa tez podatność na chandry i załamania. Piątka jednak wierzy bez zastrzeżeń w swą szczęśliwa gwiazdą i jest lekkomyślna. Ma duże zdolności adaptacyjne, w całkiem nieoczekiwanej sytuacji czuje się naturalnie i swobodnie – o ile oczywiście jest w odpowiednim nastroju. Pędzi za nowościami, interesuje ja wszystko, co oryginalne i dziwne. Reaguje spontanicznie, potrafi bez żalu zerwać z wieloletnia przyjaźń, czy tez zburzyć ognisko domowe dla chwilowej miłostki. Nie ma wyrzutów sumienia i nie ogląda się za siebie. Silny temperament niesie ja do przodu, a ona nie zwraca uwagi na przeszkody. Piątka ma wyjątkowy talent do szybkiego i łatwego robienia pieniędzy, nie boi się ryzyka, ma żyłkę hazardzisty. Nie dba przy tym o swój majątek i nie uznaje gromadzenia w skarpecie. Jest hojna dla ludzi, poratuje w biedzie nawet kogoś obcego. Często pieniądze przepływają jej miedzy palcami, ale właściwie nie wie, co to kłopoty finansowe. Z najtrudniejszych sytuacji znajdzie wyjście – pożyczy i zainwestuje, pomnażając te sumę lub po prostu wygra. Piątka ma rozliczne talenty – przede wszystkim do biznesu, jest idealnym maklerem giełdowym, w sprzyjających warunkach stanie się prawdziwym rekinem finansjery. Ma tez świetne wyczucie pisarskie. Dniami fortuny są dla tego znaku środa i piątek, kamieniem diament ( najlepiej w platynowej oprawie ). Korzystne kolory to biały i żółty. Piątka zdecydowanie powinna unikać ciemnych barw.

Szóstka.
Wyjątkowe szczęście do ludzi. Chyba żadnej z cyfr nie otacza tak wielki krąg przyjaciół ! Jest kochana i wielbiona, w każdej chwili może liczyć na towarzystwo. Często dzień imienin przeradza się w prawdziwy koszmar – tłum zapowiedzianych i nieoczekiwanych gości napływa bez przerwy ! Szóstka jest łagodna i delikatna, często się uśmiecha. Unika jak ognia otwartych konfliktów, nie znosi awantur, a nawet drobnych sprzeczek. Chętnie idzie na kompromis i przyznaje komuś racje – byle tylko zapanowała zgoda. Mimo iż wysoko ceni szczerość, to w imię spokoju czasem posługuje się kłamstwem. Jest opiekuńcza, można na nią liczyć w trudnych chwilach. Bywa jednak, ze ta chęć niesienia pomocy przeradza się w przesadne wtrącanie się w cudze sprawy i plotkarstwo. Szóstka patrzy na świat nieco idealistycznie, kocha sztukę, przyrodę i wszelkie uroki życia. Jest tez bardzo wygodna i marzy się jej komfortowe warunki egzystencji. Nie nadaje się do podejmowania wielkich decyzji i realizowania śmiałych planów. Jest trochę niekonsekwentna i nierzadko martwi się na zapas. Zmuszona okolicznościami potrafi walczyć jak lew, ale tylko w obronie słusznej sprawy. Ma tez niezbyt często spotykana zaletę – potrafi uczyć się na własnych błędach. Dla Szóstki ideałem życia jest zaciszny, komfortowo urządzony dom i liczna rodzina. Jest sentymentalna, romantyczna i bardzo uczuciowa. Miłość jest dla niej najważniejsza, bez uczuć powoli więdnie jak kwiat. Kocha gorąco, jest wierna i oddana, pragnie mieć liczne potomstwo. Kultywuje tradycje rodzinne, utrzymuje kontakty nawet z dalekimi krewnymi. Bardzo chętnie urządza zjazdy rodzinne. Wśród Szóstek spotykamy wielu dobrych lekarzy, weterynarzy i pedagogów. Dniami fortuny są dla tego znaku: środa, czwartek i piątek, kamieniami szmaragd i turkus, a kolorami róż i niebieski. Szóstka powinna unikać ciemnych barw i… kontaktów z piątką.

Siódemka.
Tęskni do wielkiej przygody, uwielbia poszukiwania nieznanych lądów, poznawanie wszystkiego, co tajemnicze i niezbadane. Przepada za podróżami i… romansami. Wciąż szuka nowych miłości, skacze z kwiatka na kwiatek, a jednocześnie za wszelka cenę dąży do niezależności. Często zrywa nowy związek właściwie bez powodu, chyba z samego leku przed przywiązaniem się do partnera. Chociaż świadomie szuka odosobnienia, to jednak samotność mocno jej doskwiera. Siódemka to typowy nastrojowiec, łatwo ulega depresji, męczą ja chandry, nawet wpada w histerie. Zachowywanie równowagi wewnętrznej to dla niej wyjątkowo twardy orzech do zgryzienia ! Swoje źle chwile i huśtawki nastrojów skrzętnie ukrywa przed ludźmi. Zwierzanie się z kłopotów traktuje jak publiczne obnażanie się. Jest wyjątkowo skryta i zamknięta w sobie, nawet przyjaciele nie wiedza, co ja trapi. Siódemka nigdy nie prosi o pomoc, uważa, ze wszystkim musi sobie sama poradzić. Sprawia wrażenie osoby uprzejmej, ale chłodnej i obojętnej. W rzeczywistości to istny gejzer, targany namiętnościami. Otoczenie nie bardzo rozumie, o co właściwie chodzi Siódemce i uważa ja za nieszkodliwego dziwaka. Siódemkę fascynuje religia i filozofia, miewa skłonności mistyczne i okultystyczne. Dość często zdarza się, ze ludzie urodzeni pod wpływem tej Cyfra maja pewna zdolność jasnowidzenia i silnie rozwinięta intuicje. Siódemka musi pokonać wiele życiowych trudności, ale do wszystkiego dochodzi sama. Z wiekiem staje się coraz silniejsza i potrafi naprawdę wiele dokonać. Ma doskonale rozwinięta wyobraźnie i wiele ciekawych pomysłów. W tym znaku spotykamy pisarzy, artystów, filozofów, marynarzy i handlowców. Szczęśliwe dni dla Siódemki to niedziela i poniedziałek, okres roku miedzy 22 czerwca a 22 lipca. Korzystne kolory to seledynowy i kremowy, a kamieniami przynoszącymi szczęście są: agat, kocie oko, perła i selenit.

Ósemka.
Reprezentuje dwa światy: ducha i materii. Osoba urodzona pod wpływem tej Cyfra to nietuzinkowa postać, wyraźnie odróżnia się od tłumu. Jest trochę ekscentryczna, przejawia skłonności anarchistyczne i… dążenia okultystyczne. Z drugiej strony uważa, ze pieniądze symbolizują potęgę i władze, warto wiec mieć ich naprawdę dużo. Wiele Ósemek nie zdaje sobie sprawy, ze los przeznaczył im kilka worków złota, wiec nie chce im się zmobilizować do działania. Jeśli tylko uda im się pokonać własna pasywność, ruszają pełna para i świat stoi przed nimi otworem ! Dość powoli, ale nieugięcie posuwają się do przodu niczym czołg. Są metodyczne i dokładne, potrafią tez korzystać z doświadczeń ( swoich i cudzych ). Myśli Ósemki skierowane są ku przyszłości, lecz widzi ja raczej w czarnych barwach. Ten fatalizm bywa na tyle silny, ze zabija radość życia i chęć działania. Ósemka rzadko szaleje z miłości, woli związki oparte na przyjaźni i wspólnych dążeniach. Bywa oschła, nie lubi zdradzać swoich uczuć. Trudem znajduje zrozumienie, ale tez nie bardzo liczy się z opiniami otoczenia. Często uważa się za nieomylna, choć na plus można jej zaliczyć wyjątkowa odwagę w wyrażaniu własnych przekonań. Bywa samotna, ponieważ nie szuka kompromisu, nie uznaje półśrodków i nie znosi sprzeciwu. Kto ja bliżej pozna, wie, ze jest nieocenionym, lojalnym przyjacielem, doradca i opiekunem. Większość Ósemek ma dość trudne życie, musi walczyć z przeciwnościami losu, ale może osiągnąć naprawdę wiele. Musza tylko pokonać czarnowidztwo i bierność. Nie powinny tez szczególnie opierać się na ludziach, bowiem prawdziwe sukcesy mogą zawdzięczać tylko sobie. Najlepszy okres w roku: od 22 grudnia do 20 lutego, korzystne dni miesiąca to te, które sumują się w czwórkę ( np. 13 i 22 ), a dni tygodnia to niedziela i poniedziałek. Kamieniami przynoszącym im szczęście są: czarna perła, szafir, czarny diament i ametyst. Kolory którymi powinna się otaczać Ósemka to purpura, granat, ciemna szarość i czerń.

Dziewiątka.
Urodzony wojownik, nie uznaje kompromisów ani półśrodków i nigdy nie zawraca z raz obranej drogi. Jest tak uparta, ze potrafi walczyć nawet na przegranej pozycji – wbrew wszystkim, a głownie wbrew zdrowemu rozsądkowi. Przez swoja postawę często pakuje się w poważne kłopoty. Nie cierpi opozycji ani kontroli w jakiejkolwiek formie. Jej dążenie do niezależności jest bardzo silne. Życie Dziewiątki to pole bitwy, ona musi walczyć, a często jej energia i upór narasta w miarę pojawiania się trudności. Posługuje się rożnymi metodami i zawsze działa zgodnie z zasadami fair play. Bardzo chętnie się uczy i potrafi wykorzystać w praktyce zdobyta wiedzę. mimo tego bywa nierozważna i lekkomyślna, reaguje impulsywnie, bez zastanowienia. Łatwo wpada w złość i jest przewrażliwiona. Jeżeli potrafi zapanować nad własnymi emocjami, może w życiu daleko zajść. Odwaga, determinacja i silna wola prowadza ją do sukcesu. Wśród Dziewiątek spotykamy wiele charyzmatycznych osobowości o wielkiej sile przekonania, które potrafią zdobyć zaufanie i pociągnąć za sobą tłumy. Ludzie urodzeni pod wpływem tej Cyfra najczęściej wybierają karierę wojskowa lub policyjna, często tez zajmują się sportem. Kochają porządek i czystość, bywają absurdalnie wymagający i wybredni. Dziewiątka ma silnie rozwinięte cechy przywódcze; czy to w wojsku, czy choćby we własnym domu, ale musi rządzić. Jeśli nie dominuje i nie kontroluje wszystkiego, traci zainteresowanie dla danej sprawy i staje z boku. Przez swoja postawę ma duże kłopoty w życiu osobistym. Marzy o idealnym partnerze, nie znosi chłodu, jednostajności i płytkich uczuć. Trudno jej trafić na swój typ. Czasem swymi wybuchami temperamentu przeraża partnera, który nie marzy o życiu na wulkanie. Najlepszym okresem roku jest czasem, w którym Słonce znajduje się w znaku Barana i Skorpiona. Ważne sprawy Dziewiątka powinna załatwiać w środę, czwartek i piątek. Korzystne dla niej Cyfra to 3 i 6, barwy to czerwień, róż i szkarłat, a kamienie szlachetne – rubin, granat i koral.
media

A co ci mówi twoja data urodzenia, sprawdza się?

Kobietom chodzi tylko jedno po głowie, że mężczyźni mają tylko jedno w głowie.

Ile razy w życiu zdarzyło się Wam usłyszeć z ust kobiety sakramentalne: „Wy faceci to tylko cały czas myślicie o seksie”?

No cóż, bez wątpienia jest w tym stwierdzeniu sporo prawdy, jednak wypowiadanie przez kobiety takiego zdania to czysta hipokryzja. Tak przynajmniej wynika z badań przeprowadzonych przez amerykańskich naukowców z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego.

Naukowcy, przeważnie mężczyźni, pragnący za wszelką cenę poznać tajemnicę kobiecej natury i sprawdzić co dla przedstawicielek płci pięknej liczy się szczególnie i jakie czynności wykonywane codziennie są dla nich najważniejsze, poddali badaniu ponad 900 kobiet.

Być może wyda Wam się to dziwne, ale z badań jednoznacznie wynika, że to seks jest dla pań najważniejszym punktem i elementem każdego dnia. Nie wychodzenie na zakupy, nie spożywanie posiłku, nie czytanie kobiecej prasy, czy kilkugodzinne plotki z przyjaciółką prowadzone przy kawie lub przez telefon, ale właśnie SEKS.

Badacze zaproponowali paniom stworzenie własnego scenariusza, obfitego w wiele różnorodnych aktywności. Lecz na tym nie koniec. Następnie poproszono je o odpowiednie ocenienie każdej z tych czynności w skali od jeden do sześciu.

Seks uzyskał najwyższą notę, wyprzedzając wszystkie te rzeczy, do których szczególne upodobanie tak chętnie zarzucamy naszym kobietom.
media

Panowie, było nie było, niniejsze badania stawiają nas w bardzo komfortowej sytuacji. Ilekroć bowiem będziemy mieć ochotę na słodkie i przyjemne chwile z naszą ukochaną, nie bójmy się (oczywiście w odpowiedni sposób) jej tego zaproponować. Jestem przekonany, że spotka się to z bardzo pozytywnym odzewem… 😉

Rzeżucha naszym przyjacielem jest…

Zawiera komplet cennych witamin, a dokładnie witaminę A, B1, B2, C, E, K, PP, sole mineralne, żelazo, wapń, magnez, fosfor, chrom, siarkę i jod.

Wysiewa się ją zazwyczaj w płaskim naczyniu wyłożonym wilgotną watą, ligniną lub ziemią ogrodniczą. Dodatkowo dla dekoracji wysiewa się ją np. w ozdobnych półmiskach, kieliszkach a nawet w wydmuszkach z jajek.

Rzeżucha rośnie przez około 9 dni, a gdy już urośnie ścina się ją nożyczkami. Taka ścięta rzeżucha znajduje zastosowanie jako dodatek do sałatek, surówek, zup, kanapek. Znakomicie smakuje ze świeżym masłem i pieczywem.

Ma ona specyficzny smak i wiele zalet:

  • oczyszcza krew;
  • wspomaga prawidłową pracę trzustki;
  • leczy m.in. trądzik i łojotok;
  • pomaga w przezwyciężeniu wiosennego wyczerpania;
  • usuwa z organizmu nagromadzone w ciągu zimy toksyny i wzbogaca go w zestaw naturalnych witamin i minerałów;
  • poprawia apetyt;
  • poprawia trawienie;
  • zapobiega otyłości;
  • dezynfekuje drogi moczowe;
  • jest źródłem łatwo przyswajalnego jodu.

Regularne spożywanie rzeżuchy jest zalecane m.in. przy:

  • anemii;
  • zaburzeniach krążenia;
  • chorobie wieńcowej;
  • dolegliwościach reumatycznych.

Sieje i ścina na okrągło, dlatego kupcie od razu więcej torebek z nasionami… To najtańsza i najskuteczniejsza skarbnica cennych witamin i minerałów zimową porą.

Rzeżucę jemy na surowo, a do potraw dodajemy po zdjęciu garnka z gazu, aby zminimalizować straty witamin.

Nie dodajemy rzeżuchy do marynat ponieważ stracimy zawarte w niej żelazo. Aby temu zapobiec należy ocet zastąpić sokiem z cytryny lub jogurtem.

Tanio i zdrowo, polecam.

Związki pomiędzy członkami rodziny

Zdaniem naukowców ryzyko chorób genetycznych u potomków kuzynów pierwszego stopnia jest wyolbrzymione. Z medycznego punktu widzenia nie ma przeciwwskazań do zakładania przez nich rodzin – informuje internetowe wydanie dziennika The Independent.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez profesor Diane Paul z Uniwersytetu Massachusetts w Bostonie (USA) i profesora Hamisha Spencera z Uniwersytetu Otago w Dunedin (Nowa Zelandia) prawdopodobieństwo wystąpienia wady genetycznej u dziecka spłodzonego przez kuzynów jest nie większe niż u 40 letniej matki.

Związki pomiędzy członkami rodziny są obecnie tematem tabu, choć nie dalej jak 100 lat temu zawieranie małżeństw przez kuzynów było na porządku dziennym. Należy rozgraniczyć problem kazirodztwa, czyli kontaktów seksualnych pomiędzy członkami najbliższej rodzinny jak ojca z córką, matki z synem czy rodzeństwa. Sytuacja taka jest najczęściej związana z poważnymi problemami społecznymi, etycznymi oraz biologicznymi, jednak jest to temat na osobny artykuł.

Zajmijmy się więc kuzynostwem. Więzi rodzinne nierzadko są dość skomplikowane, zwłaszcza w dużych rodzinach wielodzietnych i wielopokoleniowych. Jak ustalić stopień pokrewieństwa? Najlepiej przyjrzeć się drzewu genealogicznemu i odnaleźć gałęzie łączące, czyli przodków wspólnych dla obu stron. Według schematu relacji rodzinnych kuzyni pierwszego stopnia to osoby posiadające wspólnych dziadków, a których rodzice są rodzeństwem. Dla kuzynów drugiego stopnia wspólnymi przodkami są pradziadkowie, kuzynów trzeciego stopnia – prapradziadowie itd.

Zasada doboru naturalnego zakłada, że materiał genetyczny wewnątrz populacji powinien być jak najbardziej różnorodny. Dobieranie się w pary w obrębie wąskiej grupy doprowadza do tego, że wszystkie osobniki posiadają bardzo podobny zestaw genów. O ile w przypadku cech zwiększających szanse na przeżycie, utrwalenie dobrych genów jest korzystne, to przekazywanie genów wadliwych, np. związanych z chorobami, może doprowadzić do osłabienia grupy, a nawet jej wyginięcia. Dzieje się tak w przypadku, gdy do danej grupy nie dopływają żadne obce geny, a osobniki krzyżują się ze sobą przez kilka pokoleń.

Jeszcze kilka wieków temu, małżeństwa kuzynów były tolerowane, a nawet faworyzowane. Zwłaszcza wśród rodów szlacheckich, królewskich, w których dla dobra majątku i rangi rodziny aranżowano małżeństwa, nawet bez wiedzy i zgody przyszłych współmałżonków. Jednak ze względu na to, że takie praktyki były nadużywane zaobserwowano wzrost częstotliwości zapadania na choroby genetyczne, np. hemofilię, zwaną też chorobą królów.

Z kuzynką ożenił się i miał dziesięcioro zdrowych dzieci Karol Darwin, poeta Edgar Allan Poe również poślubił młodziutką kuzynkę, tak samo Jan Sebastian Bach czy Jesse James.

W obecnych czasach, gdy ludzie żyją w wielkich aglomeracjach i mają nieograniczoną możliwość przemieszczania się jest to problem marginalny. Jednak takie przypadki się zdarzają i strzała Kupidyna dosięga osoby spokrewnione w linii bocznej (kuzynowie). W niektórych krajach (m.in., Wielkiej Brytanii) czy określonych stanach USA małżeństwa pomiędzy kuzynami są legalne lub zawarcie ślubu wymaga spełnienia określonych procedur. W Polsce zawarcie ślubu kościelnego z kuzynem drugiego stopnia (wspólny pradziad) wymaga zgody biskupa, kuzynowie trzeciego stopnia są natomiast traktowani jak osoby niespokrewnione.

Pomimo rozwoju wiedzy medycznej i genetycznej w naszej świadomości utrwalił się pogląd, jakoby ludzie ze sobą spokrewnieni nie mogli wiązać się w pary i płodzić potomstwa, ze względu na wysokie ryzyko chorób genetycznych. W przypadku wspomnianego wcześniej kazirodztwa, jest to rzeczywiście dość prawdopodobne, a ponadto związki osób o najwyższym stopniu pokrewieństwa wiążą się z wieloma innymi konsekwencjami społecznymi i moralnymi. Nie dotyczy to jednak kuzynostwa.

Wyniki badań opublikowane na łamach czasopisma naukowego on-line „Public Library of Science” dowodzą, że ryzyko wystąpienia wad genetycznych u dzieci kuzynów jest o 2 procent wyższe od normy, a ryzyko poronienia lub śmierci niemowlęcia o 4,4 procent. Wyniki te pokrywają się jednak ze statystykami dotyczącymi wad u dzieci kobiet zachodzących w ciążę po 40 roku życia (które nie są spokrewnione ze swoimi partnerami).

„Skoro kobietom po 40-tce nie zabraniamy zajść w ciążę, radzimy tylko, aby były pod ścisłą kontrolą lekarską i wykonały komplet badań prenatalnych, takie same reguły powinny obowiązywać wiążących się ze sobą kuzynów.” tłumaczy prof. Spencer. „ Z medycznego punktu widzenia nie ma powodu zabraniać kuzynom pierwszego stopnia zawierania małżeństw i zakładania rodzin”.

Związki kuzynów nie są tez obce polskiej rzeczywistości.

  • Małżeństwa miedzy osobami spokrewnionymi a szczególnie kuzynami 1 stopnia spotyka się w praktyce lekarskiej – uważa prof. Janusz Limon, Kierownik Katedry i zakładu Biologii i Genetyki Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. – Zgłaszają się do poradni genetycznej dwie, trzy pary rocznie. Jeśli w rodzinie nie występowały choroby uwarunkowane genetycznie – nie ma podstaw aby odradzać posiadanie potomstwa. Wskazane są badania prenatalne takie, jakie wykonuje się właśnie u kobiet po 40 roku życia.

Natura niejako wymaga od nas szukania partnera odmiennego, pochodzącego z innego rodu, posiadającego inny zestaw genów. Dzięki temu ryzyko przekazania wadliwych genów recesywnych się zmniejsza.
media

Sprawa dla wielu nie jest jednoznaczna, co jednak nie znaczy że trzeba potępiać takie związki. Sytuacja i tak będzie kłopotliwa dla wszystkich. Jeśli kończy się na seksie to nic złego, gdy jest potomstwo, to wszyscy zainteresowani nie będą mieć lekko w naszym społeczeństwie. Każde potknięcie czy choroba dziecka będzie analizowana pod tym kątem. Siła tradycji i przesądów jest czasem nie do pokonania.

Penis – cała naga prawda.

Nie ma w nim ukrytych kosteczek. Sztywności nie zawdzięcza też masie mięśniowej. Im mniejszy na starcie, tym większa erekcja. Jak to możliwe?

Co dziesiąty europejski posiadacz penisa wierzy, że jego prącie ma w środku niewielką kość. Mit wziął się zapewne stąd, że tak zostały „wzbogacone” przez naturę członki wielu zwierząt, w tym nietoperzy, psów, czy królików. Faktem jest również, iż u bardzo nielicznych mężczyzn obserwuje się przypadki kostnienia tkanki łącznej. Zmiany takie nie są jednak niezaprzeczalnym atutem w sypialni.

W rzeczywistości ludzki penis składa się z dwóch równoległych ciał jamistych oraz ciała gąbczastego. Ciała jamiste to skomplikowany układ zatok, do którego może napływać krew tętnicza i właśnie jej zawdzięcza on swoją potencjalną sztywność. Wyobraźcie sobie foliowy worek wypełniany wodą. Początkowo wiotki, z czasem, gdy odpływ płynu jest niemożliwy, staje się bardzo twardy. Wypełnianie się krwią ciał jamistych powoduje ucisk na naczynia żylne, odpowiedzialne za odprowadzanie krwi z prącia, dlatego czasowo pozostaje ona w członku. Wówczas penis może wypełniać swoją podstawową funkcję, czyli przeniesienie nasienia do żeńskich dróg rodnych.

Skąd wytrysk?

Ciało gąbczaste prącia to twór nieparzysty, położony po środku dolnej strony penisa. Wyróżniamy w nim trzy zasadnicze części: właściwe ciało gąbczaste prącia, opuszkę i żołądź. Ciało właściwe leży w podłużnym rowku, utworzonym przez ciała jamiste. Na całej długości przebiega w nim cewka moczowa (pusta rurka, którą przedostaje się mocz i sperma, oczywiście osobno i w innych okolicznościach). Opuszka stanowi jego część tylną. Pokrywający ją mięsień opuszkowo-gąbczasty przyczynia się do wytrysku nasienia.

Samo przesuwanie się ejakulatu, czyli porcji nasienia wydalanej podczas wytrysku, z najądrzy do nasieniowodów, także umożliwiają mięśnie. Wytrysk u mężczyzny poprzedzony jest skurczem mięśni gładkich w wewnętrznych narządach płciowych (głównie w jądrze i najądrzu). Skurcze te powodują wzrost ciśnienia, a następnie wędrówkę nasienia aż do cewki moczowej.

Wytrysk, któremu towarzyszy orgazm, średnio trwa kilka sekund, a dochodzi do niego po 156.5 sekundach (+/- 80.7 sekund) od rozpoczęcia stymulacji prącia. Nie jest to może wynik imponujący, ale normalny, zresztą z wiekiem do poprawienia. Jeśli jesteś nastolatkiem i podniecasz się niemal wszystkim, a do wytrysku dochodzi wcześniej, niż byś chciał, bądź pewien, że to przejściowe. Z czasem w większym stopniu zapanujesz nad swoim penisem. Chociaż wielu, bardzo dorosłych, mężczyzn przyznaje, że ich prącie zdaje się wciąż kierować własną logiką i chadzać swoimi drogami.

Źródło w głowie

Wzwód penisa, i w jego efekcie wytrysk, to skutek podniecenia seksualnego. Chociaż pewnie trudno ci w to uwierzyć w całym procesie zasadniczą rolę odgrywa tlenek azotu. Kiedy pieścisz partnerkę, masturbujesz się, masz erotyczne sny, albo tylko o tym pomyślisz, twój mózg wysyła odpowiednie sygnały do nerwów sterujących działaniem mięśni gładkich prącia. Komórki nerwowe rozpoczynają produkcję tlenku azotu, który aktywuje specjalny enzym cyklazę guaninową. Enzym ten następnie aktywizuje wytwarzanie substancji cGMP. To ona odpowiada za rozszerzanie się naczyń krwionośnych i w efekcie zwiększenie napływu krwi do ciał jamistych prącia. Skutki są szybko zauważalne. Warto wiedzieć, że nowoczesne leki stosowane w leczeniu impotencji przyczyniają się do produkcji cyklazy guaninowej (po wcześniejszym blokowaniu izoenzymu PDE-5), stąd ich ogromna skuteczność. Ale uwaga: sprawdzają się tylko wtedy, gdy jesteś naprawdę podniecony, a jedynie odpowiedź twojego członka jest niezadowalająca. Viagra nie jest afrodyzjakiem, czyli substancją wywołującą podniecenie. Kiedy jednak ono już jest, pomaga utrzymać sztywność członka.

Żołądź i reszta

Nasada penisa, za pomocą odnóg ciał jamistych, przytwierdzona jest do kości łonowych i kulszowych. Za nasadą znajduje się część ruchoma, zwana trzonem. Jak wygląda? Każdy może zobaczyć. Zwieńczenie tej części stanowi żołądź. Ta silnie unerwiona „główka” jest wyjątkowo wrażliwa na dotyk. Jaki lubi? To sprawa indywidualna. Mocniej? Słabiej? Trzeba sprawdzić i nie przeholować podczas eksperymentów, żeby nie zabolało.

Żołądź jest chroniona przed przypadkowymi urazami, a także nadmiernym wysychaniem i podrażnieniami, za pomocą napletka. To luźny fałd skórny z nielicznymi gruczołami łojowymi, zwanymi gruczołami napletkowymi. Łączy się z żołędzią z pomocą wędzidełka. Wciąż popularny jest pogląd, że napletek nie jest w ogóle potrzebny.Za obrzezaniem miałyby, poza względami religijnymi, przemawiać kwestie higieny. Czy warto decydować się na amputację, bądź co bądź, części ciała? Przecież penisa z napletkiem też da się solidnie umyć. Wystarczy zsunąć skórny fałd.

Chociaż… Czasem ujście napletka bywa zbyt wąskie i skóra nie może przesuwać się ku tyłowi. Utrudnia to oddawanie moczu, sprzyja infekcjom. Taka nieprawidłowość to stulejka. Jeśli uprzykrza ci życie, warto poradzić się urologa. Zwłaszcza, że zabieg jest prosty i nie sprzyja komplikacjom.

Optymalny rozmiar?

Ponad 80% mężczyzn jest niezadowolonych z rozmiaru lub kształtu swojego penisa. Niby zasadniczo wierzą, ze jego wielkość nie ma znaczenia podczas stosunku, a jednak prawie każdemu się zdaje, że od nadmiaru głowa nie boli. Paradoksalnie, szczególnie przeczuleni na punkcie swojego członka są ci panowie, których organ nie jest imponujący w spoczynku. Jeśli martwisz się, że nie mieścisz się w normie, tylko dlatego, że kolega pod prysznicem wygląda bardziej okazale, powinieneś poznać wyniki badań seksuologów amerykańskich Wiliama Mastersa i Virginii Johnson. Doszli oni do wniosku, że wielkość członka w stanie erekcji jest u wszystkich mężczyzn bardzo zbliżona. Za normalną długość luźnego penisa uznaje się 8,5-10,5 cm. Erekcja oznacza zazwyczaj 60% przyrostu. A jak to wygląda w praktyce? Podczas badań zaobserwowano, że luźny dziewięciocentymetrowy penis pacjenta może w czasie erekcji przybrać nawet 10 cm. Tymczasem bywa, że organ o początkowym kapitale 15 cm rośnie o zaledwie 2,5 cm.

Brytyjski seksuolog i androlog Kenneth Purvis, autor przewodnika „Podbrzusze Mężczyzny” podzielił męskie organy na dwa rodzaje: wyskoczki i wyprostki. Te pierwsze są stosunkowo małe w stanie spoczynku, przypominają wysuszoną śliwkę. Taki członek w erekcji stanowi miłą niespodziankę dla pozbawionej nadziej nowej partnerki. Wyprostki natomiast to blagierzy. Zawsze wypełnieni częściowo krwią, wywołują pełne podziwu spojrzenia. Gdy dochodzi do erekcji, trudno zaobserwować poprawę…

Jeśli nie przekonują cię te argumenty, zapamiętaj sześć podstawowych praw fizjologii genitalnej (według Purvisa):

  1. Im mniejszy penis, tym większa erekcja.
  2. Liczy się tarcie na trzech, czterech pierwszych centymetrach.
  3. Wagina kobiety dostosuje się do każdego penisa.
  4. Grubość jest lepsza niż długość.
  5. Nie liczy się to, co masz, ale jak tego używasz.
  6. Zawsze jest ktoś gorszy od ciebie.
    media

To tak w skrócie dla ciekawskich. Resztę douczcie się sami na zajęciach praktycznych.