– Stary, umyj talerze – drze się słodko małżonka do męża siedzącego w kuchni.
– Nie umyję – asertywnie odpowiada małżonek.
– Umyjżesz…- ponawia prośbę dama.
– Nie umyję, nie chce mi się – w swej asertywności trwa chłop.
– Umyjesz, do ciężkiej cholery, i jeszcze śpiewać przy tym będziesz!
– No dobra, dobra, umyję ale śpiewać to ja, kur’wa, nie będę!

– Będziesz mówić?
– Nie! Nie będę mówić! Nie powiem!
– No! A teraz?!
– Ajjajaj! Nie bijcie, proszę, nie bijcie!
– To mów, to nikt cię więcej nie uderzy. Gadaj!
– Nie mogę! Nie mogę!
– Myślisz, że masz wybór?!
– Nie! Nie! Jak ja potem będę żył?!
– Mów, idioto, i się wszystko skończy!
– Aaa! Nie trzeba, nie zapalniczką! Ja powiem!
– Mów!
– Tak!
– No i wystarczy. A teraz, czy ty, Zofio, bierzesz tego mężczyznę za męża i ślubujesz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską, póki śmierć was nie rozdzieli?

– Aby zadowolić żonę, rzuciłem picie, palenie i karty.
– No to na pewno jest szczęśliwa?
– Gdzie tam. Wściekła chodzi. Za każdym razem, jak chce coś powiedzieć, dociera do niej, że nie ma się do czego doczepić.

Wraca Janusz do domu.
– Chleb kupiłeś?
– Grażyna, zakupy to nie jest męskie zajęcie.
– No to zajmij się męskim zajęciem – odpowiada podciągając kieckę.
– A co, pożartować nie można? Gdzie ta siatka?