Fort Trump może Polskę kosztować 330 mld dolarów…

Publikacja „The Washington Free Beacon” sugerująca, iż Kongres może uzależnić budowę Fort Trump w Polsce od tego, czy Polska spłaci rekompensaty za bezspadkowe mienie pożydowskie podgrzała polityczne emocje.

Administracja Białego Domu i polscy dyplomaci od jakiegoś czasu prowadzą rozmowy ws. ustanowienia nowej stałej bazy wojskowej USA na wschodniej flance NATO, aby przeciwdziałać zagrożeniu ze strony Rosji. We wrześniu w Waszyngtonie prezydent Andrzej Duda nazwał postulowaną bazę imieniem amerykańskiego prezydenta – Fort Trump.

Jak podaje portal „The Washingron Free Beacon” jedna z koalicji kongresmenów rozważa wprowadzenie szeregu inicjatyw, które zmuszą administrację prezydenta Donalda Trumpa do wpłynięcia na Polskę w kwestii spłaty roszczeń żydowskich ofiar Holokaustu. Kongresmeni chcą, by kwestie te zostały rozstrzygnięte przed rozpoczęciem budowy bazy Fort Trump w Polsce.

Departament będzie zachęcał władze Polski, tak samo jak innych regionów, do przedyskutowania zwrotu bezspadkowego mienia dla ofiar Holokaustu i ich spadkobierców, dotyczy to głównie zadośćuczynień, ale też edukacji i ochrony dziedzictwa żydowskiego – mówi jeden z cytowanych urzędników Departamentu Stanu.
media

Jeżeli Fort Trump ma Polskę kosztować 330 mld dolarów, to my grzecznie podziękujmy i powiedzmy: Amerykanie do domu! Za 330 mld dolarów to możemy sobie wynająć rosyjską armię i to całą…

Do tej pory żylibyśmy w nieświadomości jaka jest prawda o stosunkach polsko-żydowskich…

Podziękujmy ambasador Izraela w Polsce Anna Azari, gdyby nie jej antypolski atak, który wywołał lawinę antypolskich ataków nienawiści ze strony środowisk żydowskich, do tej pory żylibyśmy w nieświadomości jaka jest prawda o stosunkach polsko-żydowskich.

To, że ambasador RP w Izraelu Marek Magierowski został 14 maja zaatakowany fizycznie i słownie przez mężczyznę przed budynkiem polskiej placówki dyplomatycznej w Tel Awiwie, to pokłosie tego antypolskiego ataku ambasador Izraela w Polsce Anny Azari.


ambasador Izraela w Polsce Anna Azari

Przypomnijmy, że wszystko zaczęło się od wyjątkowo bezczelnego wystąpienia ambasador Izraela, Anny Azari, która w 73 rocznicę wkroczenia armii czerwonej do obozu Auschwitz-Birkenau nie bacząc na obecność na uroczystości byłych więźniów i najwyższych polskich władz postanowiła politycznie uderzyć w polski rząd i Polaków.

Polska Grupa Zbrojeniowa (PGZ) uruchamia prace badawczo-rozwojowe nad ciężkim czołgiem dla polskiej armii.

Nie będzie to produkt w całości polski, tylko bardziej będzie projekt składany z różnych elementów, ale chcemy, żeby to był produkt całkiem nowy – powiedział prezes PGZ.

W jego ocenie, bazowanie w dalszym ciągu na Leopardach, które mają średnio 32 lata, oraz modernizacji innych wysłużonych czołgów to działanie „dość krótkoterminowe” i żeby uzyskać wymagany potencjał w perspektywie wieloletniej trzeba postawić na nowy produkt.

Czy z tego będzie czołg, czy kolejny raz bedą to bezsensownie wydane miliony?

Polski Gepard, którego projekt ruszył pod koniec 2013 r., miał być wozem wsparcia bezpośredniego o masie około 35 ton, uzbrojonym w armatę 120 mm. Jego główną cechą – dzięki niższej masie, ale kosztem słabszego pancerza – miała być większa mobilność niż w przypadku spotykanych dotychczas czołgów podstawowych.

Po krytycznych uwagach przedstawiciele wojska zapowiadali zmiany w projekcie, ale w 2017 r. MON podał, że z niego rezygnuje.
media

Polska Grupa Zbrojeniowa nie potrafiła zrobić podwozia do armatohaubicy, trzeba było kupić koreańskie. Skąd pomysł, że potrafią zrobić cały czołg? Bo ta zabawa nic nie kosztuje polityków, jest w całości finansowana z waszych podatków.

Tak jak przy Krabach armatohaubicach Krab i samobieżnych moździerzach Rak nie będzie to produkt całkowicie polski. Kupimy od każdego producenta czołgów coś i potem spróbujemy to poskładać do kupy i to będzie nowy ciężki czołg dla polskiej armii. Prawie jak w kabarecie.

Małe butelki (małpki) bardzo uelastyczniły konsumpcję alkoholu, można pić bez okazji…

Polacy kupują miliard „małpek” rocznie. Przez małą pojemność częściej sięgają po alkohol, również w nietypowych sytuacjach. Dynamiczny wzrost sprzedaży małych formatów wódki nie ma wpływu na sprzedaż większych butelek. Te dwie kategorie sprzedają się w różnych sytuacjach.

Kupują je niemal wszystkie grupy społeczne i o różnych porach dnia i nocy.

Statystyczny Polak wypija rocznie blisko 11 litrów czystego spirytusu. Pijemy coraz więcej i coraz częściej, a duży wpływ na rosnącą konsumpcję ma popularność „małpek”, czyli butelek o pojemności 100-200 ml. Z badania wynika, że codziennie kupuje je 3 miliony osób, a ponad 600 tys. klientów co najmniej dwa razy w ciągu dnia.

Małe butelki wódki kupują niemal wszystkie grupy społeczne. Według sprzedawców największą grupą kupujących są osoby mające problem z alkoholem oraz pracownicy fizyczni (ok. miliona). Niewiele mniej liczne są grupy konsumentów małych buteleczek wśród ludzi młodych (20-25 lat), emerytów i młodych kobiet. Małe butelki przełamały tabu, że alkohol dla kobiety jest czymś kulturowo złym. Poręczna butelka z łatwością zmieści się do kieszeni czy damskiej torebki (77 proc. zaraz po zakupie chowa butelkę do torby lub kieszeni).

Kupują ludzie w drodze do pracy, z pracy, kupują kobiety, ludzie na spacerze z psem, ludzie przychodzący do sklepu z dzieckiem. Jeżeli jednak szukamy jakiejś prawidłowości, to częściej alkohol w małych butelkach kupują mężczyźni ze średniej wielkości miejscowości, ze średnim wykształceniem.

„Małpki” sprzedają się dobrze o każdej porze dnia – 28 proc. rano, 36 proc. popołudniu, zazwyczaj tuż po zakończonej pracy, i tyle samo wieczorem po godz. 18.00. Ponad 90 proc. osób kupuje bez zastanowienia, dokładnie wiedzą, jaką wódkę kupić.

Małe butelki wpływają na konsumpcję alkoholu w Polsce w ten sposób, że tego alkoholu konsumenci piją być może mniej na raz, ale częściej. Przez to, że tych drobnych sytuacji do spożycia jest dużo, to piją go w sumie więcej.

Małe butelki dają złudne poczucie pewnej niewinności, bo 100 czy 200 ml nie pozwoli się upić, ale za to pomoże odreagować czy przygotować się na trudny dzień w pracy.

„Małpki” uelastyczniły konsumpcję alkoholu, oderwały ją od takich sytuacji, w których konsumpcja musi być przygotowana wcześniej, czyli umówieni koledzy, przygotowane zakąski, zorganizowane miejsce, zarezerwowany czas. Małe butelki pozwalają całkowicie spontanicznie, bez miejsca, czasu, organizacji, bez powodu sięgnąć po niewielką ilość alkoholu.

Znana jest sprawa kupowanych przez kancelarię prezydenta Lecha Kaczyńskiego setek „małolitrażowych” buteleczek z alkoholem.
media

A może to wszystko przez szaleńcze tempo życia, nie ma już czasu na koleżeńskie popijawy i dlatego pijemy w biegu?

Umiera ktoś, aby lepiej mógł żyć ktoś. Ciekawa zależność, jak Polak będzie zbyt długo żył, to emerytury będą tak niskie, że będzie musiał umrzeć.

W 2017 roku zmarło ponad 403 tys. Polaków. To prawie rekord. Więcej zgonów odnotowano po II wojnie światowej tylko w 1991 roku. Te przerażające dane, paradoksalnie, mogą okazać się dobrą informacją dla przyszłych emerytów.

Zgodnie z przewidywaniami GUS, tak dużej liczby zgonów powinniśmy spodziewać się dopiero w 2029 roku.

Liczba ta – jak zauważa prof. Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego – zwiększyła się w ubiegłym roku o 4 proc. Tylko za 1-2 proc. tych zgonów może odpowiadać starzenie się społeczeństwa.

Dlaczego więc tak dużo Polaków zmarło już teraz?

  • Na razie to zagadka, GUS podaje przyczyny umieralności z ponad rocznym opóźnieniem. Można tylko podejrzewać, że wzrosła liczba zgonów z powodu chorób układu krążenia lub chorób nowotworowych albo na przykład zatruć i urazów – mówi prof. Bogdan Wojtyniak z Narodowego Instytutu Zdrowia.

Zdaniem prof. Szukalskiego, można oczekiwać, że z powodu dużego wzrostu liczby zgonów, ubiegłoroczna statystyczna długość życia mężczyzn i kobiet skróciła się o 1-2 miesiące. Dokładne dane na ten temat GUS ma dopiero opublikować.

Jeśli rzeczywiście, po raz pierwszy od 2015 roku, statystyczna długość życia się skróci, będzie to dobra wiadomość dla przyszłych emerytów. Ma ona bowiem wpływ na wysokość otrzymywanego przez nich świadczenia.

Statystyczne skrócenie trwania życia o 2 miesiące podwyższy – jak wynika z wyliczeń – przeciętną emeryturę dla mężczyzn o 20 zł i o 5 zł dla kobiet.
media

Polska to nie jest kraj dla starych ludzi…

Tęczowe aureole kulturowym barbarzyństwem i profanacją. Dokąd zmierzamy…?

Parafię św. Maksymiliana Kolbego w Płocku oklejono plakatami z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej, na którym postacie Maryi i Dzieciątka aureole zamiast złotego koloru miały barwy tęczy…

Szef MSWiA profanację tę nazwał „kulturowym barbarzyństwem” i zapowiedział, że sprawą z urzędu zajmie się policja.

„Jak się dowiedziałem w Płocku dokonano profanacji, świętego od wieków, dla wszystkich pokoleń Polaków, wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej. Sprawą z urzędu zajmie się Policja. Nie może być zgody w imię pseudotolerancyjnych +happeningów+ na tego typu #kulturowebarbarzyństwo” – napisał szef MSWiA na Twitterze.

„Ogromny ból spowodowała profanacja obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, która miała miejsce w Płocku w nocy z 26 na 27 kwietnia. Ta profanacja napełnia bólem i niepokojem Polki i Polaków, dla których Jasnogórska Ikona jest świętością” – czytamy w komunikacie rzecznika Episkopatu.

W przekazanym PAP w sobotę komunikacie, rzecznik Episkopatu Polski zwraca się z apelem, aby „niezależnie od przekonań i osobistych poglądów szanować uczucia religijne ludzi wierzących”.
media

Kto ma szanować uczucia niewierzących? Episkopat Polski i tolerancja, te słowa wzajemnie się wykluczają. Religijny fanatyzm wchodzi w Polce na wyższy level….

Powstanie Warszawskie pomścimy (cywile).

Powstanie Warszawskie, będące największym wystąpieniem zbrojnym Polskiego Państwa Podziemnego podczas okupacji niemieckiej na terytorium Polski, mimo wielu przykładów bohaterstwa i sukcesów militarnych, zakończyło się klęską.

Trwająca 63 dni walka o Warszawę na skutek braku istotnej pomocy z zewnątrz, zarówno ze strony aliantów jak i ZSRR, było w ocenie większości historyków przykładem heroizmu uczestników walk – zakończyło się jednak politycznym niepowodzeniem, gdyż nie udało się utworzyć suwerennych władz polskich które mogłyby wystąpić w Warszawie przeciwko Armii Czerwonej w charakterze legalnego reprezentanta narodu, będącego realną alternatywą dla stworzonego przez Józefa Stalina rządu komunistycznego, PKWN.

Dokładne liczby strat wojska powstańczego i ludności Warszawy nie są znane, można je określić tylko w wielkim przybliżeniu.

Największe straty poniosła ludność cywilna, gdyż oddziały niemieckie planowo mordowały całe dzielnice np. na warszawskiej Woli wymordowano w ten sposób ponad 65 tys. bezbronnych ludzi (rzeź Woli), nie znajdujących się na terenie walk powstańczych, a na terenie Ochoty ok. 10 tys. osób (rzeź Ochoty). Do masowych mordów, zwłaszcza w pierwszych dniach sierpnia 1944 r., dochodziło ponadto w Śródmieściu, gdzie mogło zginąć nawet do 10 tys. osób (egzekucje w „dzielnicy policyjnej” oraz egzekucje w rejonie pl. Teatralnego), jak również na Mokotowie (pacyfikacja Mokotowa) i Starym Mieście.

Bliskość obustronnych stanowisk bojowych, ciągłe ataki niemieckie z użyciem lotnictwa i dział dużego kalibru sprawiały ponadto, że niemieckie ciężkie środki ogniowe raziły nie tylko walczących powstańców, ale także w bezbronną ludność. Po wojnie przyjmowano najczęściej że ogólne straty poległych w powstaniu warszawskim wyniosły około 200 tysięcy ludzi, współcześnie dokonano rewizji tych ustaleń oceniając ofiary cywilne powstania na 120-150 tys. ludzi, choć niejednokrotnie przyjmuje się także liczby w zakresie 150-180 tys. W tej liczbie mieści się również najbardziej wartościowa i aktywna młodzież stolicy, która stanowiła czoło polskiego ruchu oporu. Zginęło także wielu przedstawicieli polskiego życia kulturalnego, jak np. Krzysztof Kamil Baczyński. Większość ofiar zostało pochowanych w zbiorowych mogiłach na Cmentarzu Powstańców Warszawy na warszawskiej Woli oraz na Cmentarzu Powązkowskim.

Ocenia się, iż w trakcie oraz po zakończeniu powstania Niemcy wypędzili z domów od 500 do 550 tysięcy mieszkańców Warszawy oraz około 100 tysięcy osób z miejscowości podwarszawskich. Około 90 tys. Polaków skierowano na roboty przymusowe w głąb Rzeszy, 60 tys. zesłano do obozów koncentracyjnych, a około 100 tys. zwolniono względnie wyprowadzono z obozów przejściowych pod różnymi pretekstami. Resztę, to jest 300 – 350 tys. ludzi, rozwieziono po całym Generalnym Gubernatorstwie (najwięcej do zachodniej części dystryktu warszawskiego, następnie radomskiego i krakowskiego) pozostawiając ich tam bez jakichkolwiek środków do życia.
Wikipedia.

Każde publiczne wystąpienie byli powstańcy powinni zaczynać od przeproszenia ludności cywilnej za zgotowany im los.

Światowy Kongres Żydów (World Jewish Congress; WJC) w obronie Judasza z Pruchnika.

Światowy Kongres Żydów odniósł się z niesmakiem i oburzeniem do sądu nad Judaszem, jaki odbył się w Wielki Piątek w położonym w południowo-wschodniej Polsce miasteczku Pruchnik.

Kukła, której nadano karykaturalny wygląd Żyda (z pejsami, brodą, długim nosem i jarmułką na głowie) otrzymała 30 uderzeń kijami, co odpowiadało ilości srebrników, które Iskariota otrzymał za zdradę Jezusa Chrystusa.

W biciu kukły uczestniczyły dzieci zachęcane do tego przez dorosłych. Następnie podobizna Judasza była wleczona ulicami miasta. „Sąd” zakończył się na moście, gdzie kukle obcięto głowę, a tułów podpalono i wrzucono do rzeczki.

Tradycja „sądu nad Judaszem” sięga XVIII w., ale w ostatnich latach była zapomniana. W 2019 r. została wznowiona.

Judasz z Pruchnika

W wydanym przez Światowy Kongres Żydów – międzynarodową organizację reprezentującą społeczność żydowską w 100 krajach – komunikacie zaznaczono, że źródłem zaniepokojenia Kongresu były doniesienia o tym, że powieszona i spalona podobizna Judasza Iskarioty „była wykonana w taki sposób, by wyglądać jak stereotypowe wyobrażenie Żyda”.

W imieniu WJC na temat incydentu wypowiedział się dyrektor wykonawczy i jeden z wiceprezesów Światowego Kongresu Żydów, Robert Singer. Wyraził on „niesmak i oburzenie” wobec tej „jawnie antysemickiej manifestacji” – zaznaczono.

„Żydzi są głęboko zaniepokojeni upiornym odradzaniem się średniowiecznego antysemityzmu, który prowadził do niewyobrażalnej przemocy i cierpień” – zaznaczył w swej wypowiedzi Singer. „Można się tylko zastanawiać, jaka byłaby reakcja Jana Pawła II, który uczył katolików w swej ojczystej Polsce i na całym świecie, że antysemityzm jest grzechem przeciwko Bogu i człowiekowi, na tak jawne odrzucenie jego nauk. Możemy tylko mieć nadzieję, że Kościół oraz inne instytucje uczynią wszystko, co w ich mocy, by pokonać te przerażające przesądy, które są plamą na dobrym imieniu Polski” – czytamy w komunikacie.

To jest przykład złego zrozumienia tradycji przez Światowy Kongres Żydów. Ludzie uaktywnili tradycję bardzo starą – bicie i palenie Judasza, którego później wrzuca się do wody. To nie jest coś, co my wymyśliliśmy, to nie jest coś obrazoburczego. To było pozbywanie się Judasza biblijnego i to ma korzenie bardzo biblijne. Natomiast dzisiaj zostało to uznane jako rasizm, bezczeszczenie i krok antysemicki – powiedział antropolog kultury.
media

Można to odebrać jako kolejny polskofobiczny atak środowisk żydowskich na nasz kraj. Mówiąc po żołniersku – jest to zwykłe dopierdalanie się do naszego kraju i tradycji… Alleluja, Alleluja…

Wilk w obronie Polski mówi – „Stop 447!” i zaprasza 11 maja na ogólnopolski marsz w Warszawie.

Podpisana przez Donalda Trumpa amerykańska Ustawa S. 447 (JUST) z 2018 r. wzywa do przekazywania mienia bez spadkobierców lub rekompensaty za takie mienie, żydowskim organizacjom zajmującym się Holocaustem.

Sprawa od samego początku bulwersuje poseła Jaceka Wilka, przewodniczącego koła poselskiego Konfederacja. Już w marcu 2018 r. wskazywał na zagrożenie jakie niesie za sobą wprowadzenie tej kontrowersyjnej ustawy. Jako pierwsza osoba w Polsce przetłumaczył również ustawę na język polski.

Analiza prawna ustaw S. 447 i HR 1226 nie pozostawia złudzeń – mamy do czynienia z niebezpieczeństwem wysuwania roszczeń majątkowych w stosunku do mienia. Polska nie może ponosić odpowiedzialności za akty ludobójstwa i zawłaszczenia mienia dokonane przez niemieckich i sowieckich okupantów. Rozwiązania zawarte w ustawach nie odnoszą się do istniejącego prawa, ale tworzą presję na wprowadzenie zupełnie nowych przepisów oraz ustanawiają polityczny mechanizm osiągnięcia przez USA ww. celów – przekonywał w lutym 2018 roku poseł Jacek Wilk.

Ustawa została przyjęta 24 kwietnia, natomiast już 3 dni później poseł Jacek Wilk wspólnie ze środowiskiem Polonii Amerykańskiej przygotował list polskich parlamentarzystów do Donalda Trumpa z prośbą o zawetowanie ustawy. Jak podkreślał wówczas Wilk „list nie ma charakteru politycznego, ani aspektów antysemickich, ale jest czystą analizą prawną i historyczną, która wskazuje na to, że tego typu roszczenia nie mogą wchodzić w grę. Zaproponowany list jest realistyczną analizą okoliczności, które przemawiają za zawetowaniem tej ustawy”.

Przewodniczący Konfederacji rozesłał wówczas wiadomość do wszystkich parlamentarzystów z prośbą o podpisanie się pod listem – ponad podziałami partyjnymi. Zainteresowanie sprawą wyraziło jednak tylko 4 posłów z posłem Wilkiem na czele. Brak reakcji na ważną dla polskiego interesu inicjatywę Wilk tłumaczył: – Wśród posłów jest obawa przed mówieniem czegokolwiek, co dotyczy kwestii związanych z restytucją mienia po obywatelach Polski narodowości żydowskiej. Wiem, że wielu z nich chętnie by się podpisało pod listem, ale nie chcą wychodzić przed szereg. Bali się bez odpowiedniej dyrektywy szefostwa klubu zrobić to samodzielnie.

Od tamtego momentu minął prawie rok, jednak Jacek Wilk mimo oporu ze strony większości parlamentarzystów nie zrezygnował z podejmowania rozmów na temat roszczeniowej Ustawy 447. Wilk aktywnie uczestniczy w zbiórce podpisów pod akcją „Stop roszczeniom”, nagłaśnia problem podczas konferencji prasowych oraz organizuje spotkania otwarte poświęcone właśnie Ustawie 447.

Nie tak dawno Poseł Wilk przygotował również projekt Uchwały Sejmu RP, która żąda „bezzwłocznego wystosowania do Strony Amerykańskiej oficjalnego stanowiska Rzeczypospolitej Polskiej wskazującego jednoznacznie, że przyjęcie ww. szczególnych uregulowań prawnych jest fundamentalnie sprzeczne z podstawowymi zasadami polskiego porządku prawnego i jako takie nie jest brane pod uwagę przez polskiego ustawodawcę”.

Działania posła Jacka Wilka, który zapoczątkował dyskusję w polskim parlamencie nt. Ustawy S. 447 idą w parze ze społecznym sprzeciwem, czego wyrazem były protesty Polonii w Chicago, Nowym Jorku i Los Angeles.

Protesty planowane są także w Polsce – 11 maja pod hasłem „Stop 447!” organizowany jest ogólnopolski marsz w Warszawie, na którym obecność zapowiedział również poseł Wilk. Organizatorzy demonstracji w swoich przemówieniach zwracają uwagę przede wszystkim na zbytnią pobłażliwość polskich władz wobec żądań środowisk żydowskich.
media

Dobrze, że są takie Wilki które nie boją przeciwstawić się agresywnej inwazji środowisk żydowskichg na Polskę. Żydzi kontrolują nasz rząd?

Ktoś wie o co tak naprawdę chodzi w tym strajku nauczycieli? To polityczne czy socjalne, bo różnie mówią? Celem nie są pieniądze, a chaos i paraliż państwa?

Podobno szeregach ZNP mówiło się od dawna, że strajk i tak się odbędzie, niezależnie od prowadzonych negocjacji. Okazuje się zatem, że cel strajku jest zupełnie inny, niż ten, oficjalnie lansowany przez nauczycieli.

Powiedzmy sobie szczerze, to bardzo dziwny strajk.

Premier Mateusz Morawiecki zaproponował strajkującym nauczycielom okrągły stół na temat kondycji polskiej edukacji.

Szef rządu zapewnił, że chce jak najszybciej uporać się z problemami polskiej oświaty. Jego zdaniem „wymagają systemowego podejścia, głębokiej przebudowy”. – Dlatego chciałem zaproponować związkom, ale też przede wszystkim całemu środowisku nauczycielskiemu okrągły stół – zapowiedział Morawiecki. Po czym dodał: Zaraz po świętach chciałbym, żeby nastąpiła w formule okrągłego stołu ogólnonarodowa debata o systemie oświaty.