Przychodzi facet do psychiatry:
– Panie doktorze, mam problem. Kiedy tylko wsiadam do samochodu, zamykam wszystkie okna, włączam obieg powietrza i puszczam bąka…
– Taaak…, wie pan, w zasadzie, to wielu mężczyzn tak robi, więc nie bardzo wiem gdzie jest problem?
– Ano właśnie problem… Jestem taksówkarzem.

Przychodzi facet do lekarza:
– Mocz i kał do analizy pan ma?
– Mam.
– Poproszę.
Facet podaje buteleczkę z moczem. Lekarz nalewa do kieliszka, próbuje.
– Mocz normalny. Nie widzę żadnych zmian. Poproszę kał.
Pacjent podaje pojemnik. Lekarz delikatnie smakuje gówno językiem.
– Też w porządku. Żadnych zmian.
Następnie wkłada kał do moczu, energicznie potrząsa. Znów bierze na łyżeczkę, próbuje.
– Tak, diagnoza się potwierdza: mocz i kał w porządku – mówi lekarz i…. wylewa płyn na twarz pacjenta.
– Kur’waaaaaaa!
– No, ale nerwy to powinien pan jednak podleczyć.

Przychodzi facet do okulisty:
– Proszę zasłonić jedno oko i spojrzeć tutaj… Co to za litera?
– „L”.
– Bardzo dobrze, a ta?
– „A”.
– A całe słowo?
– „LABORATORIUM”.
– Dokładnie. A gabinet okulistyczny jest piętro wyżej.

Przychodzi facet do lekarza::
– Panie doktorze, zdarza mi się chodzić po ścianach i suficie!
– Pokaż pan.
– Ale najpierw muszę się napić koniaku i zagryźć kiszonym ogórkiem.
Lekarz wyjął darowany koniak i zorganizował ogóra, facet wypił, zagryzł i… chodzi jak natchniony. Lekarz, zafascynowany, zadzwonił po kilku kolegów. Ci przyszli z kolejną porcją ogórków i koniakiem. Facet wypił, zagryzł i powtórzył pokaz. Lekarz mówi:
– Nie no, ja dzwonię do kierownika kliniki, on musi to zobaczyć…
– Ale co będzie, jak na niego spadnę?
– Chu’j z łażeniem po ścianach, on w życiu nie widział, jak ktoś zagryza koniak kiszonymi ogórkami!