Przychodzi Żyd do lekarza:
– Panie doktorze, cierpię na bezsenność.
– Czy próbował pan położyć się, zamknąć oczy i liczyć barany?
– Próbowałem. Liczę barany, potem ładuję je do samochodu, zabieram na targ i sprzedaję, a potem do rana martwię się – czy nie za tanio sprzedałem…

Przychodzi facet do ortopedy:
– Proszę zdjąć obuwie.
Facet zdejmuje buty i… jak nie walnie smrodem! Smród taki, że lekarzowi łzy pociekły.
– Panie, nogi śmierdzą, że nie można oddychać!
– Wiem, mówił mi to już lekarz rodzinny, ale chciałem u specjalisty potwierdzić…

Przychodzi facet do lekarza:
– Co panu dolega?
– Baby mi nie dają.
I po tym wyznaniu zaczyna głośno płakać, łkać. Mało się nie udławi.
Lekarz zwraca się do pielęgniarki:
– Pani da mu szklankę wody, bo zaraz się udusi!
– Nie dam!

Przychodzi facet do lekarza:
– Panie doktorze, czuję się wypalony i zmęczony życiem…
– Przestań się pan nad sobą użalać! Życie to ciągły ból! Dostosuj się lub zgiń!
– Przepraszam, czy na pewno jest pan psychoterapeutą?

Przychodzi facet do lekarza:
– Panie doktorze mam problemy z żołądkiem…
– Prawdopodobnie cierpi pan na aryjczyka żołądka.
– Co to za choroba?
– Niektórzy lekarze używają też niepoprawnie politycznej nazwy: nie żyd.