Co tak naprawdę rząd USA i NASA ukrywa przed ludzkością…

Do tej pory wszyscy byliśmy przekonani o tajemniczych zjawiskach UFO na niebie, o istnieniu inteligentnych, rozwiniętych duchowo, wyprzedzających nas miliony lat obcych. Jednak były pracownik rządowy Jeremy Blisson w USA odważył się pod ryzykiem śmierci ujawnić co tak naprawdę rząd USA i NASA ukrywa przed ludzkością. To wszystko zmienia o 180 stopni dotychczasowe podejrzenia i poglądy wielu badaczy zjawisk UFO oraz zawodowych ufologów.

Wg. odtajnionych przez Jeremiego informacji i tajnego jak dotąd raportu wynika, ze to wcale nie obcy są bardziej zaawansowani technologicznie od nas, to nie oni nas porywają, to nie oni są nad nami gorą, to nie oni szykują się do ujawnienia ludzkości, tylko… to NASA już od ponad 20 lat odwiedza i atakuje obcych na Marsie, a także na księżycu Jowisza – Europa.

W odtajnionych aktach są zawarte tysiące raportów z przebiegu działań militarnych na Marsie, obcy zostali zaatakowani kilkakrotnie przez flotę USA i przejęto ich bazy na Marsie. Jak łatwo się domyślić wszystkie jawne zdjęcia Marsa są sfałszowane.

Najciekawsze jednak rzeczą jest fakt, ze obcych znaleziono za pośrednictwem sondy Voyager wysłanej w latach siedemdziesiątych w poszukiwaniu życia we wszechświecie! Nasa odebrała sygnał od szaraków na początku lat osiemdziesiątych, przez ponad 10 lat szykowała się do wyprawy i ataku na bazy obcych.

Natomiast obserwacje UFO na naszej planecie, to nic innego jak dezinformacja rządu USA, który w jak najskuteczniejszy sposób odwracał uwagę od tego jaka faktycznie jest prawda.

Wciskano nam bajki i legendy o groźnych i panujących nad nami obcych, którzy nas porywają, wszczepiają implanty. A latające spodki to tak naprawdę rządowe zabawki, którymi NASA zaatakowała obcych, które są po prostu testowane na naszym niebie, a my bierzemy je za pojazdy kosmitów.

Obcy nigdy nie posiadali pojazdów anty-grawitacyjnych, to wszystko nasze ludzkie wynalazki! A szaraki zamieszkujące Marsa oraz inna rasa zamieszkująca księżyc Europa, są na niższym stopni technologicznym i nie posiadają kosmicznych pojazdów latających! Czyli jest zupełnie na odwrót niż wszyscy myśleliśmy.

Przez wszystkie lata byliśmy umiejętnie oszukiwani przez USA, ukrywali oni swoje barbarzyńskie „krucjaty” w kosmosie.

Kolejna sprawa – kręgi w zbożu! Okazało się ze to nic innego jak wołanie obcych o pomoc! w nadziei ze istnieją jeszcze dobrzy ludzie na Ziemi i zrozumieją ich przekaz i pomogą.

Szaraki porozumiewają się za pośrednictwem kreowania znaków za pomocą telepatii na ogromne odległości, wysyłają kule energii, coś jakby organiczne sondy (jednak nie potrafią jej wykorzystywać w innych celach). Słynny krąg w zbożu, o nazwie „Alien Face”, gdzie jest przedstawiony portret szaraka z zapisem kodu binarnego, zawierał jedno nierozszyfrowane, tajemnicze słowo brzmiące „EELRIJUE”. Wg. analizy języka szaraków w raporcie, okazało się ze to słowo oznacza nic innego jak „POMOCY!”.

Podobnie było z sekcja zwłok kosmitów, jeden z kosmitów próbował uciec z bazy USA, porywając statek anty-grawitacyjny USA, niestety słaba umiejętność pilotażu spowodowała katastrofę. Po czym zrobiono niby sekcje zwłok na kosmicie z rozbitego UFO, a tak naprawdę było to nagranie jednej z tysięcy sekcji zwłok. Wszystko to zawiera raport. Sam Jeremi twierdzi – „nawet wśród pracowników NASA nie wszyscy byli wtajemniczeni, po prostu pracowali, robili swoje, nie wolno im było pytać do jakich celów zostaną użyte te urządzenia, mówiono im tylko, ze są to doświadczenia naukowe”. A potem dodał – „gdy się o tym wszystkim dowiedziałem, sam byłem w ogromnym stresie, po prostu nie mogłem wydobyć z siebie słowa, gdy dotarłem do takich dokumentów”.

Jeremi Blisson pracował przez 8 lat w NASA w dziale technologii lotniczych i nowoczesnych napędów anty-grawitacyjnych. Sądził że będą wykorzystywane jako pojazdy wojskowe na Ziemi, jednak wzbudziło w nim podejrzenie to, ze w ciągu 20 lat ani jeden pojazd anty-grawitacyjny nie został oficjalnie wprowadzony do armii USA na Ziemi, dlatego postanowił zaryzykować i dotrzeć do prawdziwych informacji. Okazało się ze maszyny latają w kosmosie i są maszynami do egzekucji.

Akta zawierają także szczegółowe raporty z przerażających doświadczeń robionych na szarakach, porażanie ich prądem, badanie reakcji mięśni, a także tortury.

Żyliśmy pięknym mitem inteligentnych, budzących strach, mających nad nami przewagę istot pozaziemskich, którzy nad nami panują i którzy traktują nas jak rybki w akwarium, jak robaczki hodowlane, a tymczasem okazało się ze to my jesteśmy największymi i najbardziej złymi istotami w naszym układzie słonecznym, mordercami kosmosu.

Kolejna sprawa, słynna twarz na marsie i piramidy, one naprawdę istnieją! Jednak nie są one pozostałościami dawnej marsjańskiej cywilizacji, tylko budowlami obecnej cywilizacji, która jest na niższym stopniu rozwoju technologicznego niż my. Nie opanowali jeszcze tak wysokiej technologii architektury jak my, ale za to posiadają już prymitywne maszyny latające, także ich rozwój techniki układa się trochę inaczej, niż układał się jej rozwój na Ziemi.

Teraz chyba najbardziej kontrowersyjna sprawa – loty na księżyc. Wszystkie misje Apollo, które dla opinii publicznej były lotami na księżyc, w celu eksploracji itd. były tak naprawdę wyprawami mordu na Europe – księżyc Jowisza. Lądowanie na księżycu faktycznie nakręcono w studiu, bo cel wyprawy był zupełnie inny i w innym miejscu. I w rzeczywistości misja nie nazywała się Apollo ale „Zeus 1-16”.
internet

Wstrząsające, c’nie? Prawda jest przed nami ukryta i tylko internety ją wyzwolą… 😉

Geranium to apteczka na parapecie.

Tak pospolicie uprawiane w naszych mieszkaniach geranium, często nazywane również anginką, botanicy określają jako pelargonię szorstką (Pelargonium multifidum). Ojczyzną tej rośliny jest południowa Afryka, zwłaszcza Kraj Przylądkowy gdzie rośnie jako dość duży krzew. W krajach południowej Europy, na Korsyce, w cieplejszych rejonach Rosji i w Bułgarii uprawia się ją na towarowych plantacjach.

U nas geranium w uprawie doniczkowej jest rośliną wieloletnią o gałęzistych, od dołu drewniejących pędach. Ma długoogonkowe, pierzastodzielne, jasnozielone liście. Zarówno młode pędy, jak i liście pokrywają gruczołkowate włoski. Na szczytach łodyg zakwitają grzbieciste, jasnoróżowe kwiatki. Wszystkie części rośliny wydzielają bardzo przyjemny, różanocytrynowy zapach.

Ziele geranium zawiera olejek eteryczny, którego głównymi składnikami są: geraniol, cytronelol, pinen i felandren oraz flawonoidy, gorycze, garbniki i różnego rodzaju kwasy organiczne.

Do celów leczniczych i przemysłowych olejek eteryczny destyluje się obecnie z roślin importowanych z Algierii, Egiptu, Francji i z wyspy Reunion.

Ma on wyraźne właściwości przeciwbakteryjne (zabija nawet gronkowce i paciorkowce) oraz przeciwwirusowe i z tego względu stosuje się go przy leczeniu chorób układu oddechowego, przeziębień, grypy, kataru, kaszlu, a także stanów zapalnych zatok. Stosuje się go także przy infekcjach skóry, zwłaszcza przy trądziku, egzemach, opryszczkach, łupieżu i rozstępach skóry. Reguluje także krążenie krwi i gospodarkę organizmu płynami i dlatego używa się go przy zaburzeniach krążenia, nadmiernym gromadzeniu płynów przed miesiączką oraz w przypadku cellulitisu, czyli tzw. pomarańczowej skórki na udach.

Od niedawna wykorzystuje się również antydepresyjne działanie olejku geraniowego. Zmniejsza on wyraźnie napięcia nerwowe, łagodzi bóle neuralgiczne, stany lękowe i związane z nimi często zaburzenia seksualne. Pomocny jest także w leczeniu przykrych dolegliwości okresu menopauzy, m.in. nagłych uderzeń krwi do głowy i zbyt szybko zmieniających się w tym czasie stanów emocjonalnych.

Stosuje się go najczęściej w formie masażu, jako dodatku do kąpieli oraz inhalacji w specjalnych kominkach aromaterapeutycznych.

Ze świeżych liści geranium hodowanych w doniczkach można sporządzać okłady na bolące miejsca dotknięte reumatyzmem. Zaleca się również smarowanie obolałego zreumatyzowanego ciała nalewką przygotowaną z drobno pokrajanych liści zalanych na 2 tygodnie czystą wódką.

Przy kłuciach i bólach uszu skutecznie działa wkładanie do nich świeżych liści lub olejku. Uważa się także, że wdychanie codziennie zapachu liści lub olejku przez około 10 minut wyraźnie obniża ciśnienie krwi, a stosowanie takiej inhalacji wieczorem działa nasennie.

Świeże lub suche i rozkruszone liście dodaje się do zaparzanej herbaty, co znacznie polepsza jej aromat. Drobno posiekanych listków lub sporządzonego z nich naparu w kuchni krajów południowej Europy używa się często do aromatyzowania sosów, kremów, galaretek, słodkiego pieczywa, kostek lodu, masła, dżemów oraz syropów i octów. Kandyzowane listki i kwiaty służą do dekoracji ciast. Listki kładzie się niekiedy pod pieczone jabłka. Dodaje się je również do wina, pasztetu z wątróbek i grzanek z serem. Piecze się je także z rybą w winie jabłkowym.

Przemysł kosmetyczny często używa olejku geraniowego do produkcji różnego rodzaju mydeł i perfum. Wchodzi on również w skład zapachowych mieszanek kwiatowych. Z jego udziałem wytwarza się także kremy pielęgnacyjne do twarzy o tłustej cerze łagodzące jej podrażnienia. Napar z liści geranium działa na cerę łagodnie ściągająco i oczyszczająco, a ponadto dodaje rumieńców cerze bladej i mizernej. Można go również dodawać do kąpieli.

Specjalne poduszeczki i saszetki wypełnione listkami geranium nadają bieliźnie trwały, przyjemny zapach.
media

Polecam geranium, niezawodne przy bólu ucha (robimy kulkę z listka i wkładamy do bolącego ucha, gdy wyjmujemy jest całkiem zaczerniała), zimą dobra herbata z listkiem geranium. Poruszone geranium jest naturalnym inhalatorem. To bardzo niekłopotliwa w uprawie roślinka i każdy może ją mieć.

Tajemnice księżyca i bazy UFO.

W czasie swego przesłuchania przed komisją ONZ amerykański astronauta Gordon Cooper wyraźnie przyznał, iż sam skrywał od dawna pewien sekret, do jakiego zobowiązały go władze USA, a mianowicie fakt, iż od dłuższego już czasu urządzenia radarowe USA wykrywają w pobliżu Ziemi dziwne obiekty, o nieznanych kształtach i budowie. Sam Cooper na własne oczy widział na Florydzie stojący na ziemi pojazd, z którego wysiadły cztery istoty, zabrały próbki ziemi, i odleciały.

Takie stwierdzenia z ust doświadczonego kosmonauty, bohatera USA, szokują.

Ale przypomnijmy, iż 16 maja 1963 r. podczas ostatniego okrążenia Ziemi przez Merkurego Cooper zameldował stacji kontroli lotów w Muchea w zachodniej Australii, iż widzi obiekt wydzielający zielonkawą poświatę, szybko zbliżający się do jego kapsuły. Obecność dziwnego obiektu potwierdziły radary ze stacji Muchea. Co ciekawe cały lot na żywo komentowała stacja NBC, lecz po wylądowaniu Coopera na Ziemi dziennikarzom zabroniono zadawania pytań odnośnie dziwnych obiektów w kosmosie. Nie ma to jak wolna prasa!

11 lutego 1960 r. Departament Obrony USA podał informację, iż Ziemię okrąża niezidentyfikowany obiekt o masie około 15 ton. W komunikacie podano, iż nie wyklucza się możliwości radzieckiego satelity szpiegowskiego, gdyż obiekt nie wysyłał żadnych sygnałów radiowych. Do ciekawostek należy fakt, iż obiekt ten został zarejestrowany już w latach

50-tych. Jeden z radzieckich badaczy, Siergiej Bożch oświadczył w sierpniu 1978 r. iż tym obiektem może być pozaziemski statek kosmiczny jaki eksplodował kiedyś (w zamierzchłych czasach?- atomowe wojny Bogów?) a teraz jego szczątki krążą po orbicie? Również mówi się, że mogą to być szczątki obiektu jaki eksplodował w dniu 18 grudnia 1955 roku na orbicie wokółziemskiej. Skąd Rosjanie maja takie informacje? Ano z prostego faktu, iż w latach 50-tych XX w. mieli oni przewagę w nasłuchu radiolokacyjnym przestrzeni wokółziemskiej,w tym przewagę nad Amerykanami.

3 czerwca 1964 r. załoga Gemini 4 (McDivitt i Ed White) zauważyła dziwny obiekt, posiadający długie odnóża wystające z korpusu. McDivitt zrobił kilka zdjęć obiektu, jednakże nie zostały one udostępnione opinii publicznej.

4 grudnia 1965 r. załoga Gemini 7 (James Lovell i Frank Borman) w czasie odbywania drugiego okrążania Ziemi zaobserwowali UFO wraz z jego układem napędowym. Donieśli bazie, iż widzą niezidentyfikowany obiekt latający w pobliżu ich statku. Houston stwierdził, iż Borman widzi ostatni człon ich własnej rakiety napędowej, lecz Borman to potwierdził, zaznaczając, iż widzi jeszcze obok inny obiekt. Znamy nawet zapis rozmowy między Lovellem a bazą w Houston, z której to jasno wynika, iż coś dziwnego zauważono na orbicie wokółziemskiej.

3 czerwca 1966 r. załoga Gemini 9 (Stafford i Cernan) wraz z załogą naziemną obserwowała UFO towarzyszące członowi załogowemu od samego startu.

12 września 1966 r. załoga Gemini 11 (Gordon i Conrad) w czasie przelotu nad Madagaskarem zauważyli podłużny obiekt, na co kontrola lotów NASA stwierdziła, iż to radziecki Proton 3. Lecz jak się potem okazało Proton 3 znajdował się w tym czasie około 550 km dalej . Zatem czym był ten obiekt?

11 listopada 1966 r. Gemini 12 (Lovell i Aldrin) sfotografowali 3 obiekty wokół swej kapsuły.

21 grudnia 1968 r. załoga Apollo 8 (Borman, Lovell i Aldrin) w czasie okrążania Księżyca widzieli UFO. Usłyszeli także na częstotliwościach wykorzystywanych do komunikowania się w przestrzeni kosmicznej nieznany im język.

20 lipca 1969 r. misja Apollo 11 na Księżycu – Armstrong, Collins i Aldrin. Zanim wylądowali na satelicie zauważyli dwa obiekty UFO i długi cylinder unoszące się w powietrzu. Gdy lądownik LEM „Eagle” wylądował na Księżycu, na krawędzi krateru wylądowały dwa pojazdy UFO. Po czym odleciały. Aldrin sfotografował je. Zdjęć nie opublikowano. Znamy niepewny zapis domniemanej rozmowy astronautów na ten temat, byli skonsternowani, stwierdzali, iż obiekty na Księżycu są olbrzymie, na krawędzi krateru zauważyli olbrzymie statki kosmiczne. Mieli wrażenie, że są przez nie obserwowani. Co więcej w czasie lądowania na Księżycu na specjalnych częstotliwościach do komunikowania się usłyszano dziwne odgłosy pisków, których nie udało się zidentyfikować.

Natomiast w dniu 14 listopada 1969 r. w czasie misji Apollo 12 (Conrad, Gordon i Bean) po wylądowaniu na sztucznym satelicie Ziemi spotkali tam dwa obiekty UFO, jeden obiekt stał przed drugim. W drodze na Ziemię zaś sfotografowano duży obiekt lecący pomiędzy naszą planetą a Apollo 12.

W czasie misji Apollo 16 w kwietniu 1972 r. po wylądowaniu na wyżynie Descartes z lądownika LM ujrzano bloki kamienne świecące różowym i białym światłem.

Od 1974 r. zaniechano lotów załogowych na Księżyc. Dlaczego? Już przecież w planach prezydenta Kennedy’ego były zamiary budowy bazy na Księżycu, co było o wiele ekonomiczniejsze niż budowa stacji na orbicie wokółziemskiej. Sprawę zarzucono.

14 maja 1981 r. gen. Georgij Bieregowoj, naczelnik Programu Badań Kosmicznych w radzieckim Ministerstwie Planowania, podał wiadomość, iż na orbicie wokółziemskiej radzieccy kosmonauci spotkali się oko w oko z Obcymi. Władimir Kowalionok i Wiktor Sawninik na Salucie – 6 pod koniec ich dwu i pół miesięcznej misji zetknęli się z czymś co stanowiło ścisłą tajemnicę trzymaną od lat. W 1978 r. załoga radzieckiego statku Salut-6 nagrała na kamerę na orbicie wokółziemskiej dziwne manewry UFO. Film trwa 20 minut i ponoć ma być najlepszym filmem ukazującym manewry UFO z bliskiej odległości. Co więcej film ten pokazano NASA a obie strony uzgodniły wymianę informacji w podobnych przypadkach.

Na filmie widać jak do statku Salut-6 zbliżył się na odległość 100 metrów niewielki obiekt latający o średnicy 8 metrów. Co ciekawe przez 24 godziny znajdował się on w tej samej odległości od Saluta, po czym nagle zbliżył się do niego na odległość 30 metrów. Kosmonauci przyjrzeli się obiektowi w kształcie dysku, zobaczyli trzy okna i twarze załogantów. Istoty miały podobne do ludzkich twarze i duże nosy. Ich niebieskie oczy były bardzo duże, trzykrotnie większe od ludzkich! Istoty miały dziwny, niemal obojętny wygląd twarzy, jakby całkowicie pozbawiony uczuć. Pojazd zmniejszył odległość do Saluta jeszcze bardziej, tak, że jeden z kosmonautów pokazał przez okno Obcym mapę Układu Słonecznego. Obcy pokazali podobną mapę przez swe okno. Astronauci nie tracąc zimnej krwi wzięli do rąk latarki i zaczęli wysyłać sygnały świetlne Obcym, dokładnie ciąg cyfr. Obcy po pewnym czasie także zaczęli wysyłać ciąg świetlnych znaków, z którego astronauci radzieccy odczytali jakieś matematyczne twierdzenia. Szokującym faktem jest, że astronauci wykonali spacer w kosmosie. Istoty zrobiły to samo, lecz nie potrzebowały ani masek ani kombinezonów! Wysokość istot ustalono na około 2 metry, i raczej były one androidami. Kto nimi jednak sterował??? Po czterech dobach Obcy znikli w czarnym Kosmosie.

W marcu 1989 r. pewien radioamator ze stanu Maryland przechwycił na tajnym zakresie rozmowę między promem kosmicznym NASA; ze słów płk. Johna E. Blaha możemy dociec, iż rozmowa dotyczyła obserwacji UFO: „Houston, tu Discovery, nadal OBSERWUJEMY TEN POJAZD KOSMICZNY”. Kolejna sprawa z dziwnych.

5 grudnia 1991 do Ziemi na odległość około 480 tyś km zbliżył się tajemniczy obiekt. Z początku uważano, iż jest to olbrzymi kosmiczny śmieć, lecz obliczenia to wykluczyły. Nie odebrano także żadnego sygnału radiowego od obiektu, i w sumie można uznać, iż był to gigantyczny statek kosmiczny. Między Ziemią a Księżycem zawisło coś czego do dzisiaj nie przybliżono opinii publicznej.

15 września 1991 r. kamery zainstalowane na pokładzie wahadłowca Discovery zarejestrowały ruchy świecących obiektów nad zachodnią Australią. Materiał filmowy przeanalizował prof. Jack Kasher z Uniwersytetu w Nebrasce; pokłosiem analizy był 105 stronicowy raport, wg którego zdaniem NASA te dziwne obiekty, to nic innego jak kryształki lodu. Niemniej jest to niemożliwe aby tak było, gdyż kryształy lodu nie zmieniają swego kierunku, jak było w tym przypadku, a jak ustalono większy „kawałek lodu” przyspieszył z prędkości od 0 do 4023 km na godzinę w ciągu jednej sekundy. Film pokazujący wchodzenie w ziemską atmosferę z orbity tych dziwnych obiektów jest już powszechnie dostępnym sam nie raz widziałem ten materiał filmowy dzięki uprzejmości mych kolegów. Robi duże wrażenie.

7 czerwca 1996 r. w pobliżu stacji MIR zauważono przez lornetkę 11 obiektów tworzących razem ze sobą coś na kształt linii prostej. Obiekty były wielkości dużych gwiazd. Obserwacja zjawiska dokonana została nad terenem Niemiec w godzinach 23.30 a 23.34. Również w naszym kraju zaobserwowano te tajemnicze obiekty.

Warto także przyjrzeć się dokładniej naszemu Księżycowi. Już zdaniem Armstronga rządy USA i Rosji (dawniej ZSRR) zaprzeczają wszystkim teoriom spisku, mówiącym, iż nie ma żadnych porozumień między nimi, a które dotyczą zaniechania eksploracji sztucznego satelity. Armstrong mówi, jak to możliwe, że wokół podboju Księżyca zrobiono tyle szumu, potem wysłano kilka wypraw i …. cisza! Sprawę lotów zarzucono, zaczęto tworzyć plany budowy bazy orbitalnej (MIR a teraz ISS – Między narodowej Stacji Kosmicznej).

Poza tym wiele tajemnic o Księżycu, w tym o bazach Obcych na jego „ciemnej stronie”, przedstawił w swej pracy „Penetracja” Ingo Swann. Podał m.in. ciekawe fakty dotyczące atmosfery księżyca (jej zasięg to około 10 km), wiatru jaki tam występuje, roślinności oraz żyzności gleby księżycowej. Po przywiezieniu na Ziemię próbek księżycowej gleby, posadzono w niej nasionko i podlano wodą, z zaskoczeniem zauważono, iż świetnie w niej kiełkuje!

Wiele ciekawostek o Księżycu podaj także Kazimierz Bzowski, w swym artykule – Tajemnice Srebrnego Globu. Zanim Armstrong wylądował na Księżycu na jego powierzchnie zrzucono sporą ilość sprzętu w tym sejsmicznego, co miało na celu ustalić ewentualne drgania powierzchni satelity. Po wysłaniu do Houston sygnałów o drganiach skorupy naukowcy ziemscy byli zaskoczeni. Zaskoczeni faktem, że po uderzeniu w płaszczyznę Księżyca 12 tonowych członów rakiet wywoływało to lokalne trzęsienia skorupy księżycowej. Zdaniem naukowców m.in. H. Ureya i H. Wilkinsona wyniki wskazują na fakt, że pod powierzchnią znajduje się jakaś metalowa skorupa otaczająca wnętrze satelity. Wskazywałoby to również na możliwość, iż w środku Księżyca jest wielka pusta przestrzeń. Badając skład chemiczny tej metalowej warstwy pod powierzchnią Księżyca za pomocą szybkości przenoszenia dźwięku wewnątrz warstw, ustalono, iż składa się ona głównie z : niklu, berylu, manganu, wolframu, wanadu i bardzo małej ilości żelaza. Jest to bardzo dobry stop antykorozyjny, a zatem nie jest możliwe aby był to twór naturalny….

Jeden z miesięczników amerykańskich podał także w 1979 r. informację, że sejsmometry wykryły pod powierzchnią satelity powtarzający się co 30 minut i trwający jedną minutę sygnał o wysokiej częstotliwości; sygnał ten ma dobiegać z wnętrza Księżyca z głębokości około 960 kilometrów. W takim razie kto i dlaczego go tam umieścił? I dlaczego wysyła taki sygnał ku Ziemi? Czemu on ma służyć? (Zdaniem Barbary Marciniak, autorki przekazów od Plejadian, sygnały z księżyca jak i sam Księżyc służyć ma kontrolowaniu ludzkich zachowań czy myśli). Ciekawa teza, niemal nie do uwierzenia.

To nie koniec tajemnic Księżyca. Zresztą nie sposób jest ich nawet pobieżnie omówić w jednym artykule. Otóż w najstarszych zapiskach z astronomii chińskiej (X i XI wiek p.n.e.), znajdują się opisy nieba, w których nie ma żadnej wzmianki o Księżycu. Czy znaczy to, że nie było go wtedy na naszym nieboskłonie? Również Alec Newald w swej „Koewolucji” podaje wiele ciekawych informacji odnośnie Księżyca (i Portu, jak nazywali bodaj Księżyc Starsi, cywilizacja jaka go zabrała na swą planetę z Nowej Zelandii). Także jest tam wzmianka, iż Księżyca kiedyś wokół Ziemi nie było!! Zatem kto go nam podarował i czemu on ma tak naprawdę służyć?

Na starożytnych mapach nieba z zamierzchłych czasów przed naszą erą nie ma Księżyca jako zaznaczonego obiektu. Stąd może jego pojawienie się kilka tysięcy lat p.n.e. spowodować właśnie mogło owe potopy czy katastrofy opisywane w mitach i pierwszych księgach religijnych tej planety?

Pojawiły się też teorie, iż tak naprawdę Księżyc może być starym, opuszczonym?, statkiem kosmicznym obcej cywilizacji. Jest on zawsze ustawiony do Ziemi tą samą stroną. Dlaczego tak jest? Aleksiej Archipow z Ukraińskiej Akademii Nauk podał swego czasu ciekawy fakt, iż nad Księżycem zaobserwowano wiele dziwnych obiektów i to przed 1947 r. dla przykładu podajmy fakt, iż już w listopadzie 1821 r. astronomowie na całym świecie widzieli gwiazdopodobne światło w kraterze Arystarcha. Ponownie zaobserwowano je w 1825 i 1835 roku. W 1847 r. również zauważono migające w równych odstępach czasu światło. Od kwietnia 1871 r. badacze Księżyca (selenografowie) zarejestrowali około 1600 dziwnych świateł na powierzchni satelity (głównie rejon krateru Platona). Zauważono również dziwne konstrukcje na jego powierzchni i to w kształcie piramid (najpierw na dnie krateru Linneusza), potem inne konstrukcje w rejonie krateru Erathostenesa. Obserwacji sprzed 1800 roku jak i po 1900 roku jest bardzo dużo. Podajmy tylko dla samego przykładu obserwację jaką dokonał w dniu 22 października 1790 r. astronom William Herschel. W czasie całkowitego zaćmienia Księżyca dostrzegł on wiele dziwnych światełek, punktów: małych i okrągłych, na powierzchni Księżyca.

Z kolei w 1896 r. dyrektor Obserwatorium Smitha w USA W.R. Brooks stwierdził, iż widział on ciemny, duży obiekt o obłych kształtach lecący nad powierzchnią Księżyca. Potwierdził tę możliwość holenderski astronom Muller, który widział podobny obiekt w 1894 r.

Także między latami 1941 – 1946 na powierzchni Księżyca także zauważono dziwne i intensywne rozbłyski światła ale jakby wychodzące po jego drugiej stronie.

Pytanie kto się tym przejmuje i kogo to obchodzi? Czemu nauka wciąż zbywa śmiechem te i inne fakty? Czemu układ Ziemia – Księżyc jest określany czasem mianem systemu podwójnego, ze względu na duże rozmiary naszego satelity. Lecz oba te ciała nie obiegają wspólnego środka, lecz to Księżyc obiega Ziemię.


Myślę jednak, że bariery dzielące ludzi od poznania prawdy o naszym Księżycu będą znikać, a w procesie ujawniania tajemnic skrywanych przez nasze rządy (w czyim imieniu?) dowiemy się więcej co też takiego dzieje się wokół Ziemi, którą przecież wszyscy wspólnie zamieszkujemy.
internet

Zainteresowani zagadnieniem mogą obejrzeć film „Świt Księżyca”.

Wolne media w Polsce…

Wolne media w Polsce nie istnieją i raczej nie będą istniały ze względu na upolitycznianie wszystkiego, każdej sprawy. Źle się dzieje w państwie Polskim…

Sympatie polityczne dziennikarzy pozbawiają ich obiektywizmu i spojrzenia krytycznym okiem, nawet na upodobaną sobie opcję polityczną.

Rola dziennikarza nie polega na bezcelowym atakowaniu tylko jednej opcji, czy poglądów tylko jednej grupy. Rolą dziennikarza jest przedstawienie obiektywnych faktów i danie możliwości wyciągnięciu wniosków odbiorcom.

Niestety media w dużej mierze mają swoich odbiorców za idiotów i muszą prezentować swój „jedynie słuszny pogląd”.

Wszystkie portale internetowe, gazety, serwisy informacyjne mają jakiegoś wydawcę, osobę, która jest właścicielem danego tytułu, więc samo to już jest ograniczeniem wolności. Przecież nikt nie napisze niczego, przeciwko swojemu szefowi, czy sponsorowi.

Media w Polsce są wolne w podręcznikowym tego słowa znaczeniu. Nie są jednak wolne od manipulacji i przekształceń. Naginanie prawdy, tuszowanie wpadek i gloryfikacja sukcesów przeszły do porządku dziennego. Chyba każdy z nas powinien odpowiedzieć sobie, czy takie media można nazwać wolnymi?

Rośliny dysponują tymi samymi zmysłami co zwierzęta czy ludzie.

Rośliny dysponują tymi samymi zmysłami co zwierzęta czy ludzie. Mogą porozumiewać się między sobą. A teraz okazało się, że nawet słyszą dźwięki.

Kiedy przyrządy po raz pierwszy zarejestrowały ten niezwykły odgłos, dr Monica Gagliano z University of Western Australia nie mogła uwierzyć we wskazania. Wynikało z nich, że korzenie młodych sadzonek kukurydzy wydają przypominający kliknięcie dźwięk. Zdumiewające było nie tylko to, że roślina wydaje dźwięki, ale że najwyraźniej nie były one przypadkowe. Inne sadzonki kukurydzy zachowywały się bowiem tak, jakby słyszały sygnały wydawane przez krewniaczkę. Pochylały się w stronę, z której dobiegało klikanie.

Niezwykłe zdolności kukurydzy, o których dr Gagliano wraz z zespołem poinformowała w periodyku „Trends in Plant Science”, i inne podobne odkrycia, burzą dotychczasowe wyobrażenia o roślinach. Okazuje się, że potrafią nie tylko widzieć, słyszeć i rozmawiać ze swoimi krewniaczkami, lecz także zapamiętywać i przetwarzać informacje.

Botanicy już od jakiegoś czasu domyślali się, że rośliny muszą mieć coś na kształt słuchu. Nie mieli na to bezpośrednich dowodów, ale z obserwacji wynikało, że przynajmniej niektóre z nich są wrażliwe na wibracje, a przecież na odbiorze wibracji polega zdolność słyszenia. Wiadomo od niedawna, że kwiaty pomidorów czy czarnych jagód wydzielają nektar wyłącznie w odpowiedzi na określoną częstotliwość wibracji siedzącego na nich owada. Badanie przeprowadzone przez dr Gagliano na kukurydzy dostarczyło natomiast pierwszego naukowego dowodu na to, że rośliny mogą nie tylko odbierać wibracje z powietrza, lecz także w celowy sposób wydawać dźwięki i dzięki temu porozumiewać się z innymi roślinami.

Naukowcom udało się potwierdzić ponad wszelką wątpliwość, że rośliny mają też smak. Służy on do porozumiewania się z innymi roślinami. – Wydzielają one do gleby związki chemiczne, które są wyczuwane przez sąsiadki – tłumaczy prof. Daniel Chamovitz z uniwersytetu w Tel Awiwie, autor książki „What a Plant Knows”.

W ten sposób rośliny mogą ostrzegać się o nadchodzącej suszy, dowiedli uczeni z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. Posadzili oni sześć sadzonek w stojących rzędem doniczkach tak, aby każda kolejna roślina miała połowę korzeni w jednej doniczce, a połowę w następnej. Potem uczeni wysuszyli ziemię w pierwszej doniczce. Ku ich zaskoczeniu kolejne rośliny już po kwadransie wiedziały, co się dzieje. Wszystkie zareagowały na nadchodzącą suszę, zamykając znajdujące się na ich powierzchni aparaty szparkowe, co zapobiega utracie wilgoci. Wygląda na to, że czując suchą ziemię, pierwsza roślina wydzieliła do gleby związki chemiczne, które zostały odebrane przez korzenie jej sąsiadki i wiadomość tę przekazały dalej, aż do ostatniej.

Rośliny mają też wrażliwy węch, co często ratuje im życie. Na przykład dzięki temu bylice nie są zjadane przez zwierzęta. Dowiódł tego prof. Richard Karban z Wydziału Entomologii Uniwersytetu Kalifornijskiego.

W trakcie eksperymentu naukowiec uszkodził jedną roślinę z grupy identycznych genetycznie sadzonek, a następnie obserwował, jak szybko reszta roślin zostanie zjedzona przez zwierzęta. Okazało się, że rośliny znajdujące się w promieniu 60 centymetrów od uszkodzonej uodporniły się na zjedzenie. Prawdopodobnie zaczęły wytwarzać związki chemiczne, które sprawiały, że stały się niejadalne dla roślinożerców. Wystarczył im sygnał – niezidentyfikowane lotne związki – wysłany przez uszkodzoną bylicę, by jej zdrowe sąsiadki rozpoczęły produkcję substancji zabijającej smak. – Zwierzę może uciec przed drapieżnikiem, który chce je zjeść. Rośliny musiały wypracować inne metody ratowania – tłumaczy prof. Chamovitz. Rozwinęły więc system ostrzegania, bazujący na węchu.

Zmysł ten jest u roślin na tyle rozwinięty, że potrafią wyczuć zapach nie tylko innej rośliny, lecz także niektórych zagrażających im zwierząt. Takie niezwykłe zdolności ma nawłoć, która odbiera zapach muszek owocówek, czego dowiódł dr Mark Mescher z Penn State University. Jak pisze na łamach „Proceedings of the National Academy of Sciences”, roślina uruchamia chemiczny system obronny – wydziela substancje odstraszające samice owada. Dzięki temu systemowi obrony ratuje swoje zdrowie. Muszki nie są bowiem dla niej zabójcze, ale znacznie ograniczają liczbę wytwarzanych przez nią nasion.

Rośliny wykorzystują zmysł węchu również do ataku. Bez tej umiejętności nie mogłaby obejść się na przykład kanianka, która sama nie potrafi przeprowadzać fotosyntezy. Aby zdobyć substancje odżywcze, musi – gdy tylko zacznie kiełkować – znaleźć ofiarę, czyli inną roślinę, której soki będą ją odżywiać. Jest jednak wybredna. Przebierając wśród potencjalnych żywicieli, pęd kanianki wykonuje powolny ruch okrężny. Wije się wśród wielu roślin. Prof. Consuelo De Moraes z Penn State University, który przeprowadził na niej doświadczenia, porównuje to do zachowania węszącego psa. Gdy kanianka wyczuje zdobycz, na przykład swój ulubiony krzak pomidora czy ziemniaka, powoli zmierza w jej kierunku, jak drapieżnik polujący na ofiarę, aby zapuścić w niej swoje ssawki.

Jeszcze bardziej zadziwiający jest zmysł równowagi, w który wyposażone są rośliny. Z pozoru nie ma nic nadzwyczajnego w tym, że rośliny zachowują pionową postawę, a wyrastający z ziarna pęd wie, że ma rosnąć do góry, a korzenie zapuścić do ziemi. Kieruje nim grawitacja oraz światło. Jednak zaskakujące jest to, że roślina zachowuje się tak samo również wtedy, gdy nie ma grawitacji! Dowiedli tego w zeszłym roku naukowcy z University of Florida we współpracy z astronautami z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Rośliny na stacji wyrosły tak samo jak na Ziemi – korzeniami do dołu, a pędem do góry. – Najpewniej mają wewnętrzny zmysł równowagi, który pozwala im się orientować w przestrzeni – tłumaczyła dla „National Geographic” dr Anna-Lisa Paul, autorka badania.

Czy rośliny również widzą? Oczywiście. Wystarczy uważnie obserwować przez kilka godzin kwiaty słoneczników, które zawsze zwrócone są w stronę słońca. Podążają za nim, jakby widziały tarczę słoneczną. Kiedy zaś robi się ciemno, słoneczniki zwracają kwiaty ponownie na wschód, jakby pamiętały, z której strony następnego dnia wzejdzie słońce. Czy to możliwe?

Wydaje się, że tak, wynika z badań prof. Stanisława Karpińskiego ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Uczony dowiódł, że rośliny mają nie tylko zmysł wzroku, który reaguje na najmniejsze zmiany światła, lecz także coś na kształt układu nerwowego. Z doświadczeń prowadzonych na rzodkiewniku pospolitym wynika, że roślina potrafi zapamiętać, ile światła potrzebuje o danej porze dnia i roku, i na tej podstawie reguluje tempo fotosyntezy.

Co więcej, roślina wie, które jej liście otrzymały dużo światła, i na tej podstawie steruje fotosyntezą w liściach będących w cieniu. – Jeden fragment liścia może przesłać informację do drugiej jego części, ale również na całą roślinę – mówił prof. Karpiński dla PAP. Poszczególne części rośliny komunikują się ze sobą za pomocą słabych sygnałów elektrycznych, które są generowane przez padające na nią światło. A natężenie tych sygnałów jest bardzo podobne do natężenia sygnałów produkowanych przez ludzkie komórki nerwowe.

Zadziwiające dla naukowców okazało się również odkrycie u roślin receptorów glutaminowych identycznych z tymi, które odpowiadają za przekazywanie impulsów nerwowych w ludzkim mózgu i które biorą udział między innymi w procesie uczenia się i zapamiętywania. Geny kodujące te receptory wykryto między innymi w komórkach tytoniu, kukurydzy, ryżu i fasoli.

Skoro rośliny mają coś na kształt rozumu i pamięci, nie można się dziwić odkryciu dokonanemu przez zespół botaników z kanadyjskiego McMaster University. Dowiedli oni, że rośliny potrafią oszukiwać i dzielić się jedzeniem z krewnymi. Te zachowania nie są obce choćby ambrozji. Rośnie ona w grupach w symbiozie z grzybem, który zasiedla jej korzenie i czerpie z nich węglowodory, a w zamian dostarcza wodę i substancje odżywcze. Jednak niektóre ambrozje są sprytniejsze od grzyba – pozyskują z niego składniki odżywcze, ale w zamian nie oddają mu węglowodorów. Na takiej strategii korzysta pojedyncza roślina, ale traci grzyb oraz inne ambrozje. W jednym przypadku rośliny rezygnują z tych niecnych praktyk – gdy rosną w grupie blisko spokrewnionych roślin. Wtedy wszystkie nastawiają się na uczciwą współpracę, tak jakby wiedziały, że kiedy oddadzą grzybowi węglowodory, urośnie większy, a to będzie z korzyścią dla całej grupy, nie tylko dla pojedynczej rośliny.

Mimo tych odkryć z ostatnich lat naukowcy wciąż są na początku drogi do zrozumienia roślin. – Wciąż nie mamy pojęcia, w jaki sposób, nie mając mózgu, rośliny integrują i przetwarzają wszystkie wiadomości, które do nich docierają. Informacje o świetle, wilgotności gleby, komunikaty od innych roślin – mówi prof. Chamovitz. Jedno jest pewne – rośliny postrzegają świat podobnymi zmysłami co my. Skoro tak, to być może potrafią nie tylko czuć, ale i mieć uczucia?
media

Zdumiewające informacje, świat wokół nas kryje jeszcze tyle tajemnic.

To też początek tragedii, weganie prędzej umrą z głodu nim zabiją jakąkolwiek roślinkę. 😉 A tak poważnie – ktoś wie jak weganie chcą rozwiązać problem z roślinami dysponującymi tymi samymi zmysłami co zwierzęta czy ludzie?

Chciał zostać bohaterem wbrew elementarnemu rozsądkowi.

54-letni Xavier Lucassen z holenderskiego miasteczka Venlo wyszedł na spacer z psem w środę wieczór. Zwierzak załatwiał się pod drzewkiem, a on zauważył żółtawy przedmiot wystający spod ziemi. Okazało się, że leży przed nim granat, który w według niego zaczął, złowrogo świszczeć.

Xavier Lucassen postanowił działać. Zakrył świszczący granat własnym ciałem i zadzwonił po pomoc. Policja zabroniła mu się ruszać z miejsca, więc spędził blisko dwie godziny leżąc na granacie.

Na miejsce przyjechała policja i ewakuowano z okolicy ponad 100 osób. Saperzy potwierdzili, że w istocie Lucassen i jego pies znaleźli granat, a właściwie niewypał z czasów drugiej wojny światowej. Zdaniem ekspertów nie zawierał już żadnych substancji wybuchowych i nie wiadomo, dlaczego i czy zaczął świszczeć.

Rzeczniczka prasowa holenderskich służb porządkowych Veronique Klaassen powiedziała w rozmowie z dziennikarzami, że kładzenie się na bombie to nie najlepszy pomysł. Radzi, aby w takich przypadkach oddalić się jak najdalej od materiałów wybuchowych i zadzwonić po policję
media

Noo, nie wiem, mam niejasne podejrzenia, że saperzy od począdku mieli niezłą zabawę i dlatego pojawili się dopiero po dwóch godzinach. Między bochaterstwem a śmiesznością jest tylko cienka linia.

Penis – cała naga prawda.

Nie ma w nim ukrytych kosteczek. Sztywności nie zawdzięcza też masie mięśniowej. Im mniejszy na starcie, tym większa erekcja. Jak to możliwe?

Co dziesiąty europejski posiadacz penisa wierzy, że jego prącie ma w środku niewielką kość. Mit wziął się zapewne stąd, że tak zostały „wzbogacone” przez naturę członki wielu zwierząt, w tym nietoperzy, psów, czy królików. Faktem jest również, iż u bardzo nielicznych mężczyzn obserwuje się przypadki kostnienia tkanki łącznej. Zmiany takie nie są jednak niezaprzeczalnym atutem w sypialni.

W rzeczywistości ludzki penis składa się z dwóch równoległych ciał jamistych oraz ciała gąbczastego. Ciała jamiste to skomplikowany układ zatok, do którego może napływać krew tętnicza i właśnie jej zawdzięcza on swoją potencjalną sztywność. Wyobraźcie sobie foliowy worek wypełniany wodą. Początkowo wiotki, z czasem, gdy odpływ płynu jest niemożliwy, staje się bardzo twardy. Wypełnianie się krwią ciał jamistych powoduje ucisk na naczynia żylne, odpowiedzialne za odprowadzanie krwi z prącia, dlatego czasowo pozostaje ona w członku. Wówczas penis może wypełniać swoją podstawową funkcję, czyli przeniesienie nasienia do żeńskich dróg rodnych.

Skąd wytrysk?

Ciało gąbczaste prącia to twór nieparzysty, położony po środku dolnej strony penisa. Wyróżniamy w nim trzy zasadnicze części: właściwe ciało gąbczaste prącia, opuszkę i żołądź. Ciało właściwe leży w podłużnym rowku, utworzonym przez ciała jamiste. Na całej długości przebiega w nim cewka moczowa (pusta rurka, którą przedostaje się mocz i sperma, oczywiście osobno i w innych okolicznościach). Opuszka stanowi jego część tylną. Pokrywający ją mięsień opuszkowo-gąbczasty przyczynia się do wytrysku nasienia.

Samo przesuwanie się ejakulatu, czyli porcji nasienia wydalanej podczas wytrysku, z najądrzy do nasieniowodów, także umożliwiają mięśnie. Wytrysk u mężczyzny poprzedzony jest skurczem mięśni gładkich w wewnętrznych narządach płciowych (głównie w jądrze i najądrzu). Skurcze te powodują wzrost ciśnienia, a następnie wędrówkę nasienia aż do cewki moczowej.

Wytrysk, któremu towarzyszy orgazm, średnio trwa kilka sekund, a dochodzi do niego po 156.5 sekundach (+/- 80.7 sekund) od rozpoczęcia stymulacji prącia. Nie jest to może wynik imponujący, ale normalny, zresztą z wiekiem do poprawienia. Jeśli jesteś nastolatkiem i podniecasz się niemal wszystkim, a do wytrysku dochodzi wcześniej, niż byś chciał, bądź pewien, że to przejściowe. Z czasem w większym stopniu zapanujesz nad swoim penisem. Chociaż wielu, bardzo dorosłych, mężczyzn przyznaje, że ich prącie zdaje się wciąż kierować własną logiką i chadzać swoimi drogami.

Źródło w głowie

Wzwód penisa, i w jego efekcie wytrysk, to skutek podniecenia seksualnego. Chociaż pewnie trudno ci w to uwierzyć w całym procesie zasadniczą rolę odgrywa tlenek azotu. Kiedy pieścisz partnerkę, masturbujesz się, masz erotyczne sny, albo tylko o tym pomyślisz, twój mózg wysyła odpowiednie sygnały do nerwów sterujących działaniem mięśni gładkich prącia. Komórki nerwowe rozpoczynają produkcję tlenku azotu, który aktywuje specjalny enzym cyklazę guaninową. Enzym ten następnie aktywizuje wytwarzanie substancji cGMP. To ona odpowiada za rozszerzanie się naczyń krwionośnych i w efekcie zwiększenie napływu krwi do ciał jamistych prącia. Skutki są szybko zauważalne. Warto wiedzieć, że nowoczesne leki stosowane w leczeniu impotencji przyczyniają się do produkcji cyklazy guaninowej (po wcześniejszym blokowaniu izoenzymu PDE-5), stąd ich ogromna skuteczność. Ale uwaga: sprawdzają się tylko wtedy, gdy jesteś naprawdę podniecony, a jedynie odpowiedź twojego członka jest niezadowalająca. Viagra nie jest afrodyzjakiem, czyli substancją wywołującą podniecenie. Kiedy jednak ono już jest, pomaga utrzymać sztywność członka.

Żołądź i reszta

Nasada penisa, za pomocą odnóg ciał jamistych, przytwierdzona jest do kości łonowych i kulszowych. Za nasadą znajduje się część ruchoma, zwana trzonem. Jak wygląda? Każdy może zobaczyć. Zwieńczenie tej części stanowi żołądź. Ta silnie unerwiona „główka” jest wyjątkowo wrażliwa na dotyk. Jaki lubi? To sprawa indywidualna. Mocniej? Słabiej? Trzeba sprawdzić i nie przeholować podczas eksperymentów, żeby nie zabolało.

Żołądź jest chroniona przed przypadkowymi urazami, a także nadmiernym wysychaniem i podrażnieniami, za pomocą napletka. To luźny fałd skórny z nielicznymi gruczołami łojowymi, zwanymi gruczołami napletkowymi. Łączy się z żołędzią z pomocą wędzidełka. Wciąż popularny jest pogląd, że napletek nie jest w ogóle potrzebny.Za obrzezaniem miałyby, poza względami religijnymi, przemawiać kwestie higieny. Czy warto decydować się na amputację, bądź co bądź, części ciała? Przecież penisa z napletkiem też da się solidnie umyć. Wystarczy zsunąć skórny fałd.

Chociaż… Czasem ujście napletka bywa zbyt wąskie i skóra nie może przesuwać się ku tyłowi. Utrudnia to oddawanie moczu, sprzyja infekcjom. Taka nieprawidłowość to stulejka. Jeśli uprzykrza ci życie, warto poradzić się urologa. Zwłaszcza, że zabieg jest prosty i nie sprzyja komplikacjom.

Optymalny rozmiar?

Ponad 80% mężczyzn jest niezadowolonych z rozmiaru lub kształtu swojego penisa. Niby zasadniczo wierzą, ze jego wielkość nie ma znaczenia podczas stosunku, a jednak prawie każdemu się zdaje, że od nadmiaru głowa nie boli. Paradoksalnie, szczególnie przeczuleni na punkcie swojego członka są ci panowie, których organ nie jest imponujący w spoczynku. Jeśli martwisz się, że nie mieścisz się w normie, tylko dlatego, że kolega pod prysznicem wygląda bardziej okazale, powinieneś poznać wyniki badań seksuologów amerykańskich Wiliama Mastersa i Virginii Johnson. Doszli oni do wniosku, że wielkość członka w stanie erekcji jest u wszystkich mężczyzn bardzo zbliżona. Za normalną długość luźnego penisa uznaje się 8,5-10,5 cm. Erekcja oznacza zazwyczaj 60% przyrostu. A jak to wygląda w praktyce? Podczas badań zaobserwowano, że luźny dziewięciocentymetrowy penis pacjenta może w czasie erekcji przybrać nawet 10 cm. Tymczasem bywa, że organ o początkowym kapitale 15 cm rośnie o zaledwie 2,5 cm.

Brytyjski seksuolog i androlog Kenneth Purvis, autor przewodnika „Podbrzusze Mężczyzny” podzielił męskie organy na dwa rodzaje: wyskoczki i wyprostki. Te pierwsze są stosunkowo małe w stanie spoczynku, przypominają wysuszoną śliwkę. Taki członek w erekcji stanowi miłą niespodziankę dla pozbawionej nadziej nowej partnerki. Wyprostki natomiast to blagierzy. Zawsze wypełnieni częściowo krwią, wywołują pełne podziwu spojrzenia. Gdy dochodzi do erekcji, trudno zaobserwować poprawę…

Jeśli nie przekonują cię te argumenty, zapamiętaj sześć podstawowych praw fizjologii genitalnej (według Purvisa):

  1. Im mniejszy penis, tym większa erekcja.
  2. Liczy się tarcie na trzech, czterech pierwszych centymetrach.
  3. Wagina kobiety dostosuje się do każdego penisa.
  4. Grubość jest lepsza niż długość.
  5. Nie liczy się to, co masz, ale jak tego używasz.
  6. Zawsze jest ktoś gorszy od ciebie.
    media

To tak w skrócie dla ciekawskich. Resztę douczcie się sami na zajęciach praktycznych. 😉

Zima stulecia 2019 dalej możliwa – nadchodzi polarny wir zaskakujący synoptyków…

Nad Arktyką trwa zjawisko zwane nagłym ogrzewaniem stratosfery lub SSW od ang. Sudden Stratospheric Warming. Meteorolodzy są pewni, że w ciągu najbliższych trzech tygodni Europa znajdzie się pod wpływem znacznie chłodniejszych mas powietrza.

Zdaniem synoptyków oznacza to, że w Europie zagości na stałe zimowa aura z mrozem i obfitymi opadami śniegu. Na wschodzie i w centrum naszego kontynentu pokrywa śniegowa powinna przetrwać przynajmniej do lutego. Obecnie trwające zjawisko SSW rozpoczęło się mniej więcej tydzień temu i obecnie pogodowe szaleństwo zaczyna już docierać do troposfery, czyli warstwy atmosfery w której żyjemy.

Co jakiś czas stratosfera nagle ogrzewa się do kilkudziesięciu stopni pod wpływem ciepła słonecznego odbitego od Ziemi i w efekcie osłabia arktyczny wir polarny, czyli atmosferyczny prąd strumieniowy pędzący nad Arktyką z prędkością ponad 130 km/h. Zdarzały się przypadki, gdy zjawisko SSW wpływało na jego kierunek powodując meandrowanie prądów strumieniowych wchodzących w skład wiru polarnego. Takie zjawisko będzie napędzało do Europy mroźne masy powietrza.

Eksperci obawiają się też, że w takich warunkach jak obecnie istnieje duże prawdopodobieństwo blokowania się układów niskiego ciśnienia, co może skutkować pozostawaniem polarnego mrozu na danym obszarze w bardzo długim okresie czasu.
media

Kolejny raz pogoda zaskakuje synoptyków.Pogodowe satelity, radary i inne gadżety okazują się bezwartościowymi zabawkami w spotkaniu z naturą i pobożnymi życzeniami pogodowych wróżbitów. Jak my chcemy podbić ten wszechświat, jak nie potrafimy przewidzieć zwykłej pogody?

Jesteśmy efektem naukowego eksperymentu innej cywilizacji?

Pytanie o Stwórcę jest stare jak świat. Zagorzała dyskusja między sceptykami, a wierzącymi prawdopodobnie nigdy nie ucichnie. Istnieje jednak inna, trzecia możliwość – otaczający na świat ze wszystkimi cudami natury, odległymi obłokami gwiezdnymi i widocznymi jedynie pod mikroskopem mikroorganizmami powstał w wyniku umyślnego działania inteligentnej cywilizacji.

Jakże piękny był obraz świata jeszcze kilkaset lat temu. Ziemia znajdowała się w centrum wszystkiego, wokół niej krążyło słońce, a w przestrzeni pozaziemskiej, na kryształowych orbitach poruszały się planety. Wszystko to sześć tysięcy lat temu zostało stworzone przez wszechmogącego Boga, który od czasu do czasu pokazuje ludziom swoje niezadowolenie lub miłość. Choć nadal taką wizję podziela zadziwiająco wiele osób, to postęp naukowy zmusił rozumną resztę do zrewidowania poglądów.

W świetle obecnych faktów, Wszechświat powstał w wyniku wielkiego wybuchu. Dla osób wierzących nie jest to jednoznaczne z brakiem konieczności istnienia Boga – mógł on przecież być inicjatorem tej „praeksplozji”.

Mógł, ale nie musiał, przynajmniej nie za każdym razem. Fizycy wierzą bowiem, że Wszechświatów podobnych do naszego może być niezliczona ilość. Sami teoretycznie wiedzą też jak można by Wszechświat stworzyć i to bez użycia niebotycznych ilości energii i sprzętu, który „być może” kiedyś powstanie. W zasadzie już dziś przy użyciu maszyny przypominającej Wielki Zderzacz Hadronów można byłoby pokusić się o status stwórcy.

Przepis na Wszechświat jest całkiem prosty, a łatwość wynika ze szczególnej właściwości grawitacji, która posiada ujemną energię. Stworzenie Wszechświata nie wymaga więc nieprawdopodobnej ilości energii – zaledwie tyle, ile potrzeba do stworzenia czarnej dziury.

Czarne dziury sztucznie stworzone w akceleratorach cząsteczek mogłyby być mikroskopijne – bardzo mała masa ściśnięta do nieprawdopodobnie niewielkich rozmiarów. Ponieważ grawitacja posiada ujemną energię ich rozmiar nie ma jednak znaczenia: mogłyby bowiem rozprężać się i powiększać w innych wymiarach. Byłoby to dokładnie takie samo zjawisko jakie zainicjowało nasz Wszechświat – nagła ekspansja mikroskopijnej porcji materii.

Prawa fizyki nie wykluczają takiego scenariusza. Pytanie brzmi jednak, czy ktoś skorzystał już z tej metody produkcji Wszechświatów. Nie musiał to wcale być wszechmogący Bóg – wystarczyło, że odpowiednio inteligentna cywilizacja, opracowała sposób produkcji czarnych dziur. Raz utworzona dziura mogła stworzyć w innych wymiarach Wszechświat. Podobnie jak w naszym, tak i w nowopowstałym prawa fizyki doprowadziłyby do powstania gwiazd i planet, a ewolucja wykształciłaby życie.

Być może my sami jesteśmy efektem takiego naukowego eksperymentu innej, myślącej cywilizacji. Z punktu widzenia fizyki tacy ”ojcowie stworzyciele” nie mogliby ingerować w raz stworzony Wszechświat.

Trudno sobie wyobrazić cywilizację, która mogąc teoretycznie tworzyć inne Wszechświaty, nie pokusiłaby się, aby w wykorzystać swoją wiedzę w praktyce. Może się więc okazać, że podobny scenariusz jest bardzo częstą i powszechną praktyką. Na przestrzenia miliardów lat, miliony wystarczająco zaawansowanych cywilizacji mogły tworzyć inne Wszechświaty, w których powstawały kolejne cywilizacje, tworzyły kolejne i tak w nieskończoność.
media

Czy byłaby to odpowiedź na odwieczne pytanie o Stwórcę? Niekonieczne. Pierwszy „oryginalny” Wszechświat też musiał się skądś wziąć.