Pasta do zębów z węglem drzewnym, modna ale może zwiększać ryzyko wystąpienia próchnicy i przebarwień.

Pasty do zębów z węglem drzewnym są coraz popularniejsze na całym świecie. Ich entuzjaści przekonują, że nie zawierają fluoru, ale wykazują właściwości wybielające. Uczeni z Uniwersytetu w Manchesterze wykazali, że nie ma dowodów potwierdzających ich działanie. Co więcej, nadmierne szczotkowanie nimi zębów może oznaczać więcej szkód niż pożytku.

Węgiel drzewny został po raz pierwszy użyty do celów higieny jamy ustnej w starożytnej Grecji, jako sposób usuwania plam z zębów i maskowania nieprzyjemnych zapachów z chorych dziąseł.

Coraz więcej sklepów sprzedaje pasty i proszki na bazie węgla drzewnego. Ale ich działanie jest nieskuteczne. W naszych badaniach przetestowaliśmy 50 najpopularniejszych produktów – powiedział dr Joseph Greenwall-Cohen, współautor badań.

Entuzjaści past do zębów z węglem drzewnym twierdzą, że mają one działanie antybakteryjne, przeciwgrzybicze, wybielające i zmniejszają próchnicę. Jednak zbyt częste ich stosowanie może przyczyniać się do ścierania szkliwa, zwłaszcza przy niedoborach produktów zawierających fluor.

Pasty do zębów z węgla drzewnego są bardziej ścierne niż zwykłe pasty do zębów, więc mogą stanowić zagrożenie dla szkliwa i dziąseł. Węgiel drzewny zawarty w pastach do zębów można wytwarzać z łupin orzechów, łupin kokosów, bambusa i torfu.
media

Żyjemy w czasach, że można ludziom wszystko sprzedać, wystarczy trafić do nawiedzonej grupy docelowej a oni już rozniosą to dalej… Lubię fluor, poprawia mi cerę i apetyt i dlatego pozostanę przy pastach z fluorem…

Bliskie spotkanie trzeciego stopnia w Emilcinie było uważane za najlepiej udokumentowany przypadek UFO w Polsce…

Tak zwane „zdarzenie w Emilcinie” jest bezpośrednio związane z osobą Jana Wolskiego (ur. 29 maja 1907, zm. 8 stycznia 1990), prostego rolnika z wykształceniem podstawowym.

Wracając do domu wozem konnym przez las 10 maja 1978 roku, ujrzał na drodze dwie dziwne postaci. Istoty były niewysokie (1,4–1,45 m wzrostu), miały oliwkowozielone twarze, skośne oczy i wystające kości policzkowe. Ich ciała pokrywał czarny kombinezon, odsłaniający tylko twarze i dłonie. Na karku mieli swego rodzaju wybrzuszenia przypominające garby, zaś ich palce połączone były błoną pławną.

Istoty wskoczyły na wóz Wolskiego, jednak ten kontynuował jazdę, nie widząc w tym zachowaniu nic nietypowego, ponieważ takie zachowanie było zwyczajowe dla mieszkańców tych okolic. Zdziwiła go jedynie „mowa” pasażerów i nieproporcjonalnie duże obciążenie wozu. Wkrótce potem znaleźli się oni na polanie, gdzie Wolski ujrzał lśniący pojazd wielkości połowy autobusu, unoszący się ok. 5 m nad ziemią, ku której spuszczona była swego rodzaju winda. Istoty poprosiły Wolskiego o zejście z wozu, po czym stanął on na windzie, która uniosła go do środka.

Obiekt posiadał w rogach coś w rodzaju świdrów i dochodził z niego niski dźwięk. Wkrótce potem Wolski znalazł się w pojeździe, gdzie czekały na niego dwie podobne istoty. Wnętrze było ubogie i ciemne. Wolski zauważył, że znajdowały się tam swego rodzaju ławki. Z innych rzeczy dostrzegł on m.in. leżące na podłodze ptaki przypominające kruki lub gawrony.

Jakiś czas potem otrzymał polecenie, aby się rozebrać, zaś jedna z istot (które w liczbie 4 znajdowały się na pokładzie statku) wykonała swego rodzaju badania przy pomocy urządzenia mającego przypominać rolnikowi złączone talerzyki. Po wykonaniu badania Wolski ubrał się. Istoty miały także starać się poczęstować go jedzeniem w formie sopla, jednak on odmówił. W ogóle istoty przez cały czas były dla niego, jak sam określił, uprzejme. Następnie otrzymał on polecenie wyjścia z pojazdu i gdy wychodził na windę, stanął i ukłonił się, mówiąc istotom: Do widzenia. Wszystkie rzekomo ukłoniły się.

Istoty miały według Wolskiego posługiwać się dziwnym językiem, którego nie potrafił opisać. Sam określił, że ich słowa padały drobniutko a gęsto.

Wkrótce Wolski udał się do domu, gdzie opowiedział o tym swej żonie, a następnie synom, którzy wraz z sąsiadami udali się na polanę. Obiektu tam nie było, jednak na miejscu znaleziono ślady mogące świadczyć o odwiedzinach istot.

Historią Wolskiego zajął się wkrótce łodzianin, Zbigniew Blania-Bolnar. Sam Wolski miał narzekać na popularność, jakiej przysporzyła mu jego przygoda, która jednocześnie stała się przyczyną kwestionowania jego wiarygodności.

Obiekt mieli rzekomo widzieć inni mieszkańcy, w tym chłopiec z Emilcina, Adam Popiołek, który zaalarmował swą matkę o spadającym samolocie. Innym świadkiem miał być też Henryk Marciniak, który spotkał się z bardzo podobnym obiektem i istotami w Wielkopolsce.

Przez 35 lat „zdarzenie w Emilcinie” było uważane za najlepiej udokumentowany przypadek UFO w Polsce. Prawda okazała się jednak prozaiczna. Cała sprawa była mistyfikacją i zemstą jednego ufologa na drugim.

W 2012 sprawie wnikliwie przyjrzał się Bartosz Rdułtowski, publicysta i autor książek poświęconych głównie II wojnie światowej i tajemnicom z nią związanymi. W swojej książce „Tajne operacje. PRL i UFO” dowodzi, że „śledztwo” Blani było nierzetelne, a cała sprawa okazała się mistyfikacją. Była zemstą jednego ufologa na drugim, choć nie potoczyła się do końca tak, jak to miało być.
media

Spotkanie człowieka z obcymi czy jedno wielkie oszustwo? Tego nie wiemy, ale na miejscu rzekomego lądowania stoi nawet pomnik ufundowany przez fundację Nautilus. Są więc osoby, które nie wierzą w mistyfikację.

Plotka karana grzywną…

Burmistrz filipińskiego miasta Binalonan, położonego ok. 170 km na północ od Manili, Ramon Guico III zapowiada wprowadzenie oficjalnego zakazu rozpowszechniania plotek w całym mieście. Jego plany musi jeszcze zatwierdzić rada miejska.

W 24 dzielnicach 54-tysięcznego Binalonan takie zakazy wprowadziły już przed kilku laty władze lokalne i jest on egzekwowany. Na plotkarzy nakładane są grzywny. Plotki, zakłócające spokój społeczny w Binalonan najczęściej dotyczą domniemanych długów, a także pozamałżeńskich romansów sąsiadów. Burmistrz chce, by od takich plotek wolne było całe miasto.

„Chcemy przypomnieć ludziom, że powinni być dobrymi sąsiadami” – powiedziała w poniedziałek asystentka burmistrza Donabel Sabado.

Za pierwsze plotkarskie przewinienie przewidziana jest grzywna w wysokości 200 peso (3,50 euro) i trzy godziny pracy społecznie użytecznej. Recydywistom grozi pięciokrotnie wyższa kara finansowa, ale – jak podkreślają władze miejskie – przypadków plotkarskiej recydywy dotychczas nie zanotowano.
media

Nie wiem czy to działa, ale kierunek słuszny.

Przyszła gąska do kaczuszki,
Obgadały kurze nóżki.

Do indyczki przyszła kurka,
Obgadały kacze piórka.

Przyszła kaczka do perliczki,
Obgadały dziób indyczki.

Kaczka kaczce wykwakała,
Co gęś o niej nagęgała.

Na to rzekła gęś, że kaczka
Jest złodziejka i pijaczka.

O indyczce zaś pantarka
Powiedziała, że plotkarka.

Teraz bójka wśród podwórka,
Że aż lecą barwne piórka.

Do uderzenia asteroidy zostało tylko 5 dni. Uwaga! NASA przeprowadzi ćwiczenia symulujące uderzenie asteroidy.

Biuro Koordynacji Obrony Planetarnej (PDCO) agencji NASA we współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA), Międzynarodową Siecią Ostrzegawczą Asteroid (IAWN) oraz innymi amerykańskimi i międzynarodowymi agencjami i instytucjami naukowymi rozpocznie ćwiczenia, które pozwolą przygotować się na potencjalne uderzenie niebezpiecznej asteroidy.

Zaplanowane „manewry” potrwają 5 dni i rozpoczną się od pojawienia się informacji o fikcyjnej planetoidzie, odkrytej 26 marca, która zostanie uznana za potencjalnie niebezpieczną dla Ziemi. Zmyślony obiekt o nazwie PDC 2019 będzie miał 1 proc. szansy na uderzenie w naszą planetę w 2027 roku.

Celem symulacji jest wypracowanie mechanizmów, polegających na wymianie informacji o asteroidzie, zaplanowaniu działań pozwalających na skuteczne zarządzanie katastrofami i minimalizację strat oraz rozwiązanie wszelkich problemów, które mogą stać na drodze do podjęcia szybkich reakcji. Specjaliści będą też dyskutować nad możliwością zbadania planetoidy i zmiany jej orbity.

Agencja NASA brała udział łącznie w sześciu ćwiczeniach, dotyczących ochrony Ziemi przed niebezpiecznymi asteroidami – trzy razy w ramach Konferencji Obrony Planetarnej i trzy razy we współpracy z Federalną Agencją Zarządzania Kryzysowego (FEMA) oraz przedstawicielami innych agencji federalnych. Dzięki zbliżającej się symulacji, międzynarodowe agencje i instytucje będą mogły połączyć siły, aby lepiej oceniać i reagować na zagrożenia z kosmosu.

Zagrożenie jest realne, jeszcze w tym roku w Ziemię może uderzyć asteroida o średnicy 40 metrów. Do kolizji może dojść 9 września.

Asteroida 2006 QV89 została odkryta kilkanaście lat temu, ale dopiero niedawno okazało się, że może znajdować się na kursie kolizyjnym z Ziemią. Nie jest na tyle duża, by doprowadzić do masowego wymierania gatunków, ale i tak – w zależności od miejsca uderzenia – mogłaby zabić miliony ludzi.

Rozmiar potencjalnej katastrofy można porównać do uderzenia meteorytu tunguskiego, który w 1908 r. eksplodował kilka kilometrów nad Syberią. Fala uderzeniowa powaliła drzewa w promieniu 40 km, była widziana w promieniu 650 km i słyszana z odległości 1000 km. Silne wstrząsy zarejestrowały sejsmografy na całej planecie. Na szczęście obyło się bez ofiar, bo bolid rozbił się nad niezamieszkałym terenem. Ale co by było, gdyby do podobnego zdarzenia doszło nad miastem?

O samej asteroidzie 2006 QV89 nie wiadomo zbyt wiele – w okolicach lipca poznamy jej dokładną trajektorię.
media

Uciec, ale dokąd? Jak daleko można uciec gdy zapanuje chaos i panika? Najrozsądniej będzie wziąć to na klatę na spokojnie…

W Australii trwa masowa eksterminacja kotów.

W Australii trwa wojna z dzikimi kotami. W 2015 rząd zadecydował, że do 2020 roku uśmiercone zostaną ich dwa miliony.
Częścią planu eliminacji ma być podawanie dzikim kotom śmiercionośnych kiełbasek. W przepisie znajduje się między innymi mięso kangura. Trucizna, którą dodano do kiełbasek, nie wpływa na ich smak.

Kiełbaski muszą dobrze smakować. To ostatni posiłek kota – powiedział pomysłodawca doktor Dave Algar.

Tak przygotowaną trutkę zrzuca się z powietrza na tereny, na których występują dzikie koty. Zwierzęta umierają w ciągu 15 minut od spożycia kiełbaski.

Niektóre obszary kontynentu poszły o krok dalej. W stanie Queensland istnieje zarząd oferujący 10 dolarów australijskich jako nagrodę za przyniesienie skóry głowy dzikiego kota.

Dlaczego Australijczycy zdecydowali się ograniczyć populację dzikich kotów? Ponieważ to drapieżniki. Chociaż dzikie i domowe koty należą do jednego gatunku, to te pierwsze muszą samodzielnie polować, aby przetrwać. W efekcie giną inne zwierzęta.

Uważa się, że pierwsze koty przybyły do Australii w XVII wieku. Od tego czasu ich liczba sukcesywnie rosła, a obecnie szacuje się, że 99,8 procent terenów kraju jest przez nie zamieszkałych. Jak powiedział krajowy komisarz do spraw zagrożonych gatunków Gregory Andrews – od czasu wprowadzenia zwierząt na tereny kontynentu mogło wyginąć około 20 gatunków ssaków. To sprawia, że dzikie koty stanowią największe zagrożenie dla rodzimych gatunków Australii. A szacuje się, że około 80 procent ssaków i 45 procent ptaków, które tam żyją, nie występuje nigdzie indziej na świecie.

Dla kotów rodzime australijskie gatunki są łatwym łupem. Według badań koty zabijają dziennie ponad milion rodzimych ptaków i 1,7 miliona gadów w całej Australii. Bardzo zagrożone są też gryzonie takie jak królikoszczur krzaczastoogonowy czy małe torbacze jak krótkonos złocisty.

Nie zabijamy kotów, ponieważ ich nienawidzimy. Musimy dokonywać wyborów, aby uratować zwierzęta, które kochamy i które definują nas jako kraj – powiedział Andrews.

Rząd, który ogłosił plan wszczęcia eliminacji kotów w 2015 roku zobowiązał się do przekazania pięciu milionów dolarów na wsparcie grup, które zdecydują się zabijać koty.

Działacze na rzecz ochrony środowiska krytykują te plany.

Tim Doherty, ekolog z Deakin University, zgadza się, że koty powodują „duże straty” pośród rodzimych gatunków Australii, ale uważa, że w planie eliminacji jest wiele niewyjaśnionych kwestii.

W 2015 roku, kiedy ustalano plany eliminacji, nie wiedzieliśmy, ile dzikich kotów żyje w Australii – powiedział, dodając, że niektóre szacunki mówiły o 18 milionach zwierząt, a to dużo więcej niż wynosi stan faktyczny.

Nie ma naprawdę wiarygodnego sposobu oszacowania populacji dzikich kotów na całym kontynencie, a jeśli zamierzasz ustawić znaczący cel, musisz zmierzyć wszystko – stwierdził.

Kolejną palącą kwestią jest to, że zwykłe zabicie kota niekoniecznie ratuje życie ptaka lub ssaka, ponieważ kot musi mieszkać na obszarze, w którym faktycznie zagraża zwierzętom. Istotne jest także zagęszczenie populacji na obszarze występowania.

Musi być zagęszczenie, a nie rozproszenie – stwierdził.

Problem dzikich kotów dotyczy nie tylko Australii. W Nowej Zelandii pojawiły się wezwania, aby całkowicie zrezygnować z kotów domowych.

Według śmiałych zapewnień rządu, do 2050 roku w kraju nie będzie ani jednego kota. W Nowej Zelandii nie występują gatunki rodzimych ssaków lądowych, ale rozwija się populacja ptaków, na przykład nielotów kiwi. Obecnie koty zagrażają około 37 procentom wszystkich gatunków ptaków.

W 2013 roku nowozelandzki ekonomista Gareht Morgan naraził się miłośnikom kotów, kiedy rozpoczął kampanię zachęcającą do unikania zastępowania pupili, które odeszły nowymi kotami.

Koty są jedynymi prawdziwymi sadystami świata zwierząt, seryjnymi mordercami, które torturują bez litości – grzmiał wtedy.

W zeszłym roku w małym nadmorskim miasteczku Omaui na południu Nowej Zelandii rozważano zakaz nabywania nowych kotów domowych w okolicy, ale wycofało się z planu.

Nie nienawidzimy kotów, chcemy by w naszym środowisku kwitła dzika przyroda – powiedział prezes lokalnej organizacji zajmującej się ochroną terenu John Collins.
media

Do Australii przywieziono nie tylko koty ale i psy, szczury, myszy, króliki i całą masę innych stworzeń które zagrażają miejscowej faunie i florze, dlaczego zatem wyrok padł na koty? Warto przyjrzeć się inicjatorom a znajdziemy wśród nich kociofobów…

5 toksycznych znaków zodiaku.

Ryby

Emocjonalnie zatrzymały się na poziomie dziecka. Szantażują, kłamią, wymuszają i wszczynają awantury. Zrobią wszystko, aby dostać to, czego w danym momencie pragną. Najgorsze jest to, że czasami chodzi o zupełnie drobnostki. Ale dla Ryb to nie ma znaczenia. Od razu wyciągają ostrą amunicję. Po trupach do celu – to ich motto.

Nie obchodzą ich uczucia innych ludzi. Widzą tylko siebie i myślą wyłącznie o własnych potrzebach oraz zachciankach. Wszystkich dookoła traktują jak narzędzia do osiągnięcia własnych celów lub przeszkody, których trzeba się pozbyć.

Bliźnięta

Osoby spod tego znaku z pogardą traktują wszystkich dookoła. Czują się lepsze i nawet nie próbują tego ukrywać. W dodatku są wiecznie niezadowolone. Emanują negatywną energią na kilometr. Nic im się nie podoba. Ich skrajny pesymizm jest nie do wytrzymania. Potrafią godzinami snuć czarne scenariusze. Mistrzowsko psują humor. Zawsze umniejszają to co dobre, wyolbrzymiając jednocześnie złe rzeczy.

Uwielbiają obarczać innych swoimi problemami. Ciągle narzekają jak bardzo są nieszczęśliwe, skrzywdzone i jak świat jest okropny. Całymi dniami użalają się nad sobą i wszystko je smuci. Cokolwiek byś nie zrobił, Bliźnięta i tak poczują się przez ciebie skrzywdzone. Bardzo sprytnie wpędzają wszystkich dookoła w poczucie winy. Nie potrafią znieść radości i szczęścia, zrobią wszystko by je zniszczyć.

Byk

Uwielbiają, kiedy inni się o nich martwią. Celowo nie wracają na noc, wyłączają telefon i zostawiają rozpaczliwe listy pożegnalne. Ciągle opowiadają o swoich myślach samobójczych i poważnych dolegliwościach zdrowotnych. Regularnie przechodzą załamania nerwowe i mają głęboką depresję. Zrobią wszystko, żeby wzbudzić zainteresowanie i litość.

Panna

Panny są przekonane o swojej wyższości i doskonałości. Zawsze wszystko wiedzą najlepiej i mają rację. Uwielbiają pouczać i krytykować innych. Potrafią wpędzić w kompleksy nawet najbardziej pewną siebie osobę. Cokolwiek byś nie zrobił dla Panny zawsze to będzie za mało i źle.

Osoby spod tego znaku czerpią satysfakcję z wypominania błędów. Każdemu mają coś do zarzucenia. Poza sobą oczywiście. One są idealne i ciężko pracują, żeby naprawić świat. Dużo o tym mówią. Chodzi o to, żeby wzbudzić w słuchaczach poczucie winy i przekonać ich że są beznadziejni. Lubią robić z siebie męczennika.

Baran

Przebywanie w ich towarzystwie jest bardzo obciążające emocjonalnie i wyczerpujące. Podobnie jak Bliźnięta chętnie obarczają innych swoimi problemami. Baran to chodzące nieszczęście. Kompletnie nie panują nad swoimi emocjami i często wybuchają gniewem. Bywają też niezwykle wredne i złośliwe. Mistrzowsko wyczuwają najsłabsze punkty i tam właśnie atakują. A wszystko to pod przykrywką swojej tragedii. Zawsze tłumaczą się ogromnymi problemami emocjonalnymi.

Osoby spod tego znaku idealnie ilustrują powiedzenie, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Zawsze mają piękne intencje. Im lepsze, tym większe zło w efekcie wyrządzają. I nigdy nie mają z tego powodu wyrzutów sumienia.
media

Totalne bzdury?

Żyjemy w Matriksie, fizycy mają na to dowody.

Zawiłości świata fizyki kwantowej już na początku lat 90. ubiegłego wieku zaprowadziły niektórych naukowców do konkluzji, że wszechświat wraz z nami to rodzaj hologramu. Teraz być może pojawiły się na to poważne dowody.

Specjaliści z uniwersytetu w Southampton, współpracujący z kolegami z Kanady i Włoch, twierdzą, że istnieje konkretny dowód na to, wszechświat może być swego rodzaju iluzją. Są nim pewne nieregularności kosmicznego mikrofalowego promieniowania tła, znanego też jako promieniowanie reliktowe lub CMB (ang. cosmic microwave background).

Teoria Holograficznego Wszechświata zakłada, że wszystko jest w istocie dwuwymiarowe, a trójwymiarowe jest tylko odczucie przestrzeni. Wszystko, od atomów z których się składamy po planety i gwiazdy, jest w istocie hologramem generowanym z płaskiej przestrzeni 2D dzięki drganiu strun. Przestrzeń 3D, czas i przede wszystkim grawitacja są iluzją, będącą konsekwencją tego procesu.

Można to porównać do oglądania filmów 3D. Dopóki nie użyje się specjalnych okularów, obraz na ekranie jest płaski, ale wystarczy je założyć, aby zobaczyć głębię i odczuwać przestrzeń. Widzom wydaje się wtedy, że oglądane przez nich rzeczy i ludzie mają wymiary i głębokość podczas gdy jest to jedynie projekcja 2D.

Zespół fizyków teoretycznych z Southampton w poszukiwaniu potwierdzenia teorii holograficznej natury wszechświata przeanalizował ogromne ilości danych, usiłując znaleźć nieregularności promieniowania reliktowego. Osiągane rezultaty skłaniają ich do twierdzenia, że można w ten sposób wykazać powiązania między teorią grawitacji Einsteina i fizyką kwantową.

Innymi słowy sugerują, że to, co odkryli potwierdza, że żyjemy w hologramie i uznanie tego faktu spowodowałoby unifikację fizyki w swoistą teorię wszystkiego. Gdyby uznano ten model fizyczny, byłby to koniec teorii Wielkiego Wybuchu czy pojęć takich, jak inflacja wszechświata. Z drugiej strony byłoby to również wytłumaczenie na przykład dla paradoksu obserwatora w fizyce kwantowej, gdy sam fakt obserwacji zjawiska wpływa na wynik obserwacji. Jeśli wszystko jest hologramem, to tak właśnie być powinno.

Eksperci sugerują, że to dopiero początek tych badań i w ciągu następnych 5 lat powinno się udać zweryfikować założenia teorii holograficznego wszechświata poprzez inne prace badawcze. Fizycy nie są jeszcze zdolni do konsensusu, ale niewątpliwie holograficza teoria jest jednym z kierunków, w którym może podążać nowoczesna fizyka.
media

Filmowa fikcja okaże się rzeczywistością i co dalej?

Aniołowie pijanych na rękach swych noszą – mówi przysłowie starożytnych Słowian i coś w tym jest…

37-latek z Moskwy wypadł z okna na 9. piętrze w czasie samotnego spożywania alkoholu w swoim mieszkaniu. Mimo wysokości mężczyzna wstał i o własnych siłach wrócił do na górę – informują rosyjskie media.

Po powrocie do mieszkania 37-latek wezwał policję. Po przyjeździe funkcjonariuszy mężczyzna nie był jednak w stanie przypomnieć sobie, po co ich wzywał – był tak zamroczony alkoholem.

Mieszkaniec Moskwy został zabrany do szpitala. Był poobijany, ale jego życiu nic nie zagraża…
media

Są na tym świecie rzeczy, które się fizjologom nie śniły – jak mawiał Ferdek… 😀