Pierwszego dnia Najwyższy stworzył niebo i Ziemię i spodobało mu się to.
Drugiego dnia oddzielił jedno od drugiego i też całkiem, całkiem mu to wyszło.
Trzeciego dnia stworzył ptaki, ryby itd.
Siódmego dnia Stwórca wyszedł na werandę, ogarnął z zadowoleniem wzrokiem dzieło pracowitego tygodnia i rzekł:
– A teraz niech się wszystko spier’doli.
I wszystko się spier’doliło.

– Proszę księdza, wydaje mi się, że prowadzę dobre życie – spowiada się facet. Nie piję, nie palę, nie chodzę na dziewczyny. O 22. kładę się spać, wstaję o 6. W każdą niedzielę chodzę na mszę…
– Obawiam się synu, że to się zmieni, jak tylko wyjdziesz z więzienia.

Przychodzi facet do spowiedzi…
– Mam romans z pewną kobietą.
– A coś bliżej? – dopytuje się ksiądz.
– No, spotykamy się, ale tylko się tak ocieramy o siebie, jeszcze nigdy jej nie włożyłem!
– Tarcie to jest to samo co włożenie! – odmówisz 5 zdrowasiek i wrzucisz na ofiarę 100 zł.
Facet odmówił modlitwę, a ksiądz go cały czas obserwuje. Wybiega z konfesjonału i krzyczy:
– Widziałem! – nie wsadziłeś 100 zł na ofiarę!
– Ale, potarłem skarbonkę stówką, a sam ksiądz mówił, że tarcie to, to samo co włożenie!

Klęczy moherowa babcia w kościele. Nagle podnosi oczy i widzi jak w aurze tajemniczości i świetlistej poświacie Jezus Chrystus zstępuje z krzyża, uśmiecha się do niej, podchodzi i kładzie jej rękę na głowie.
– Oto córko doświadczasz cudu…
A babinka wystraszonym głosem:
– Ale czy Ojciec Dyrektor wydał na to zgodę?

Wielki Piątek – facet przychodzi do kościoła się wyspowiadać. Zagląda do wszystkich konfesjonałów. Przechodzący właśnie obok kapłan pyta:
– Kogo pan szuka?
– Mojego stałego spowiednika, księdza Stefana.
– Proszę pana, ksiądz Stefan od pięciu lat nie żyje.

Nieduże miasteczko na Podhalu, kościółek, akurat kończące się nabożeństwo. Wierni wychodzą ze świątyni, a u wyjścia każdego z nich żegna miejscowy proboszcz. Do kolejnego wychodzącego mężczyzny mówi:
– Do widzenia! I przyłącz się do Żołnierzy Chrystusa.
– Ależ proszę księdza, ja już jestem w Żołnierzach Chrystusa!
– Jak to? – dziwi się duchowny – Przecież widuję cię na nabożeństwach tylko w święta!
– Ciiiiiiii proboszczu! Secret Service!

W kościele młody człowiek wychodzi z konfesjonału, po zrobieniu kilku kroków uświadamia sobie, że nie dostał pokuty; wraca wiec do księdza mówiąc:
– Ojcze nie zadałeś mi pokuty!
– Synu, co cię będę dręczył wystarczy, że się żenisz!