W poczekalnie psychoanalityka siedzi kapitalista i socjalista. Kapitalista zapłacił i zaraz wejdzie, ale wścieka się, że socjalista wejdzie za darmo. Socjalista nie płacił, ale wścieka się, że musi czekać, bo kapitaliście pozwolono zapłacić za wejście wcześniej. A psychoanalityk zaciera ręce, że dzięki temu nie zabraknie mu nerwowo chorych pacjentów…

Rozbił się statek na morzu, ocalała tylko jedna osoba… dopłynęła do bezludnej wyspy i żyła tam sobie skromnie i ubogo przez kilka lat bez żadnych przyjemności. Tak z dnia na dzień udawało mu się przeżyć. Przez te kilka lat codziennie modlił się do Boga żeby chociaż jedną miłą niespodziankę mu dał i nawet nie musi to być piękna kobieta…. No i Bóg, nie mogąc już wytrzymać jęczenia rozbitka, podał mu „szóstkę” w najbliższym losowaniu Lotto.

Do sklepu obuwniczego wchodzi mężczyzna. Zauważa piękne białe buty. Z zachwytem pyta ekspedientki:
– Jakie cudowne buty, ile kosztują?
– 10.000 dolarów.
– Oj a czemu tak drogo?
– Bo to proszę pana jest unikat, zrobione z ludzkiej skóry.
Ale jeśli jest pan zainteresowany modelem to mamy jeszcze czarne, za 9,99….

Spotyka się dwóch kumpli, jeden z lampką nocną.
– Na zakupach byłeś?
– Nie, z randki wracam.
– Z randki? Z lampką?
– A kto by tam trafił za tymi babami. Było kino, kolacja, potem spytała czy chcę zobaczyć jak mieszka. Chciałem. No to jedziemy, wchodzimy do niej, a ona czy wino lubię. No, ba. A ona na to: „Chcesz lampkę?”. Sam widzisz, że fajna, to wziąłem.

Wysoko w górze słońce praży jak w Afryce, w dole Wisła toczy nieśpiesznie swoje mętne wody. Na kamieniu siedzą trzy żaby i leniwie się opalają. Wtem jedna podnosi się, podpełza do niewielkiego drzewka, chwyta pyszczkiem zwisającą gałązkę i zaczyna ją ciągnąć. Zapiera się łapkami, ślizga trochę, ale uparcie ciągnie gałązkę do siebie. Ciągnie i ciągnie, drzewko wygina się coraz bardziej, już prawie czubkiem dotyka ziemi. Nagle gałązka wymyka się żabce z pyszczka, drzewko prostuje się gwałtownie, siłą bezwładu wygina w drugą stronę po czym sprężyście wraca i JEB! Wali żabę w łeb. Ta leży rozpłaszczona na kamieniu uśmiechając się głupkowato. Dwie pozostałe przyglądają się temu z umiarkowanym zainteresowaniem…
– Eeee…. ty, co to było?
– Nie wiem… palma jej chyba odbiła.

Facet wraca wieczorem z roboty do domu a żona mu mówi:
– Wiesz, jutro dostaniesz premię za dobrą pracę!
– A Ty skąd wiesz?
– A nic… Baby na rynku gadają…
Następnego dnia przychodzi do roboty a tam sam kierownik wręcza mu grubą kopertę, gratuluje zaangażowania w pracy itp. Facet strasznie zdziwiony wraca wieczorem do domu a żona znowu:
– Wiesz, ponoć mają Cię awansować!
– A Ty skąd wiesz?
– A nic… Baby na rynku gadają…
Następnego dnia przychodzi do roboty a tam ten sam kierownik wręcza mu nowy angaż. Facet strasznie zdziwiony wraca wieczorem do domu a żona znowu:
– Wiesz, ponoć Cię zamkną za machlojki w robocie!
– A Ty skąd wiesz?
– A nic… Baby na rynku gadają…
Następnego dnia przychodzi do roboty a tam już na niego czekali. Zakuli w kajdanki i zaprowadzili do aresztu. Siedzi w celi, załamany, kiedy nagle drzwi się otwierają i wchodzi żona:
– Wiesz jakiego adwokata Tobie znalazłam? On mówi, że…
– Po cholerę mi adwokat? Powiedz lepiej, co baby na rynku gadają…

Jednostka powietrzno-desantowa w samolocie. Ostatnie poprawki przy spadochronach, pełne skupienie. Nagle jeden z żołnierzy wstaje, podchodzi do instruktora i mówi:
– Nie będę dzisiaj skakać, sierżancie.
– Dlaczego? – pyta zdziwiony instruktor.
– Matka przysłała mi sms-a, że jej się śniłem i że mi się spadochron nie otworzył! Nie będę skakać.
– No dobra, zamienimy się spadochronami i wszystko będzie dobrze – zaproponował sierżant.
Jak powiedzieli tak zrobili.
Żołnierze jeden po drugim wyskakują z samolotu. Wyskakuje i ten od sms-a. Spadochron otworzył się normalnie, żołnierz odetchnął z ulgą i rozkoszuje się lotem. Nagle tuż obok sruuu, przelatuje ze świstem instruktor….

Spotyka Polak Amerykanina. Ten z ciekawości pyta:
– Powiedz jak ci się w interesach wiedzie? Ziemię jakąś masz?
– No mam – cztery ary przed domem, cztery za. A jak u ciebie?
– Ja mam tyle ziemi, że jak o wschodzie słońca wsiadam w samochód i ruszam z jednego końca, to na drugi zajeżdżam o zachodzie. Polak się zamyślił i po chwili odpowiada:
– Ech… Za PRL-u też taki samochód miałem…

Po pościgu za sportowym samochodem, który spowodował kolizję i chaos na na pół miasta, policjantom udaję się schwytać sprawcę, super laskę w miniówie.
– Jest pani zatrzymana…. Musimy teraz poddać panią standardowej procedurze w takich przypadkach – testowi na obecność alkoholu i narkotyków w wydychanym powietrzu. Proszę tu i tu dmuchać…
Po obejrzeniu wyników policjant kiwa głową z dezaprobatą.
– Alkohol był, ale widzę, że ostatnio brała pani też „twardsze sprawy…”?
– Jak to możliwe? – TO też wam się tam pokazuje?!

Policjant zatrzymał cysternę z benzyną:
– Oooo, panie kierowco, pojazd niesprawny, łańcuszek wam z tyłu wisi!
– Ale panie władzo, to jest uziemienie!
– Rozumiem, rozumiem, a ten łańcuszek – po co?
– No mówię przecież, to jest uziemienie, żeby odprowadzić elektryczność statyczną.
– Taak, jasne, rozumiem, a łańcuszek do czego?
– (Boooże!) No jakby piorun strzelił w cysternę, żeby mógł do ziemi zejść.
– Jasne, jasne, a do czego w takim razie ten łańcuszek?
Zdesperowany kierowca cysterny zatrzymał przejeżdżającego Matiza:
– Panie, wytłumacz pan temu debilowi, po co ten łańcuszek pod cysterną, bo ja już nie mam siły!
– No żeby iskier nie było, panie władzo, bo jakby zaiskrzyło, to cysterna jebudu!
– Aaaaaa, no tak, teraz to wszystko jaaaasne!
Uszczęśliwiony kierowca cysterny z ulgą ruszył w dalszą drogę.
Policjant zainteresował się Matizem:
– Oooo, widzę pojazd niesprawny! A gdzie to panie kierowco łańcuszek mamy?