Wiedźmy XXI w.

Czołowa polska uzdrowicielka i wróżbitka Zenobia oferuje:
– wróżenie z ekranu dotykowego,
– korektę aury w Photoshopie,
– zdjęcie klątwy z GPS-a,
– mentalne wzmocnienie czakr USB,
– całkowite uwolnienie od dislike’ów.

Ponadto posiada w sprzedaży:
– amulety kraftowe,
– magiczne gadżety dla loftów,
– warsztaty czarodziejstwa dla noobów (pierwszych 10 chętnych otrzyma Spinner Przeznaczenia!).

Macie czasami tak, że idziecie do sklepu kupić jedną rzecz, a robicie duże okazyjne zakupy?

Okazje, promocje, przekonywujący sprzedający itd – dajecie się złapać na ten haczyk?

Wielki, ogromny, wielopiętrowy supermarket, w którym kupicie wszystko. Szef przyjmuje do pracy nowego sprzedawcę, dając mu jeden dzień okresu próbnego żeby go przetestować.
Po zamknięciu wzywa szef nowego sprzedawcę do biura:

  • No to ile dziś zrobił pan transakcji? – pyta sprzedawcę.
  • Jedną, szefie.
  • Co? Jedną?! Nasi sprzedawcy mają średnio od sześćdziesięciu do siedemdziesięciu transakcji w ciągu dnia! Co pan robił przez cały dzień? A właściwie to ile pan utargował?
  • Trzysta osiemdziesiąt tysięcy dolarów.
    Szefa zatkało.
  • Trzy… sta osiem… dziesiąt tysięcy? Na Boga, co pan sprzedał?!
  • No, na początku sprzedałem mały haczyk na ryby…
  • Haczyk na ryby? Za trzysta osiemdziesiąt tysięcy?
  • Potem przekonałem klienta żeby wziął jeszcze średni i duży haczyk. Następnie przekonałem go, że powinien wziąć jeszcze żyłkę. Sprzedałem mu trzy rodzaje: cienką, średnią i grubą. Wdaliśmy się w rozmowę. Spytałem gdzie będzie łowić. Powiedział, że na Missouri, dwadzieścia mil na północ. W związku z tym sprzedałem mu jeszcze porządną wiatrówkę, nieprzemakalne spodnie i rybackie gumowce, ponieważ tam mocno wieje. Przekonałem go, że na brzegu ryby nie biorą, no i tak poszliśmy wybrać łódź motorową. Spytałem go jakie ma auto i wydusiłem z niego, że dość małe aby odwieźć łódź, w związku z czym sprzedałem mu przyczepę.
  • I wszystko to sprzedał pan człowiekowi, który przyszedł sobie kupić jeden, jedyny haczyk na ryby?!
  • Nieee. On przyszedł z zamiarem kupienia podpasek dla swojej żony. Zaproponowałem mu, że skoro w weekend nici z seksu to może pojechałby przynajmniej na ryby…

Tak to się właśnie kręci. 😉

Właściciel baru dał ogłoszenie: „Zatrudnię bramkarza”.
W piątek wieczorem, kiedy lokal huczał wypełniony po brzegi, przedarł się do barmana taki – metr sześćdziesiąt wzrostu – i mówi:
– Jestem Krzyś, ja w sprawie pracy…
Barman zlustrował go od stóp do głów, zaśmiał ironicznie i wracając do wycierania szklanek rzucił krótko:
– Wypierdalaj!
Krzyś wzruszył ramionami, podwinął rękawy, rozejrzał się po sali i zaczął od kolesi przy drzwiach…

Poszedł faraon na pustynie, stanął i patrzy. Patrzy w lewo, patrzy w prawo, przymrużył oko, oparł dłonie na biodrach, cmoknął z dezaprobatą. 
– Ta linia horyzontu wymaga odrobiny pracy. Trzeba ją trochę złamać. Nie wiem, może jakieś geometryczne kształty. Taką bym miał koncepcję. Niech będą trójkąty. 

Dawno, dawno temu, a prawie jak dziś…

Idzie sobie królewicz przez las, patrzy, a tu na ścieżce żabka siedzi i powiada:
– Królewiczu, królewiczu, pocałuj mnie proszę!
Zdziwił się królewicz na takie słowa, ale – co mi tam – pomyślał sobie i pocałował żabkę.
Żabka zmieniła się zaraz w cudną królewnę i z wyraźną aluzją w głosie mówi:
– Ach, dziękuję, zrobię dla ciebie wszystko!
Królewiczowi nie trzeba było dwa razy powtarzać i skorzystał zaraz z tak
ponętnej oferty. Potem jeszcze raz i jeszcze raz, aż mu nogi zmiękły.
Kiedy już więcej nie mógł, królewna zaczęła marudzić, żeby się po tym wszystkim z nią ożenił.
Na to królewicz – plask! – przylał królewnie z liścia, aż padła na ziemię, a padając znowu zmieniła się w żabkę.
– Jakie to, kur’wa, wygodne! – pomyślał królewicz chowając żabkę do kieszeni.