Z delegacji wraca bardzo głodny mąż. Otwiera mu nieznajomy mężczyzna.
– Kim pan jest? – pyta nieznajomy.
– Gospodarzem tego domu.
– A co się stało?
– Głodny jestem.
– A zje pan wczorajszy obiad?
– Zjem.
– To niech pan przyjdzie jutro.

Do biura podróży przychodzi klient i mówi:
– Mam 500 złotych. Chciałbym za to jakieś niedrogie wczasy, ale żeby na miejscu była biblioteka, bilard, basen, siłownia, sauna, a w pokoju – telewizor, komputer i kino domowe.
– Nie ma u nas czegoś takiego. Ale na pewno chciałby pan takie za darmo i to zagraniczne?
– No pewnie.
– To proszę się zgłosić do szwedzkiego więzienia.

Zapier’dala ślimak w dół, na łeb na szyję z wieży Eiffla. Skoczył bo chce mieć śmierć bohatera. Całe życie wdrapywał się na jej szczyt. Dzień za dniem tydzień za tygodniem. Cóż, tak sobie wyliczył, że dotrze tam pod koniec życia, skoczy – i rozpieprzy się efektownie na chodniku. Cóż za śmierć! Cóż za piękna śmierć!!
Leci więc teraz uśmiechnięty, wiatr świszczy w uszach. Leci minutę, dwie, kwadrans, pół godziny… metr przeleciał. Zdechł. Cóż za poje’bana śmierć…

Mały, mokry ptaszek siedzi za oknem, a tu zima, słota. Żal mi się go zrobiło, uchyliłem okno…
– Strrrasznie jest ptaszkom na świecie! – odzywa się ptaszek. – Wy ludzie jesteście okropni, sami w cieple a my giniemy! Nic do jedzenia, zimno, a jeszcze kamieniami rzucacie, kotami szczujecie! Okrutni! Okrutni, źli okrutnicy! Wstydźcie się…
Żal mi się ptaszka zrobiło. Myślę – ja? Okrutny? Nieczuły? W życiu! Pomogę! Otworzyłem szerzej okno.- Wejdź, głodny jesteś? Lubisz jajecznicę?

Siedzą zabawki na półce i rozmawiają.
– Byłem kiedyś prawdziwym koniem – opowiada mały kucyk My Little Pony. – Lecz zapragnąłem żyć wiecznie, więc poszedłem do dobrej wróżki i poprosiłem o pomoc. Zrobiła hokus-pokus, i czary-mary, machnęła różdżką i bęc! Oto jestem.
– Ja byłem kiedyś prawdziwym samochodem – mówi mały resoraczek Matchboxa. – Lecz rdza zaczęła nadgryzać moją karoserię. Strach zajrzał mi w oczy więc pojechałem do znajomego maga-alchemika. Abra-kadabra, skropił mnie jakimś eliksirem i pyk! Jestem!
– A ja byłem kiedyś prawdziwym niedźwiedziem – rozpoczyna pluszowy miś. – Kiedy zrozumiałem, że mój czas nadchodzi poczłapałem do leśnej Baby Jagi. Gdy wszedłem do chatki zobaczyłem, że jest kompletnie napruta. Mimo to powiedziałem czego chcę. Nabluzgała na mnie, zwyzywała od „sierściuchów jeb’anych”, pokazała faka i wrzasnęła: „Wypchaj się!” No i jestem.

Blokowisko. Po wakacyjnej przerwie spotyka się kilku dresiarzy. Jeden z nich dumnie prezentuje zdobyty dyplom.
– Ej ziomek, co to za bibuła?- pytają koledzy.
Pokraśniały z zadowolenia dres tłumaczy:
– Była Olimpiada Matematyczna Dresów w Nowej Hucie. Pojechałem… i wygrałem.
Poklepywaniom i gratulacjom nie było końca. W końcu padło pytanie o rodzaj zadań jakie trzeba było rozwiązać.
– W finale dostałem do pomnożenia 4 razy 9… – poinformował koleś.
– I co? – zawisło w powietrzu niepewne pytanie.
– Powiedziałem, że 40 …
Wszyscy zamilkli. Wyraz twarzy dresiarzy świadczył o ich sporym wysiłku umysłowym. W końcu jeden z nich stwierdził nieśmiało:
– Eeee, chyba coś nie tego z tym wynikiem!
– Wiem – odpowiedział beztrosko „matematyk” – ale byłem najbliżej!

Dzwonek do drzwi, facet otwiera, a tam tłusty babsztyl w fioletowej bluzce, jasnozielonej spódniczce mini ze skaju, kozakach bahama yellow, z kudłami ufarbowanymi na kolor pomarańczowy sygnalizacyjny i z chupa-chuppsem w umalowanej na wrzosowo paszczy.
– A pani to kto?!
– Twoja śmierć!
– Boooże! Taka absurdalna śmierć!

Nałogi potrafią zmarnować życie.
Słyszał o tym i Jarek, który od najmłodszych lat obgryzał paznokcie i nie mógł pozbyć się tego niechlubnego, acz mało szkodliwego nawyku. Widząc, że gdy raz zacznie, nie jest w stanie uwolnić się od nałogu, Jarek nie tknął ani jednego papierosa, nie wypił grama alkoholu, nie uganiał się za spódniczkami i ani razu nie był w kasynie, że o narkotykach nie wspomnę; aby nie uzależnić się od telewizora wyrzucił go na śmietnik.
Tak dożył późnej starości.
Na łożu śmierci zapłakał. Zrozumiał, że obgryzanie paznokci zmarnowało mu życie.

Leżą na sali dwaj sercowcy.
– No co to się stało? – pyta jeden
– Mam 65 lat i serduszko nie wytrzymało gdy baraszkowałem z moją 19-letnią asystentką
– O! A kim pan jest, jeśli wolno spytać?
– Bankierem
– Acha…
– A pan?
– Eeee… właściwie to… eee… a zresztą, to żaden wstyd, jestem… zbieram złom.
– A co się stało?
– Była niedawno defilada, poszedłem sobie popatrzeć i wzruszyłem się…
– Jaka defilada??
– Dywizji pancernej…