– Chciałbym przedstawić… specjalną ofertę, tylko dla pana …
– Nie mam teraz czasu.
– W takim razie czy mogę zadzwonić później?
– Oczywiście. Tylko proszę dzwonić na drugi numer.
– Dobrze, a jaki?
– Jakikolwiek!

Amerykanie wylądowali na Marsie. Idą przez te pustynie i mówią do siebie:
– Tu będzie MacDonald, tu PizzaHut, tu bank…
Nagle zza skałki wychodzi ufo-k i mówi:
– Tu niczego nie będzie. Tu wczoraj byli tacy co mówili że: „Tu wsiegda budiet kukuruzu…”.

Tonie statek. Amerykański gwiazdor filmowy, roztrącając pozostałych, przepycha się do szalupy.
– Niech Pan poczeka, na statku zostały jeszcze kobiety! – zatrzymuje go marynarz.
– Panie, daj mi pan spokój, nie mam teraz głowy do seksu!

Pewien facet, po tym, jak doszedł do wniosku, że jego ojciec jest już stary, zawiózł go i zostawił w domu spokojnej starości. Kiedy wrócił, jego mały syn zapytał:
– Tato, powiedz mi, gdzie jest dom opieki?
– Czy chcesz odwiedzić dziadka?
– Nie, chcę wiedzieć, gdzie cię zabrać, kiedy będziesz stary – odpowiedział chłopak.
Kiedy ojciec to usłyszał, łzy napłynęły mu do oczu. Myślał długo, a potem zabrał swojego syna, pojechał i zostawił go w sierocińcu.

Kiedyś próbowałem mieszkać z dwiema kobietami. Żyliśmy razem, śmialiśmy się razem, piliśmy razem, spaliśmy razem. Któregoś ranka obudziłem się i zobaczyłem, że jedna zniknęła. Zostawiła na stole kartkę:
„Strasznie mi przykro. Nie potrafię już się tobą dzielić. Chcę cię albo całkowicie, albo całkowicie porzucić. Spróbuj mnie zrozumieć.”
Nie tylko doskonale ją zrozumiałem, ale pochlebiła mi jej miłość.
A potem usłyszałem od drugiej:
– Wybacz, ale dlaczego uważasz, że to jest przeznaczona dla ciebie?

Wędrowiec… weekendowy.

Poprzez wicher i słotę,

Przez bezkresną dal śnieżną,

Poprzez żar i spiekotę,

Przez pustynię bezbrzeżną,

Poprzez kry, poprzez lody,

Przez odwieczne zmarzliny,

Poprzez bagna i wody,

Nieprzebyte gęstwiny,

Poprzez leśne dąbrowy,

Poprzez stepy i knieje,

Poprzez wąskie parowy,

W których nigdy nie dnieje

I gdzie płoszą się sowy,

Gdy złe jęknie, lub strzyga,

A dźwięk słysząc takowy,

Serce w trwodze zastyga

Nie zrażony ciemności,

Który mrozi głusz dzika,

Sam na sam z samotności,

Co do szpiku przenika,

Pełen hartu i woli,

Podpierając sam siebie,

Mając zamiast busoli,

Krzyż Południa na niebie

Pokonując złe żądze,

Wietrząc wrogów w krąg wielu,

Ufny, iż nie zabłądzę

Idąc naprzód, do celu.

Drogi tej nie wytyczyły

Ni głos werbla, ni cytra,

Idę póki sił starczy,

Idę po pół litra…