Była niania dzwoni do swej niedawnej chlebodawczyni:
– A co tam u państwa słychać?
– Stefan leży i ogląda telewizję, a dzieciaki właśnie się napieprzają.
– Niech pani powie, że zaraz przyjadę i dam w dupę!
– Komu?
– Co „komu”?
– Komu powiedzieć.

Byłem w domu sam. Odkurzałem. Nagle z zaciekawieniem spojrzałem na odkurzacz, potem na mojego penisa, jeszcze raz na odkurzacz i znów na penisa. I wtedy pomyślałem o czymś o czym w takiej sytuacji pomyślał zapewne każdy facet: „Dlaczego odkurzam, skoro mam penisa?!”

Miejsce akcji – żołądek.
Wpada jajeczko, rozejrzało się, popatrzyło i ułożyło pod ścianką.
Po jakimś czasie wpada ogóreczek, pokręcił się, powiercił i ułożył spokojnie pod ścianką.
Za chwilę wpada śledzik, popływał, rozejrzał się i ułożył spokojnie pod ścianką.
Wpada nagle wódeczka, popatrzyła, pohulała i wrzeszczy:
– Zbierać się! Na górze jest impreza. Wracamy!!!

Czerwony Kapturek wchodzi do lasu, zobaczył to leśniczy i pobiegł aby ją ostrzec. Biegnie, pędzi, pędzi przez las, wpada na polankę, a tam… wilk. Oczywiście i dziewczyna. On zły, oparty plecami o drzewo pali papieroska, ona siedzi na pieńku, nóżka na nóżkę, raczej zdegustowana.
– Co się stało?! – woła leśniczy.
– Szłam sobie, szłam, do babci sobie szłam, a wtedy ten tu wyskakuje i buch mnie w krzaki.
– I co?
Czerwony Kapturek patrzy wymownie na wilka.
– Nie doszłam.

– Zapomnij o wszystkim czego nauczyłeś się na studiach. W tej pracy sami wszystkiego cię nauczymy.
– Ale ja nigdy nie byłem na studiach.
– A, to przepraszamy Pana, ale nie ma Pan wystarczających kwalifikacji, żeby tu pracować.

Szanuję koty. Kiedyś wywiozłem kotkę do innego miasta. Zostawiłem w schronisku. A ona wróciła. Na piechotę! 400 kilometrów zrobiła! Bez żalu. Bez krzyków. Bez straszenia policją. Po prostu pewnego dnia znalazłem ją pod drzwiami. Wziąłem na ręce i przytuliłem.
Z teściową było inaczej…

– Sąsiedzi nas nienawidzą…
– Dlaczego?!
– Pamiętasz ognisko w moim ogródku?
– Tak, to była fajna impreza.
– Pamiętasz gdy nagle zobaczyliśmy straż pożarną i ogień w domu po drugiej stronie ulicy? Pobiegliśmy wtedy zobaczyć co się stało, a przed domem stali zapłakani właściciele?
– Pamiętam.
– No właśnie. Trzymaliśmy wtedy jeszcze w rękach kijki z kiełbaskami…