– Panie, pańska teściowa już trzeci raz w tym miesiącu ląduje u nas na oddziale toksykologii z poważnym zatruciem grzybami – wydaje mi się to podejrzane.
– Panie doktorze, ta stara wiedźma chce mnie otruć i jak tylko wraca ze szpitala gotuje sos grzybowy. Sklerotyczka jednak się zapomina i zawsze próbuje czy dobrze doprawiła.

Festyn ludowy… Starsza pani korzysta właśnie z usług jasnowidza. Obok wypełnionego cudowną magią namiotu stoi zięć i popija piwko. Seans się kończy, zasłona się uchyla, kobieta wyraźnie poruszona podchodzi do mężczyzny.
– O mój Boże, ty wiesz, że właśnie dowiedziałam się gdzie, kiedy i na co umrę? Otóż…
– Nie.. nie.. nie – przerywa jej zięć – Niech mamusia nie mówi, mamusia mi kiedyś zrobi niespodziankę…

– Stefan! Co ty tam robisz na dole, w tej studni?
– Siedzę sobie, nie widać?
– Ale po co?
– Wszystko przez twoją matkę. Łazi za mną, szpieguje, gdzie bym nie spojrzał wszędzie ona – pod łóżkiem, w szafie, nawet wysrać się w spokoju nie mogę! A tu… Na najniższym szczebelku sobie siedzę, piwko mi się w wiaderku chłodzi, papieroski palę. Popatrz… jak mi się jedno piwko kończy pociągam za sznurek, wyciągam z wody wiaderko… o, cześć mamo!