Project Acoustic Kitty, czyli kot szpieg.


Kot to szpieg idealny. Jest cichy, niezauważalny i osiągnął mistrzostwo w uwodzeniu ludzi. Przy kocie można spokojnie paplać o planach podboju świata albo budowli nowych orlików. Nikt się o niczym nie dowie.

Tak zapewne wykoncypowali sobie analitycy CIA podczas mniej lub bardziej służbowego głaskania kotów na placówkach. Nie można dopuścić, by tak duży potencjał się zmarnował. Tym bardziej, że U.S. Army w tym samym czasie zabawia się z delfinami. I tak oto narodził się supertajny Project Acoustic Kitty.

Na pierwszy ogień poszedł szaro-biały kot, który miał za zadanie szwendać się i podsłuchiwać. Samo założenie podsłuchu nie było specjalnym problemem. Półtora centymetrowa pluskwa została na stałe wszczepiona w kość czaszki, mikrofon schowany w kanale usznym, a antena pod futrem ogona.

Pomijając fakt, że w ten sposób powstał pierwszy na świecie cyberagent, to sam projekt wyglądał przyzwoicie, a jedynym zmartwieniem była żywotność baterii nadajnika.

Po intensywnym treningu sprawnościowym, nauce oszukiwania wykrywacza kłamstw itp. wszystko szło zgodnie z planem. Do momentu, gdy kot się znudził, zgłodniał, coś go zaswędziało, przeleciało koło nosa, zapiszczało, zaświeciło, zamiauczało (kontrwywiad?)…

Po wydaniu ponad 20 000 000 dol. i spędzeniu 5 lat drapania za uchem uznano, że kot jest już w stanie dotrzeć na wyznaczone miejsce. Pierwszą udokumentowaną misją było podsłuchanie dwóch facetów w parku nieopodal ambasady sowieckiej. Kot dziarsko ruszył w stronę osobników tylko po to, by tuż przed parkiem zostać rozjechanym przez rodzimą taksówkę.

Oficjalny raport CIA opisał projekt Acoustic Kitty jako „niepraktyczny”, ale jednocześnie przyznano, że kota można nauczyć udawania się w konkretne miejsce na krótkich dystansach. Wiedza ta kosztowała 20 milionów dol. i 5 lat testów.

To wszystko nie żart, choć na taki wygląda. Wszystkie informacje pochodzą z genialnego opracowania Spycraft autorstwa Roberta Wallace’a i innych. Zapraszam do lektury i odmiennego spojrzenia na leżące obok mruczące futro.
media

Może to i dobrze że tak wyszło, koty są do kochania i pieszczenia, brudną robotę niech odwalają psy. Z drugiej strony patrząc, to lepiej przy kotach za dużo nie mówić, nigdy nie wiadomo co z tą wiedzą zrobią.

Trzeba będzie płacić za sam wstęp do Wenecji

Po raz pierwszy w historii każdy turysta, który wjedzie lub wpłynie statkiem do Wenecji, będzie musiał wnieść specjalną opłatę pobytową.

zdecydowana większość turystów przyjeżdża nad Canal Grande tylko na kilka godzin i nie zatrzymuje się w hotelach i to właśnie oni będą musieli płacić haracz za sam wstęp do miasta. Ta forma turystyki, nazywana we Włoszech „wpadnij i uciekaj”, uważana jest przez miejscowe władze za największe utrapienie i przyczynę niekontrolowanego napływu tłumów gości.

W projekcie budżetu przygotowanym przez rząd zapisano możliwość pobierania opłat w średniej wysokości od 2,50 do 5 euro od każdej osoby, która dotrze do Wenecji i wysp wokół niej dowolnym środkiem transportu.

Płacić ją będą tylko tzw. jednodniowi turyści. Zarządzono, że opłaty za wjazd lub wpłynięcie nie mogą być wyższe niż 10 euro.

Z tego podatku zwolnieni będą turyści zatrzymujący się w hotelach, gdyż dodatkowa opłata doliczana będzie do rachunku.
media

Zbojkotować tą ich zapleśniałą przereklamowaną Wenecję, bez turystów to miasto jest niczym… Turyści mogą ich nauczyć szacunku do pieniędzy które tam przywożą

Marsili – wulkan który może zniszczyć Italię.

Nigdy nie wysyłał żadnych niepokojących sygnałów, ale jego ściany są kruche, a on sam jest aktywny. Włoski wulkan Marsili może wybuchnąć w każdej chwili, a lawa, która przez lata się w nim zbierała, może wywołać potężne tsunami. Zagrożonych jest wiele regionów Włoch.

Marsili to podwodna góra, której wierzchołek znajduje się 450 m pod taflą wody. U podstawy ma 70 km długości, 30 km szerokości i 3 km wysokości. Znajduje się na Morzu Tyrreńskim, w odległości 150 km od Kampanii, na południowy zachód od Neapolu.

O jego istnieniu naukowcy wiedzą od lat 50. ub. wieku, ale do tej pory go nie badali. „W końcu rozmieściliśmy na nim sprzęt pomiarowy i najnowsze dane pokazują, że rzeczywiście wulkan jest aktywny” – powiedział włoski wulkanolog z włoskiego Narodowego Instytutu Geofizyki i Wulkanologii.

Lawa, rozrywając ściany wulkanu może wywołać fale tsunami, które uderzą w wybrzeża: Kampanii, Kalabrii i Sycylii – dodał wulkanolog. Wcześniej podobne ostrzeżenie wystosował szef Narodowego Instytutu Geofizyki i Wulkanologii. Ostrzegał, że erupcja wulkanu może nastąpić w każdej chwili.

Analiza danych wykazała, iż od wielu lat w komorze magmowej stale zbiera się lawa. „Jeżeli dojdzie do wybuchu, to może powstać tsunami, które uderzy w większość, jeśli nie całe południowe Włochy” – powiedział ekspert. Dodał, że nie ma sposobu, by przewidzieć, jak wielkie tsunami może wywołać taka erupcja.

W przeciwieństwie do wyspowego wulkanu Stromboli w pobliżu Sycylii, wulkan Marsili nie wybuchał we współczesnej historii, co powoduje, że jego erupcja może być groźna – powiedział. Stałe wybuchy wulkanów uwalniają bowiem energię i ciśnienie zarówno w przypadku Stromboli, jak i Etny, zlokalizowanych w największej w Europie aktywnej strefie wulkanicznej.
media

Kwestie związane ze światem super wulkanów są systematycznie spychanie w cień, jak gdyby te twory przyrody nie istniały. Otóż na naszej planecie istnieje kilka super wulkanów. Są one wyjątkowe, ponieważ w przypadku wybuchu jakiegokolwiek z nich doszłoby do zmian globalnych na naszej planecie. Wybuch takiego tworu to wybuch zwykłego wulkanu do wielokrotnej potęgi, wybuch kilka tysięcy razy silniejszy.

Pył, który wówczas dostałby się do atmosfery doprowadziłby do dużego ochłodzenia klimatu w skutek odcięcia dopływu promieni słonecznych a w dalszej kolejności do jakiejś czasowej epoki lodowcowej. Dalsze skutki to oczywiście wymieranie gatunków zwierząt, roślin, trudniejsze życie, choroby i infekcje.

Innymi słowy wybuch super wulkanu to coś destrukcyjnego dla życia na kilka a czasem i na kilkadziesiąt lat. Dlatego jeżeli kiedyś usłyszymy informację podobną do tej obecnej, o możliwości wybuchu konkretnego super wulkanu to nigdy nie przechodźmy obok takiej informacji obojętnie.

Strony łóżka mają kluczowe znaczenie w naszym życiu.

Osoby, które śpią po lewej stronie łóżka są szczęśliwsze i pozytywnie nastawione do życia, wynika z najnowszych badań. Wybór odpowiedniej strony łóżka okazuje się więc prostym sposobem na to, aby od rana zapewnić sobie dobry nastrój.

Na podstawie badań przeprowadzonych na 3 tys. osób naukowcy dostrzegli, że osoby śpiące po lewej stronie łóżka są zdecydowanie bardziej szczęśliwe, niż ich prawostronni „sąsiedzi”. Lepiej radzą sobie też ze stresem i dużym obciążeniem psychicznym.

Ponad jedna czwarta badanych, którzy wskazali, że śpią po lewej stronie łóżka, czują się bardzo pozytywnie nastawienie do życia. W przeciwieństwie do 18 proc. prawostronnych śpiochów.

„Badania jednoznacznie wskazały, że to, po której stronie łóżka śpimy, w znaczny sposób wpływa na nasz nastrój” – podsumowuje rzeczniczka firmy Premier Inn, która zleciła badania.

„Jak widać słusznie stwierdzamy, że ktoś w złym humorze wstał z łóżka lewą nogą” – dodaje.
media

Sposób na udane małżeństwo – obydwoje mają spać po lewej stronie. Czy śpicie po właściwej stronie łóżka?

Dzień Dobry Bardzo. Piątek 28 grudnia – Międzynarodowy Dzień Całowania, Dzień Rysia.

Imieniny dziś obchodzą: Antoni, Cezary, Dobrowieść, Domna, Domniusz, Emma, Godzisław, Teofila, Teona, Teonas, Troadiusz. Solenizantom składam najlepsze życzenia.

Z kalendarium:
856 – Wikingowie splądrowali Paryż.
1895 – W paryskiej kawiarni Grand Cafe odbył się pierwszy komercyjny pokaz kinowy, zorganizowany przez braci Lumiere.
1908 – Trzęsienie ziemi w okolicy Mesyny na Sycylii spowodowało śmierć ponad 100 tys. osób.
1944 – W nocy z 28 na 29 grudnia oddział UPA dokonał mordu na ponad 100 mieszkańcach wsi Łozowa koło Tarnopola.
1963 – Podczas wiecu w Płocku Władysław Gomułka przedstawił wstępny projekt zamrożenia zbrojeń jądrowych i termojądrowych (tzw. Plan Gomułki).
1989 – Sejm kontraktowy uchwalił 10 ustaw składających się na tzw. Plan Balcerowicza.
2005 – Wyniesiono na orbitę satelitę GIOVE-A, pierwszego należącego do europejskiego systemu nawigacji satelitarnej Galileo.

Za oknem pochmurno i przelotnie może padać deszcz. Temperatura w okolicy +5.

Życzę miłego dnia

Tatuaż z perspektywy czasu i upływu lat.

Nigdy nie potrafię przewidzieć, jaki będzie kolejny objaw mojego kryzysu wieku średniego. Jestem już za stary na młodą kochankę, sportowy samochód czy radykalne zmiany w życiu zawodowym. Sam się jednak zdziwiłem, kiedy nagle przedmiotem mojego pożądania stał się tatuaż.

Moja obsesja narodziła się w lecie zeszłego roku, kiedy na plaży w Ogunquit w stanie Maine zobaczyłem mężczyznę w moim wieku z wyblakłym tatuażem Marine Corps na lewym ramieniu. Sam służyłem w młodości w marines i zawsze byłem z tego dumny.

Inne ważne przeżycia odcisnęły piętno na moim wyglądzie – noszę przecież obrączkę ślubną, a na mojej twarzy stale maluje się osłupienie i niedowierzanie, typowe dla udręczonego ojca. Dlaczego więc, pomyślałem sobie, miałbym nie upamiętnić mojej służby w piechocie tatuażem – nawet w tak zaawansowanym wieku?

Moja żona od razu znalazła kilka powodów.

„Tatuaże są paskudne – powiedziała. – Będziesz wyglądał jak pracownik obwoźnego lunaparku. Masz – no, miałeś – ładne ciało. Po co szpecić je tandetnym dziełem pseudo-sztuki, którego nie da się usunąć, kiedy poniewczasie zmądrzejesz?”.

Odparłem, że dziś prawie każda osoba w wieku powyżej 15 lat ma jakiś tatuaż – motylek, kawałek drutu kolczastego, czyjeś imię lub coś równie głupawego. Mój za to wyrażałby dumę z przynależności do szanowanej, wojskowej wspólnoty.

W ostatnich latach tatuaże przestały być kojarzone z podejrzanymi typami i marginesem, a urosły do rangi szerokiego zjawiska społecznego. Według sondażu Pew Research Center z 2006 roku (to najnowszy, jaki znalazłem, a szukałem dość pobieżnie), 40 procent respondentów w wieku od 26 do 40 lat ma przynajmniej jeden tatuaż.

Gdy co jakiś czas wybieram się do pubów, barów lub kawiarni w północnym stanie Nowy Jork, gdzie mieszkam, odnoszę jednak wrażenie, że odsetek ten jest bliższy 99. Wydaje mi się, że każda ręka, która sięga po pieniądze, ozdobiona jest jakimś wzorem. A niewiele z tych tatuaży wyraża cokolwiek poza wątpliwym gustem właściciela.

Mimo wszystko chciałem mieć swój własny. Ale nie byłem pewien, czy zależy mi na nim aż tak bardzo, by ściągać na siebie gniew żony i drwiny 17-letniego syna. Ponieważ wiem, że najlepszą obroną jest atak, postanowiłem zasięgnąć fachowej wiedzy i porad ekspertów, zanim przedstawię rodzinie moje argumenty – albo wręcz postawię ją przed faktem dokonanym.

Odwiedziłem więc dwa salony tatuażu, jeden w Albany w Nowym Jorku, a drugi w Northampton w Massachusetts. W obu podano mi cenę między 80 a 100 dolarów za dyskretny, prosty napis USMC, którego wykonanie trwałoby około 45 minut. Usłyszałem też, że każde z miejsc przestrzega najwyższych standardów higieny.

Nie przyszło mi do głowy, o co jeszcze mógłbym spytać – może „czy naprawdę sądzi pan, że to dobry pomysł?” – ale odpowiedź, jaką usłyszałbym od wytatuowanych, najeżonych kolczykami i ćwiekami pracowników obu salonów wydawała się oczywista.

Tak wyglądają suche fakty.

Dla mnie ważniejsze były jednak opinie wynikające z osobistych doświadczeń, więc napisałem e-maila z prośbą o radę do dawnego kumpla z Marines.

„Najgorsza decyzja w moim życiu – odpisał. – Pamiętaj, że tego nie da się zmyć”.

Nie takiej odpowiedzi oczekiwałem. Spytałem więc innego starego przyjaciela, który służył w jednostce spadochroniarzy.

„Chyba oszalałeś – stwierdził. – Po tylu latach chcesz sobie zrobić tatuaż? Co za dziwny pomysł”.

Mój entuzjazm zaczął powoli słabnąć, ale jeszcze całkowicie nie zgasł. Zwróciłem się więc do mojej ulubionej barmanki, która, z tego co wiem, jeszcze nigdy mnie nie okłamała.

„Nikki – zagadnąłem ją pewnego wieczora, korzystając z chwili spokoju przy barze – czy żałujesz, że zrobiłaś sobie tatuaż?”. „Tatuaż? Jaki tatuaż?” – spytała. „Ten na plecach, na dole – odpowiedziałem. – Widać go zawsze, gdy pochylasz się, by wyczyścić blat”. „A, ten – wzruszyła ramionami. – Zapomniałam, że go mam. Sama nigdy go nie widzę”. „To co? Żałujesz? Czemu go sobie zrobiłaś?”. „Pewnie, że żałuję – powiedziała. – Byłam młoda i głupia. No bo kto inny robi sobie tatuaż?”.

I tu mnie zagięła. No właśnie, kto? I co mnie podkusiło? Spaczone wyczucie mody? Żałosna chęć załapania się na młodzieżowy trend? Bezmyślny zachwyt? Zacząłem mieć poważne wątpliwości, czy zrealizować to, co z początku wydało mi się świetnym pomysłem.

Po kilku dniach sondowania, co moi bliscy, jak również zupełnie obcy mi ludzie, sądzą na temat planowanej przeze mnie modyfikacji ciała, postanowiłem dać sobie spokój. W życiu popełniłem sporo błędów, ale żaden z nich nie został uwieczniony na mojej skórze przy użyciu urządzenia z igłą. I niech już tak zostanie.
media

Tatuaże przestały być kojarzone z podejrzanymi typami i marginesem, a urosły do rangi szerokiego zjawiska społecznego. No więc czy robić sobie tatuaż, czy nie robić?

Osobiście jestem na nie, zwłaszcza u kobiet. Jakoś nie czuję się dobrze, przytulając się do kogoś z czymś takim na skórze. Wygląda na to że nie przepadam za tuningiem…

Jakość spermy bardzo się pogorszyła i to powinno niepokoić rządzący PiS. To jak zaproszenie dla imigrantów z Azji i Afryki…

Zdeformowane, przegrzane, osłabione, leniwe… Jakość męskiego nasienia stale się obniża. Coraz częściej to po stronie mężczyzny leży przyczyna niepłodności w związku.

Stężenie plemników w spermie wśród mężczyzn z Europy, Ameryki Północnej, Australii i Nowej Zelandii przez 40 lat zmniejszyło się o ponad połowę.

Nie zauważono znaczącego spadku jakości spermy u mieszkańców Ameryki Południowej, Azji i Afryki.
media

Rząd powinien wdrożyć program poprawy jakości spermy Prawdziwych Polaków, potomków żołnierzy wyklętych itp…, inaczej Polkom pozostanie tylko dobra jakościowa sperma kolorowych imigrantów… Straszne, c’nie?

Wierzysz w Kosmitów? Co piąty dorosły wierzy.

W przekonaniu 20 proc. dorosłych, na Ziemi żyją upozorowani na ludzi przybysze z kosmosu – wynika z sondażu przeprowadzonego przez ośrodek Ipsos na próbie 23 tys. osób z 22 krajów.

Wiara w istnienie na naszej planecie pozaziemskich istot jest szczególnie rozpowszechniona w Indiach i Chinach, gdzie przyznało się do niej ponad 40 proc. ankietowanych. Najbardziej sceptyczni są natomiast Belgowie, Szwedzi i Holendrzy, wśród których tylko 8 proc. żywi takie przekonanie.

  • Wydaje się, że istnieje pewna korelacja między populacją kraju a odsetkiem ludzi wskazujących, że między nimi mogą żyć obcy – powiedział wiceprezes Ipsos ds. badań rynku John Wright. – Być może po prostu w mniej ludnych krajach jest większe prawdopodobieństwo, że lepiej zna się swoich sąsiadów – dodał.

Przeświadczenie o istnieniu między ludźmi kosmitów jest szczególnie rozpowszechnione wśród osób poniżej 35. roku życia. Ponadto, częściej wierzą w to mężczyźni (22 proc.) niż kobiety (17 proc.).
pap

Najczęściej otrzymywane odpowiedzi na pytanie o przekonanie w istnienie kosmitów:

„Tak, po co miałby istnieć tak ogromny, nieskończony wszechświat tylko i wyłącznie dla jednej, naszej prymitywnej cywilizacji.”

„Oczywiście, co to Układ Słoneczny w porównaniu do całego Wszechświata. Na pewno istnieją, ale raczej nie tacy, jakich sobie wyobrażamy.”

„Tak. W takiej ogromnej przestrzeni nie możemy być jedynymi istotami żywymi.”

„Zdecydowanie tak.”

„Pewnie, codziennie z nimi rozmawiam!”

„Ja w takie coś nie wierze i tyle.”
media

Ja wierzę w kosmitów i UFO, pojawiają się zawsze w okresie wyborów i przemawiają do mnie: UFOjta mi, UFOjta mi!

Politycy to niewątpliwie zakamuflowani kosmici, tak pieprzą od rzeczy… jakby byli nie z tej Ziemi.

Kopernik był (z) kobietą.

Kucharka czy może kochanka? Kim była dla Mikołaja Kopernika Anna Schilling? Według historyków kobieta najpierw żyła z astronomem – a zarazem kanonikiem – we Fromborku, a potem on odwiedzał ją w Gdańsku.

Tajemniczą „narzeczoną” – choć w rzeczywistości raczej kochanką, w końcu Kopernik był duchownym – była córka holenderskiego kupca Anna Schilling. Jej ojciec Arend van der Schilling wspólnie z Mikołajem Kopernikiem przez siedem lat (od 1529 do 1536 roku) byli prawnymi opiekunami grupy osieroconych dzieci. Zapewne tak się poznali.

Nie zachował się żaden portret Anny, ale wiele wskazuje na to, że musiała być naprawdę piękną i niezwykłą kobietą. Już po śmierci astronoma jego przełożony zabronił jej wracać do Fromborka, gdyż, jak wyjaśnił tamtejszym kanonikom, „trzeba się obawiać, iż tymi samymi sposobami, którymi wywołała u niego [Kopernika] obłąkanie […] może usidlić innego z was, moi bracia”.

Anna była już mężatką, gdy zamieszkała z Kopernikiem. Oficjalnie jako gospodyni, ale mały Frombork wrzał od plotek. Co się stało z mężem Anny, czy zmarł, czy ją opuścił, zachowane dokumenty nie mówią. Wiadomo jednak na pewno, że przełożony astronoma, biskup Dantyszek, kilkakrotnie zaklinał kanonika, żeby kobietę oddalił. – Musiało coś być na rzeczy, skoro w 1538 roku biskup udzielił Kopernikowi ojcowskiego upomnienia – sugeruje dyrektor Muzeum Okręgowego w Toruniu Marek Rubnikowicz.

Innego zdania jest kustosz muzeum Mikołaja Kopernika we Fromborku Jagoda Semków. – Kopernik przede wszystkim nie powinien być łączony z Anną Schilling, ponieważ nie powinno się przypisywać mu takich sytuacji życiowych – ucina spekulacje na temat życia prywatnego astronoma.

Oddajmy głos samemu Kopernikowi. – Pragnę wedle swych sił nie dopuścić do tego, bym się stał powszechną przyczyną zgorszenia – pisał w odpowiedzi biskupowi, ale do zaleceń się nie zastosował. Dopiero kolejne, w ostrzejszym już tonie upomnienie sprawia, że Anna wraca do Gdańska, gdzie Kopernik miał ją odwiedzać.

Być może mieszkała przy Mariackiej 1, gdzie niedawno podczas remontu pod podłogą w piwnicy znaleziono fragmenty skrzyni z przerdzewiałymi okuciami. Na zbutwiałej desce z tyłu widnieje data A.D. 1539 i napis „Anna” oraz zamazane nazwisko, prawdopodobnie „Schilli..”
media

Anna Schilling musiała być istotą naprawdę śliczną i obdarzoną magnetyczną osobowością. Z pewnością była to jedna z najpiękniejszych i najjaśniejszych gwiazd Mikołaja Kopernika…

Mniej wybielone legendy podają: Niewykluczone, że Mikołaj utrzymywał kontakty z dwiema kobietami: matką i córką…

Pominąwszy dorobek naukowy, Mikołaj okazuje się być normalnym duchownym co żadnej kucharce nie przepuści. Widocznie tak już z duchownymi Kościoła katolickiego jest od zawsze.

Czy to wyjaśnia dlaczego udało mu się zatrzymać słońce i ruszyć ziemię? Czy miłość i namiętność były u podstaw jego geniuszu i odwagi, aby głosić „wywrotowe” na tamte czasy tezy?

Dzień Dobry Bardzo. Sobota 22 grudnia – Dzień Strusia, Dzień Przybijania Piątki.

Imieniny dziś obchodzą: Beata, Dobrosułka, Drogomir, Dziesława, Dziwisław, Flawian, Franciszka, Franciszka Ksawera, Gryzelda, Honorata, Ischyrion, Judyta, Ksawera, Luboradz, Zenon, Zenona. Solenizantom składam najlepsze życzenia.

Z kalendarium:
1906 – Rozpoczął się tzw. lokaut łódzki, podczas którego bez pracy pozostawało 30 tys. ludzi.
1938 – Niemiecki fizyk Otto Hahn przeprowadził pierwszą próbę rozszczepienia jądra atomowego.
1944 – 82 Polaków zostało zamordowanych przez UPA w Toustobabach na Wołyniu.
1965 – Polska podpisała umowę licencyjną z Fiatem na produkcję w kraju modelu 125p.
1984 – Powstała Inspekcja Robotniczo-Chłopska.
2001 – W Teksasie urodziła się pierwsza sklonowana kotka o imieniu CC.

Za oknem pochmurno, może przelotnie padać deszcz. Wieje wiatr. Temperatura w okolicy +8.

Przedświąteczne urwanie głowy… czy to duch Bożego Narodzenia?

Życzę miłego dnia.