Zima stulecia 2019 dalej możliwa – nadchodzi polarny wir zaskakujący synoptyków…

Nad Arktyką trwa zjawisko zwane nagłym ogrzewaniem stratosfery lub SSW od ang. Sudden Stratospheric Warming. Meteorolodzy są pewni, że w ciągu najbliższych trzech tygodni Europa znajdzie się pod wpływem znacznie chłodniejszych mas powietrza.

Zdaniem synoptyków oznacza to, że w Europie zagości na stałe zimowa aura z mrozem i obfitymi opadami śniegu. Na wschodzie i w centrum naszego kontynentu pokrywa śniegowa powinna przetrwać przynajmniej do lutego. Obecnie trwające zjawisko SSW rozpoczęło się mniej więcej tydzień temu i obecnie pogodowe szaleństwo zaczyna już docierać do troposfery, czyli warstwy atmosfery w której żyjemy.

Co jakiś czas stratosfera nagle ogrzewa się do kilkudziesięciu stopni pod wpływem ciepła słonecznego odbitego od Ziemi i w efekcie osłabia arktyczny wir polarny, czyli atmosferyczny prąd strumieniowy pędzący nad Arktyką z prędkością ponad 130 km/h. Zdarzały się przypadki, gdy zjawisko SSW wpływało na jego kierunek powodując meandrowanie prądów strumieniowych wchodzących w skład wiru polarnego. Takie zjawisko będzie napędzało do Europy mroźne masy powietrza.

Eksperci obawiają się też, że w takich warunkach jak obecnie istnieje duże prawdopodobieństwo blokowania się układów niskiego ciśnienia, co może skutkować pozostawaniem polarnego mrozu na danym obszarze w bardzo długim okresie czasu.
media

Kolejny raz pogoda zaskakuje synoptyków.Pogodowe satelity, radary i inne gadżety okazują się bezwartościowymi zabawkami w spotkaniu z naturą i pobożnymi życzeniami pogodowych wróżbitów. Jak my chcemy podbić ten wszechświat, jak nie potrafimy przewidzieć zwykłej pogody?

Jesteśmy efektem naukowego eksperymentu innej cywilizacji?

Pytanie o Stwórcę jest stare jak świat. Zagorzała dyskusja między sceptykami, a wierzącymi prawdopodobnie nigdy nie ucichnie. Istnieje jednak inna, trzecia możliwość – otaczający na świat ze wszystkimi cudami natury, odległymi obłokami gwiezdnymi i widocznymi jedynie pod mikroskopem mikroorganizmami powstał w wyniku umyślnego działania inteligentnej cywilizacji.

Jakże piękny był obraz świata jeszcze kilkaset lat temu. Ziemia znajdowała się w centrum wszystkiego, wokół niej krążyło słońce, a w przestrzeni pozaziemskiej, na kryształowych orbitach poruszały się planety. Wszystko to sześć tysięcy lat temu zostało stworzone przez wszechmogącego Boga, który od czasu do czasu pokazuje ludziom swoje niezadowolenie lub miłość. Choć nadal taką wizję podziela zadziwiająco wiele osób, to postęp naukowy zmusił rozumną resztę do zrewidowania poglądów.

W świetle obecnych faktów, Wszechświat powstał w wyniku wielkiego wybuchu. Dla osób wierzących nie jest to jednoznaczne z brakiem konieczności istnienia Boga – mógł on przecież być inicjatorem tej „praeksplozji”.

Mógł, ale nie musiał, przynajmniej nie za każdym razem. Fizycy wierzą bowiem, że Wszechświatów podobnych do naszego może być niezliczona ilość. Sami teoretycznie wiedzą też jak można by Wszechświat stworzyć i to bez użycia niebotycznych ilości energii i sprzętu, który „być może” kiedyś powstanie. W zasadzie już dziś przy użyciu maszyny przypominającej Wielki Zderzacz Hadronów można byłoby pokusić się o status stwórcy.

Przepis na Wszechświat jest całkiem prosty, a łatwość wynika ze szczególnej właściwości grawitacji, która posiada ujemną energię. Stworzenie Wszechświata nie wymaga więc nieprawdopodobnej ilości energii – zaledwie tyle, ile potrzeba do stworzenia czarnej dziury.

Czarne dziury sztucznie stworzone w akceleratorach cząsteczek mogłyby być mikroskopijne – bardzo mała masa ściśnięta do nieprawdopodobnie niewielkich rozmiarów. Ponieważ grawitacja posiada ujemną energię ich rozmiar nie ma jednak znaczenia: mogłyby bowiem rozprężać się i powiększać w innych wymiarach. Byłoby to dokładnie takie samo zjawisko jakie zainicjowało nasz Wszechświat – nagła ekspansja mikroskopijnej porcji materii.

Prawa fizyki nie wykluczają takiego scenariusza. Pytanie brzmi jednak, czy ktoś skorzystał już z tej metody produkcji Wszechświatów. Nie musiał to wcale być wszechmogący Bóg – wystarczyło, że odpowiednio inteligentna cywilizacja, opracowała sposób produkcji czarnych dziur. Raz utworzona dziura mogła stworzyć w innych wymiarach Wszechświat. Podobnie jak w naszym, tak i w nowopowstałym prawa fizyki doprowadziłyby do powstania gwiazd i planet, a ewolucja wykształciłaby życie.

Być może my sami jesteśmy efektem takiego naukowego eksperymentu innej, myślącej cywilizacji. Z punktu widzenia fizyki tacy ”ojcowie stworzyciele” nie mogliby ingerować w raz stworzony Wszechświat.

Trudno sobie wyobrazić cywilizację, która mogąc teoretycznie tworzyć inne Wszechświaty, nie pokusiłaby się, aby w wykorzystać swoją wiedzę w praktyce. Może się więc okazać, że podobny scenariusz jest bardzo częstą i powszechną praktyką. Na przestrzenia miliardów lat, miliony wystarczająco zaawansowanych cywilizacji mogły tworzyć inne Wszechświaty, w których powstawały kolejne cywilizacje, tworzyły kolejne i tak w nieskończoność.
media

Czy byłaby to odpowiedź na odwieczne pytanie o Stwórcę? Niekonieczne. Pierwszy „oryginalny” Wszechświat też musiał się skądś wziąć.

Kot każdego dnia okazuje, że cię kocha.

Koty nie należą do najbardziej wylewnych zwierząt. Zdarza się nawet, że ich właściciele mają żal, że nie okazują przywiązania i radości tak jak np. psy. Ponieważ jednak koty nigdy nie były zwierzętami stadnymi, nie wykształciły odruchów i zachowań jednoznacznie demonstrujących sympatię i przyjaźń. Nie znaczy to jednak, że nie potrafią ich okazać. Oto 10 sposobów, w jakie twój kot każdego dnia okazuje, że cię kocha.

Mruczenie

To jeden z najbardziej charakterystycznych, poza miauczeniem, dźwięków wydawanych przez koty. Powszechnie uznaje się, że mruczenie zawsze oznacza zadowolenie. Warto wiedzieć, że tak nie jest, koty mruczą w różnych sytuacjach. Na przykład kocica robi to, by uspokoić małe, młode kociaki mruczą, gdy chcą się bawić, mruczeniem jeden zwierzak daje sygnał drugiemu, że ma pozytywne zamiary. Mruczenie może też oznaczać coś niepokojącego, np. strach lub ból. Jeśli jednak kot mruczy w twojej obecności i robi to w charakterystyczny, „zadowolony” sposób, np. kiedy leży zwinięty u twoich stóp lub na kolanach, możesz być pewien, że robi to po to, by okazać uczucie i oznajmić „naprawdę cię lubię”.

Ocieranie

Czy zdarza się, że twój czworonożny przyjaciel z lubością ociera się o ciebie lub „przytula” do twojego policzka? A więc jest się z czego cieszyć – masz kota, który cię kocha. Wzdłuż ogona i przy jego podstawie, po obu stronach głowy, na wargach, brodzie, obok genitaliów i pomiędzy przednimi łapami kot ma gruczoły zapachowe, którymi znaczy swój teren. Przytulanie i ocieranie możesz więc traktować jako „oznaczenie cię” na przyjaciela. Przy okazji kot zostawia na tobie swój zapach na wypadek, gdyby jakiś intruz chciał mu cię odebrać.

Zdarza się też, że koty uderzają ludzi łepkiem, wygląda to trochę jak popularny „baranek”. Ten gest nie powinien wywoływać niepokoju, to wyraz akceptacji dla ciebie.

Turlanie

Czy twój kot kładzie się przed tobą na grzbiecie, wyciąga łapki i turla się? W ten sposób okazuje ci całkowite zaufanie. Odsłania brzuch, jedno ze swoich najbardziej delikatnych miejsce, wierząc, że nie zrobisz mu krzywdy. Jak reagować w takiej sytuacji? Przede wszystkim należy pamiętać, że turlanie nie oznacza prośby, by drapać czy „tarmosić” delikatny brzuch kota. Na takie zachowanie zareaguje on gwałtownym sprzeciwem, może nawet ugryźć lub podrapać. Gdy kot turla się przed tobą, możesz go delikatnie pogłaskać po głowie lub pyszczku, pobawić się z nim, albo po prostu ucieszyć się z wyznania, które w kocim języku oznacza mniej więcej „jesteś fajny, lubię cię”.

Ugniatanie

To zachowanie jest pozostałością po czasach wczesnej młodości. Małe kotki ugniatają sutki matki, by pobudzić je do wytwarzania mleka. Ten gest jest kojarzony także z zadowoleniem i bezpieczeństwem, jeśli więc zdarza się, że twój kot „ugniata”, na przykład leżąc na twoich kolanach, mówi ci w ten sposób, że jest zrelaksowany i czuje się bezpiecznie. Odruchowi ugniatania czasem może towarzyszyć ślinienie się. To także pozostałość po okresie niemowlęcym, kiedy kociak był karmiony przez matkę.

Przynoszenie ofiary

Nie przez wszystkich jest to lubiane. Zwłaszcza kobiety mają problem z zaakceptowaniem zachowania, na które istnieje co najmniej kilka wytłumaczeń. Najpopularniejsze z nich mówi, że zwierzę przynosi swoją ofiarę jako prezent dla kogoś, kogo kocha, a więc w takiej sytuacji opiekun powinien się czuć doceniony. Inna z teorii głosi, że kot uważa swojego właściciela za nie najlepszego łowcę i w ten sposób chce mu pokazać, jak należy polować. Niektórzy z kolei twierdzą, że zwierzę przynosi efekt swoich łowów w miejsce, w którym najczęściej jada i w którym czuje się bezpiecznie. Jedno jest pewne – to zachowanie należy łączyć z miłością, troską i przywiązaniem, więc nawet jeśli go nie lubisz, powstrzymaj się od okazywania niezadowolenia czy tym bardziej karania zwierzęcia.

Powolne zamykanie oczu

Oczy, nazywane czasem zwierciadłem duszy, odgrywają ważną rolę także u kotów. Już sam fakt, że są nieproporcjonalnie duże w porównaniu do pyszczka, świadczy o tym, że spełniają kilka ważnych funkcji. Wyczytasz w nich, czy twój kot jest przestraszony (mocno otwarte oczy i rozszerzone źrenice), agresywny (oczy zwężone), czy spokojny i zrelaksowany. Ten ostatni stan rozpoznasz po tym, że pupil będzie powoli otwierał i zamykał oczy. To oznaka, że czuje się pewnie i bezpiecznie. Jeśli więc kot siedzi na twoich kolanach z delikatnie przymkniętymi oczami i powoli porusza powiekami – oznacza to, że jesteś dla niego dobrym opiekunem.

Spanie

To dosyć przewrotny sposób na okazanie przywiązania. Prawdą jest jednak, że koty są śpiochami, niektóre z nich potrafią drzemać nawet 16 godzin na dobę. Śpiące zwierzę jest bezbronne, dlatego koty starannie wybierają przestrzeń na drzemkę. Zdarza im się wciskać się w małe, pozornie niewygodne miejsca. Robią to, by ograniczyć możliwości ewentualnego ataku. Wiedzą, że jeśli mają za sobą np. ścianę, nikt nie zaatakuje ich od tyłu. Gdy więc kot kładzie ci się na kolanach, albo zdarza mu się zasypiać u twoich stóp, pokazuje, że w twoim towarzystwie czuje się naprawdę bezpiecznie.

Lizanie

Czy zdarza się, że kociak liże ci twarz, dłonie lub włosy? Nie dla każdego jest to miłe, choć jednocześnie trudno wyobrazić sobie zwierzęcego opiekuna, któremu przyjemności nie sprawia delikatne lizanie po rękach. I słusznie, bo zwierzak w ten sposób okazuje swoje przywiązanie i radość. To jedno z jego pierwszych doznań – jako mały kociak, zanim jeszcze otworzył oczy, był lizany i myty przez matkę.

Delikatne gryzienie

Czasem kot bierze kawałek skóry człowieka w swoje zęby i przez chwilę ją przytrzymuje. Najczęściej robi tak z przedramieniem, policzkiem, palcem, a nawet nosem. Ten gest jest delikatny i nie wywołuje bólu – kot nie chce nas ugryźć, tylko pocałować, oczywiście na swój, koci sposób. W ten sposób zwierzę wskazuje, że czuje się kochane. Najczęściej po takim „pocałunku” następuje lizanie.

Ogon uniesiony do góry

Ogon służy kotu do oznajmiania, jaki ma humor. Jeśli chcesz wiedzieć jak się czuje twój pupil, obserwuj jego ogon. Uniesiony oznacza spokój i zadowolenie. Jeśli więc kociak biegnie na twoje powitanie z podniesionym do góry ogonem możesz być spokojny – nie dość, że ma dobry humor, to jeszcze okazuje, że cieszy się na twój widok. Możesz czuć się jak prawdziwy szczęściarz – twój kot naprawdę cię kocha i właśnie pokazuje ci, że z nikim nie jest mu tak dobrze jak z tobą.
media.pl

Mówią że świat dzieli się na tych co kochają koty i na tych co jeszcze o tym nie wiedzą. Bo kot naszym przyjacielem jest…

Żyjemy w ZOO a obcy przyglądają się nam z rozbawieniem.

Jeżeli weźmiemy pod uwagę liczbę znanych nam galaktyk, gwiazd i okrążających je planet, wokół Ziemi powinno być mnóstwo pozaziemskich form życia, gdzie zatem się podziały? To pytanie – znane jako paradoks Fermiego – jest logiczne, jeżeli popatrzymy na ogrom wszechświata. Wymyślano już przeróżne odpowiedzi na tak postawione pytanie, ale jedną z najlepszych i najbardziej zastanawiających jest hipoteza ZOO.

Hipoteza ZOO została wymyślona w 1973 r. przez Johna Balla, astronoma MIT. Na podstawie hipotezy ZOO, przedstawiciele inteligentnych cywilizacji pozaziemskich unikają kontaktu z ludźmi lub unikają wpływu na ludzką cywilizację, obserwując ją z odległości – podobnie jak pracownicy zoo obserwują zwierzęta. Zwolennicy tej teorii twierdzą, że obcy mogą korzystać z aparatury ukrytej w Układzie Słonecznym do prowadzenia analiz i obserwacji ludzkości. Przedstawiciele obcej cywilizacji nawiążą z nami kontakt, gdy osiągniemy odpowiedni stopień rozwoju.

Innymi słowy: ludzkość jest tak prymitywna, że kosmici nie chcą się z nią kontaktować. Ma to sens, jeżeli założymy, że życie mogło ewoluować w znacznie szybszym tempie na innych planetach naszej galaktyki. Tempo, w jakim ludzkość rozwinęła się w ciągu ostatnich 100 lat, rzuca światło na to, jak dużo bardziej zaawansowana jest cywilizacja o 100 mln lat starsza.

„Sto lat temu nie mogliśmy komunikować się na międzygwiezdnych dystansach. Inne cywilizacje tysiące lat starsze od nas prawdopodobnie używają jeszcze bardziej zaawansowanych technologii, takich jak np. modulowane promienie gamma. My wciąż nie wiemy, jak ich użyć” – twierdzi John Ball.

Jeżeli hipoteza zoo jest prawidłowa, to gdzieś tam istnieje cywilizacja na tyle bardziej zaawansowana niż nasza, że nic dla niej nie znaczymy.

Z koncepcją ZOO wydawał się zgadzać Stephen Hawking, który jakiś czas temu powiedział, że obawia się, iż nasze sygnały wysyłane w przestrzeń kosmiczną zostaną odebrane przez wrogo nastawione formy życia. Mamy niewiele czasu na ewolucję, zważywszy na to, że za 1000 lat… nie będzie nas już na Ziemi.
media

Teoria dobra jak każda, bo jesteśmy jak pijane dzieci we mgle. Chcemy podbijać kosmos a nie znamy tego co na Ziemi i tego co jest w nas samych…

Odpowiedź na pytanie „jak pompować opony” jest dość prosta…

Wokół pompowania opon powstało wiele mitów. Tymczasem odpowiedź na pytanie, „jak pompować opony” jest dość prosta.

Opony należy pompować, a przynajmniej sprawdzać ciśnienie w kołach, możliwie często – przynajmniej raz w miesiącu. Jest bowiem naturalne, że powietrze stopniowo „ucieka” z opon zarówno przez pory gumy, jak i przez niedoskonałe zaworki. Ze sprawnego koła może uchodzić ok. 0,1 bara w ciągu miesiąca.

Na ciśnienie w kołach mają wpływ nie tylko naturalne ubytki powietrza, lecz także temperatura otoczenia. Ma to duże znaczenie zimą, gdy temperatury spadają do minus kilkunastu stopni Celsjusza – wówczas szczególnie często zdarza się, że mamy w kołach zdecydowanie za niskie ciśnienie. Nie tylko powoduje to przyspieszone zużycie opon, lecz także zwiększoną podatność na uszkodzenia mechaniczne. W takiej sytuacji należy opony dopompować jak najszybciej – jeśli w czasie mrozów nie działają ogólnodostępne kompresory na stacjach benzynowych, warto podjechać do warsztatu wulkanizacyjnego.

Ekspert radzi: Im, wyższe ciśnienie w kołach, tym mniejsze opory toczenia, mniejsza podatność opon na usterki mechaniczne, ale też niższy komfort jazdy i nieco gorsza przyczepność na ośnieżonej nawierzchni. Stąd wniosek: ciśnienie powietrza w kołach, które zawsze jest pewnym kompromisem, powinno być optymalnie dobrane do aktualnej potrzeby.

O tym, jaką powinno mieć wartość, dowiemy się z wlepki, jaka znajduje się w każdym samochodzie na słupku czy klapce wlewu paliwa. Sugestię, by dopompować koła w przypadku pełnego obciążenia samochodu, warto traktować serio; i odwrotnie: jeżdżąc niemal pustym samochodem, warto czasem upuścić nieco powietrza. Ciśnienie w kołach można zwiększyć w przypadku pokonywania dłuższych tras z większą prędkością – do wartości rekomendowanych dla auta obciążonego.

Czy warto pompować koła azotem? Jest to niewątpliwie bardzo dobry gaz do pompowania kół: jest obojętny dla materiałów, z którego wykonane są opony, opona napompowana azotem dobrze trzyma ciśnienie, nie reaguje gwałtownym wzrostem lub spadkiem objętości na zmiany temperatury. Warto jednak wiedzieć, że w zwykłym powietrzu atmosferycznym znajduje się… ok. 78% azotu. Należy sobie uświadomić, że opony do samochodów osobowych są przystosowane do pompowania ich zwykłym powietrzem atmosferycznym. Wreszcie – przypadki zużycia wewnętrznej części opon z powodu zastosowania powietrza atmosferycznego – właściwie nie zdarzają się. Wreszcie – w normalnym samochodzie osobowym zastosowanie azotu raczej nie będzie w jakikolwiek sposób odczuwalne przez kierowcę. Wniosek: pompowanie azotem absolutnie nie zaszkodzi, ale też lepiej nie liczyć na wyraźne korzyści z nim związane. Z azotem czy bez – zaleca się kontrolę ciśnienia powietrza w oponach raz na miesiąc.
media

Lepiej pompować niż nie… a ogólna zasada jest taka – pompować należy tak, aby ilość powietrza na górze i dole opony była jednakowa. 😉

Prosty trik na zsuwające się z palców plastry opatrunkowe.

Niezależnie od rodzaju wszystkie plastry opatrunkowe mają jedną wspólną, irytującą cechę – przyklejone na palec zsuwają się z niego z byle powodu. Ten bardzo prosty trik sprawi, że pozostaną na swoim miejscu o wiele dłużej – potwierdzają to pielęgniarki.

Tradycyjne białe cięte „z metra”, wodoodporne w kolorze skóry czy z kolorowymi nadrukami – wszystkie plastry opatrunkowe mają tendencję do zsuwania się z palców i zostawiania lepiących się śladów z kleju.

Żeby tego uniknąć, wystarczy zastosować prostą sztuczkę. Jedyne, czego potrzebujesz, to nożyczki: najpierw nacinasz plaster wzdłuż z obu stron, pozostawiając prostokątny wacik nienaruszony.

W drugiej kolejności naklejasz go na palec, zawijając każdy z czterech powstałych po przecięciu końców „na krzyż”, czyli po przekątnej. Dzięki temu plaster będzie się lepiej trzymał i dłużej pozostanie na swoim miejscu.
media

To działa…

Prosty trik na zsuwające się z palców plastry opatrunkowe.

Project Acoustic Kitty, czyli kot szpieg.


Kot to szpieg idealny. Jest cichy, niezauważalny i osiągnął mistrzostwo w uwodzeniu ludzi. Przy kocie można spokojnie paplać o planach podboju świata albo budowli nowych orlików. Nikt się o niczym nie dowie.

Tak zapewne wykoncypowali sobie analitycy CIA podczas mniej lub bardziej służbowego głaskania kotów na placówkach. Nie można dopuścić, by tak duży potencjał się zmarnował. Tym bardziej, że U.S. Army w tym samym czasie zabawia się z delfinami. I tak oto narodził się supertajny Project Acoustic Kitty.

Na pierwszy ogień poszedł szaro-biały kot, który miał za zadanie szwendać się i podsłuchiwać. Samo założenie podsłuchu nie było specjalnym problemem. Półtora centymetrowa pluskwa została na stałe wszczepiona w kość czaszki, mikrofon schowany w kanale usznym, a antena pod futrem ogona.

Pomijając fakt, że w ten sposób powstał pierwszy na świecie cyberagent, to sam projekt wyglądał przyzwoicie, a jedynym zmartwieniem była żywotność baterii nadajnika.

Po intensywnym treningu sprawnościowym, nauce oszukiwania wykrywacza kłamstw itp. wszystko szło zgodnie z planem. Do momentu, gdy kot się znudził, zgłodniał, coś go zaswędziało, przeleciało koło nosa, zapiszczało, zaświeciło, zamiauczało (kontrwywiad?)…

Po wydaniu ponad 20 000 000 dol. i spędzeniu 5 lat drapania za uchem uznano, że kot jest już w stanie dotrzeć na wyznaczone miejsce. Pierwszą udokumentowaną misją było podsłuchanie dwóch facetów w parku nieopodal ambasady sowieckiej. Kot dziarsko ruszył w stronę osobników tylko po to, by tuż przed parkiem zostać rozjechanym przez rodzimą taksówkę.

Oficjalny raport CIA opisał projekt Acoustic Kitty jako „niepraktyczny”, ale jednocześnie przyznano, że kota można nauczyć udawania się w konkretne miejsce na krótkich dystansach. Wiedza ta kosztowała 20 milionów dol. i 5 lat testów.

To wszystko nie żart, choć na taki wygląda. Wszystkie informacje pochodzą z genialnego opracowania Spycraft autorstwa Roberta Wallace’a i innych. Zapraszam do lektury i odmiennego spojrzenia na leżące obok mruczące futro.
media

Może to i dobrze że tak wyszło, koty są do kochania i pieszczenia, brudną robotę niech odwalają psy. Z drugiej strony patrząc, to lepiej przy kotach za dużo nie mówić, nigdy nie wiadomo co z tą wiedzą zrobią.

Trzeba będzie płacić za sam wstęp do Wenecji

Po raz pierwszy w historii każdy turysta, który wjedzie lub wpłynie statkiem do Wenecji, będzie musiał wnieść specjalną opłatę pobytową.

zdecydowana większość turystów przyjeżdża nad Canal Grande tylko na kilka godzin i nie zatrzymuje się w hotelach i to właśnie oni będą musieli płacić haracz za sam wstęp do miasta. Ta forma turystyki, nazywana we Włoszech „wpadnij i uciekaj”, uważana jest przez miejscowe władze za największe utrapienie i przyczynę niekontrolowanego napływu tłumów gości.

W projekcie budżetu przygotowanym przez rząd zapisano możliwość pobierania opłat w średniej wysokości od 2,50 do 5 euro od każdej osoby, która dotrze do Wenecji i wysp wokół niej dowolnym środkiem transportu.

Płacić ją będą tylko tzw. jednodniowi turyści. Zarządzono, że opłaty za wjazd lub wpłynięcie nie mogą być wyższe niż 10 euro.

Z tego podatku zwolnieni będą turyści zatrzymujący się w hotelach, gdyż dodatkowa opłata doliczana będzie do rachunku.
media

Zbojkotować tą ich zapleśniałą przereklamowaną Wenecję, bez turystów to miasto jest niczym… Turyści mogą ich nauczyć szacunku do pieniędzy które tam przywożą

Marsili – wulkan który może zniszczyć Italię.

Nigdy nie wysyłał żadnych niepokojących sygnałów, ale jego ściany są kruche, a on sam jest aktywny. Włoski wulkan Marsili może wybuchnąć w każdej chwili, a lawa, która przez lata się w nim zbierała, może wywołać potężne tsunami. Zagrożonych jest wiele regionów Włoch.

Marsili to podwodna góra, której wierzchołek znajduje się 450 m pod taflą wody. U podstawy ma 70 km długości, 30 km szerokości i 3 km wysokości. Znajduje się na Morzu Tyrreńskim, w odległości 150 km od Kampanii, na południowy zachód od Neapolu.

O jego istnieniu naukowcy wiedzą od lat 50. ub. wieku, ale do tej pory go nie badali. „W końcu rozmieściliśmy na nim sprzęt pomiarowy i najnowsze dane pokazują, że rzeczywiście wulkan jest aktywny” – powiedział włoski wulkanolog z włoskiego Narodowego Instytutu Geofizyki i Wulkanologii.

Lawa, rozrywając ściany wulkanu może wywołać fale tsunami, które uderzą w wybrzeża: Kampanii, Kalabrii i Sycylii – dodał wulkanolog. Wcześniej podobne ostrzeżenie wystosował szef Narodowego Instytutu Geofizyki i Wulkanologii. Ostrzegał, że erupcja wulkanu może nastąpić w każdej chwili.

Analiza danych wykazała, iż od wielu lat w komorze magmowej stale zbiera się lawa. „Jeżeli dojdzie do wybuchu, to może powstać tsunami, które uderzy w większość, jeśli nie całe południowe Włochy” – powiedział ekspert. Dodał, że nie ma sposobu, by przewidzieć, jak wielkie tsunami może wywołać taka erupcja.

W przeciwieństwie do wyspowego wulkanu Stromboli w pobliżu Sycylii, wulkan Marsili nie wybuchał we współczesnej historii, co powoduje, że jego erupcja może być groźna – powiedział. Stałe wybuchy wulkanów uwalniają bowiem energię i ciśnienie zarówno w przypadku Stromboli, jak i Etny, zlokalizowanych w największej w Europie aktywnej strefie wulkanicznej.
media

Kwestie związane ze światem super wulkanów są systematycznie spychanie w cień, jak gdyby te twory przyrody nie istniały. Otóż na naszej planecie istnieje kilka super wulkanów. Są one wyjątkowe, ponieważ w przypadku wybuchu jakiegokolwiek z nich doszłoby do zmian globalnych na naszej planecie. Wybuch takiego tworu to wybuch zwykłego wulkanu do wielokrotnej potęgi, wybuch kilka tysięcy razy silniejszy.

Pył, który wówczas dostałby się do atmosfery doprowadziłby do dużego ochłodzenia klimatu w skutek odcięcia dopływu promieni słonecznych a w dalszej kolejności do jakiejś czasowej epoki lodowcowej. Dalsze skutki to oczywiście wymieranie gatunków zwierząt, roślin, trudniejsze życie, choroby i infekcje.

Innymi słowy wybuch super wulkanu to coś destrukcyjnego dla życia na kilka a czasem i na kilkadziesiąt lat. Dlatego jeżeli kiedyś usłyszymy informację podobną do tej obecnej, o możliwości wybuchu konkretnego super wulkanu to nigdy nie przechodźmy obok takiej informacji obojętnie.

Strony łóżka mają kluczowe znaczenie w naszym życiu.

Osoby, które śpią po lewej stronie łóżka są szczęśliwsze i pozytywnie nastawione do życia, wynika z najnowszych badań. Wybór odpowiedniej strony łóżka okazuje się więc prostym sposobem na to, aby od rana zapewnić sobie dobry nastrój.

Na podstawie badań przeprowadzonych na 3 tys. osób naukowcy dostrzegli, że osoby śpiące po lewej stronie łóżka są zdecydowanie bardziej szczęśliwe, niż ich prawostronni „sąsiedzi”. Lepiej radzą sobie też ze stresem i dużym obciążeniem psychicznym.

Ponad jedna czwarta badanych, którzy wskazali, że śpią po lewej stronie łóżka, czują się bardzo pozytywnie nastawienie do życia. W przeciwieństwie do 18 proc. prawostronnych śpiochów.

„Badania jednoznacznie wskazały, że to, po której stronie łóżka śpimy, w znaczny sposób wpływa na nasz nastrój” – podsumowuje rzeczniczka firmy Premier Inn, która zleciła badania.

„Jak widać słusznie stwierdzamy, że ktoś w złym humorze wstał z łóżka lewą nogą” – dodaje.
media

Sposób na udane małżeństwo – obydwoje mają spać po lewej stronie. Czy śpicie po właściwej stronie łóżka?