Dziś 70 rocznica desantu amerykańskiej stonki ziemniaczanej na polskie wybrzeże, która po uchwyceniu przyczółków na brzegu rozpleniła się po całym kraju.

1 czerwca 1950 – Ukazał się komunikat prasowy Ministerstwa Rolnictwa i Reform Rolnych o zrzuceniu przez amerykańskie samoloty u polskiego wybrzeża masowych ilości stonki ziemniaczanej, która po wydostaniu się na brzeg miała się rozplenić po całym kraju.

Stonka, niszcząc ziemniaki, pozbawia nas podstawowego pokarmu, sprowadza nam głód – ostrzegano…

Chrząszcz ten miał zostać zrzucony przez samoloty amerykańskie do Bałtyku, skąd wypełzł na polskie wybrzeże. Następnie – jak donosiła „Trybuna Ludu” – rozpoczął wymierzone w socjalistyczną Polskę działania dywersyjno-sabotażowe w postaci zachłannej konsumpcji liści ziemniaków, uniemożliwiając w ten sposób dalszy wzrost bulw ziemniaczanych.

amerykańska stonka w natarciu…

Władze wydały stonce bezlitosną wojnę, ogłaszając liczne uchwały, apele i okólniki, na których podstawie do walki włączono tysiące obywateli, regularnie przeczesujących plantacje ziemniaków w poszukiwaniu ognisk stonki. Do swego rodzaju rozpracowania operacyjnego tego chrząszcza przystąpili także funkcjonariusze resortu bezpieczeństwa publicznego.

Walka ze stonką była akcją państwową, kierowaną przez Naczelnego Nadzwyczajnego Komisarza, a prowadzoną przez wojewódzkich komisarzy, przy współpracy stacji ochrony roślin i komitetów walki ze stonką. Kraj podzielono na sektory, co miało ułatwiać dokładną kontrolę pól ziemniaczanych.

„Organizujcie pod fachowym kierownictwem stacji ochrony roślin kolumny do zwalczania stonki ziemniaczanej. Prace te najlepiej przeprowadzać regularnie – najlepiej zbiorowo. W razie znalezienia chrząszcza lub larwy należy natychmiast (do 24 godzin) zawiadomić o tym urząd gminy, dostarczając zebrane okazy (chrząszcze lub larwy) w butelce z wodą z dodatkiem niewielkim nafty lub zabite wrzątkiem. Nie wolno pod żadnym warunkiem zostawiać lub przesyłać żywych okazów. Krzak, pod którym znaleziono stonkę, oznaczyć wysokim kołkiem, żeby móc do niego trafić na polu.” – instruowały media.

Na łamach prasy informowano też o nadzwyczajnych instrukcjach zwalczania stonki, drukowano mapy, na których zaznaczano pozycje wroga, a także publikowano wiersze będące ostrzeżeniem przed imperialistycznym żukiem z USA.
media

Wróg zewnętrzny zawsze groźny, kiedyś stonka z USA, dziś koronawirus z Chin.

Autor: Ernesto Che GO

Myślę, że jestem, więc jestem. Tak myślę.

Dodaj komentarz