Gustlik, niegdyś zapalony kibic, nie chodzi od jakiegoś czasu na mecze. Spotykają go kumple i pytają:
– Co się z tobą, chopie, dzieje? Nigdy cie nie widać na boisku. Bydziesz w ta niedziela na meczu?
– Chciołbych ale ni moga. Baba mnie nie puści.
– Chopie to ty ni wiesz co masz zrobiż? Jak by ci odkazała, chyć kobita, wyłóż na kolano, zadrzyj kiecka i dej jej na goła… po dziesięć klapsów na kożdo półkula. Zrozki cie puści.
– Podocie? Toż spróbuja.
W poniedziałek koledzy pytają:
– No i co? Gustlik, byłżeś na boisku?
– Niy.
– A zrobiłeś jak my ci żekli?
– Toć żech zrobił
– Przełożyłeś na kolano?
– Przełożyłech, zdarł żech kiecka, ściągnął te łone….
– I co?
– I wtedy se pomyśloł, że po co iść na mecz, kiej w doma tyż może być piyknie.

Autor: Ernesto Che GO

Myślę, że jestem, więc jestem. Tak myślę.

Dodaj komentarz