Pewna wiejska rodzina wydała swoją jedyną córkę za młodego rolnika z sąsiedniej wioski. Córka poszła za głosem miłości i zamieszkała razem z mężem w jego niewielkim gospodarstwie. Teściowa, która nieraz dawała znać, o swojej niechęci do zięcia wybrała się pewnego razu odwiedzić córkę. Jako,że wizyta była niezapowiedziana w domu zastała tylko zięcia szykującego się do prac polowych. Nie wypadało kobiecie odwrócić się na pięcie więc pojechali w pole razem. Przy wszelkich pracach zięć traktował teściową bez jakiejkolwiek ulgi a pod koniec dnia, ponieważ nie miał jeszcze specjalnego oprzyrządowania do swojego nowego traktora, zaprzęgnął teściową do małego pługa aby obsypać buraki.
Po powrocie z pola teściowa nawet nie miała siły aby porozmawiać z córką,która przyjechała od fryzjera tylko czym prędzej klnąc na zięcia wróciła do siebie.
W następnym tygodniu z wizytą wybrał się teść.
Zięć witający teścia od progu zaprosił go do domu. A w domu wiadomo…poczęstunek… jedna flaszka… druga flaszka i dyskusja. Tak im zeszło do późnego popołudnia.
Rozstając się zięć jako, że sprzedał konia i kupił traktor wręczył teściowi niepotrzebną mu już kompletną uprząż. Teść wielce uradowany zarzucił nabytek na ramię i poszedł do domu… Szedł… szedł a, że mu ciężko było to dochodząc do domu założył sobie na szyję.
Widząc to teściowa wybiegła z domu naprzeciw chłopa i załamując ręce woła: mój ty biedaku, nawet cię nie wyprzęgnął ten pieron ognisty…

Autor: Ernesto Che GO

Myślę, że jestem, więc jestem. Tak myślę.

Dodaj komentarz