Było sobie stare małżeństwo… które od dłuższego czasu żyło na stopie wojennej. Prawie non stop burdy, krzyki, wrzaski… Nikt nie próbował nawet podskoczyć dziadkowi, gdyż parał się w wolnych chwilach czarną magią. Straszył swoją małżonkę i sąsiadów że jak umrze, to gdy będzie leżał w trumnie, otworzy ją i wykopie się z grobu własnymi rękami i będzie ich straszył do końca ich żywota.
W końcu dziadek zszedł na atak serca… więc zgodnie ze zwyczajem żona pochowała go w trumnie na cmentarzu, a po pochówku stypa… Na stypie wszyscy weseli jak podczas wesela. W końcu jeden z sąsiadów nie wytrzymał i podszedł do szalejącej na parkiecie wdowy z pytaniem:
– Przepraszam że przeszkadzam… ale nie boi się pani że mąż się odkopie i będzie nas straszył?
– A niech kopie sukinsyn… kazałam opuścić trumnę do góry nogami…

Autor: Ernesto Che GO

Myślę, że jestem, więc jestem. Tak myślę.

Dodaj komentarz