Podróżując małżeństwo miało wypadek. Po wygramoleniu się z wraku… zaczęło się:
– Niepotrzebnie zacząłeś hamować na śliskiej drodze!
– Zacząłem hamować, gdy złapałaś za kierownicę!
– Złapałam za kierownicę, jak cię zaczęło rzucać!
– Zaczęło mnie rzucać, kiedy pociągnęłaś za ręczny hamulec!
– Pociągnęłam za ręczny, jak krzyknąłeś „RANY BOSKIE”!
– Krzyknąłem, kiedy zepchnęłaś mi nogę z gazu!
– Zepchnęłam, bo nie chciałeś mnie posłuchać!
– Nie chciałem, bo mi radziłaś prowadzić kozę na sznurku zamiast samochodu!
– Radziłam ci to, bo jechałeś jak wariat!
– Jechałem tak, żeby uciec przed fiatem, którego zwymyślałaś przy wyprzedzaniu!
– Zrobiłam to, bo patrzył się na mnie i stukał się w czoło!
– Stukał się, bo wystawiłaś przez okno prawą rękę jakbyś chciała skręcać w lewo!
– Wystawiłam rękę żeby ci pokazać, w które drzewo rąbniemy, jak będziesz tak dalej prowadził!
– Ale w końcu rąbnęliśmy w inne.
– Oczywiście, ty zawsze mi robisz na złość!

Autor: Ernesto Che GO

Myślę, że jestem, więc jestem. Tak myślę.

Dodaj komentarz