Wyłania się prawdziwy powód wyjścia USA z układu o kontroli zbrojeń INF z 1987 r.

Nowy minister obrony USA Mark Esper w sobotę 3 sierpnia oświadczył, że chce aby w ciągu kilku miesięcy rozmieszczono w regionie Pacyfiku konwencjonalne pociski średniego zasięgu. Dzień wcześniej (piątek) USA formalnie wycofały się z przełomowego układu o kontroli zbrojeń INF z 1987 r.

„Wolałbym (za kilka) miesięcy, (…) ale te sprawy trwają dłużej niż można się spodziewać” – powiedział podróżującym z nim do Sydney dziennikarzom, gdy spytali go o harmonogram rozmieszczenia takich pocisków. „Można powiedzieć, że chcielibyśmy to wdrożyć wcześniej niż później” – dodał.

Ruch ten – jak zauważa agencja Associated Press – prawdopodobnie zdenerwuje Chiny, ale Esper powiedział, że Pekin nie powinien być tym zaskoczony. „80 proc. ich rezerw to systemy średniego zasięgu, więc nie powinno ich to dziwić, że chcielibyśmy mieć podobne możliwości” – zauważył.

Esper, który w lipcu został zatwierdzony na stanowisku ministra obrony USA, nie ujawnił, gdzie dokładnie takie rakiety mogłyby zostać w Azji rozmieszczone. Wskazał, że będzie to zależało od rozmów z sojusznikami i od innych czynników.

Szef amerykańskiego resortu obrony dodał, że ze względu na duże odległości w regionie Indo-Pacyfiku znaczące jest rozwijanie przez USA skutecznej broni precyzyjnej na średnim dystansie.

Niektóre szacunki Pentagonu sugerują, że nisko latający pocisk manewrujący o potencjalnym zasięgu około 1000 kilometrów mógłby zostać przetestowany jeszcze w sierpniu i gotowy do użycia w ciągu 18 miesięcy. Natomiast rozmieszczenie pocisku balistycznego o zasięgu około 3000 do 4000 kilometrów może potrwać pięć lat lub dłużej – pisze AP.
media

Powoli wyłania się prawdziwy powód wyjścia USA z układu o kontroli zbrojeń INF z 1987 r. Walka z terroryzmem, troska o demokrację, obrona praw człowieka. To zestaw pretekstów do zagranicznych interwencji Stanów Zjednoczonych. W USA niektórzy chcą poszerzyć go o walkę z ubóstwem.

Nie potrzeba wiele, by sprowokować jankesów do militarnej interwencji. Od zakończenia II wojny i wybuchu zimnej wojny dbałość o amerykańskie interesy zaczęła obejmować walkę z zagrożeniami nie tylko realnymi, lecz i potencjalnymi. Nie tylko udowodnionymi, lecz i domniemanymi. Sposoby ich zwalczania przestały ograniczać się wyłącznie do odpowiedzi na agresję, obejmując również uderzenia prewencyjne.

W ciągu ostatnich 30 lat Stany interweniowały zbrojnie za granicą częściej niż w sumie w ciągu wcześniejszych 190 lat istnienia. Kolejne akcje coraz trudniej było uzasadniać walką z bezpośrednim zagrożeniem. Prokurowano więc preteksty…

Autor: Ernesto Che GO

Myślę, że jestem, więc jestem. Tak myślę.

Dodaj komentarz