W Australii trwa masowa eksterminacja kotów.

W Australii trwa wojna z dzikimi kotami. W 2015 rząd zadecydował, że do 2020 roku uśmiercone zostaną ich dwa miliony.
Częścią planu eliminacji ma być podawanie dzikim kotom śmiercionośnych kiełbasek. W przepisie znajduje się między innymi mięso kangura. Trucizna, którą dodano do kiełbasek, nie wpływa na ich smak.

Kiełbaski muszą dobrze smakować. To ostatni posiłek kota – powiedział pomysłodawca doktor Dave Algar.

Tak przygotowaną trutkę zrzuca się z powietrza na tereny, na których występują dzikie koty. Zwierzęta umierają w ciągu 15 minut od spożycia kiełbaski.

Niektóre obszary kontynentu poszły o krok dalej. W stanie Queensland istnieje zarząd oferujący 10 dolarów australijskich jako nagrodę za przyniesienie skóry głowy dzikiego kota.

Dlaczego Australijczycy zdecydowali się ograniczyć populację dzikich kotów? Ponieważ to drapieżniki. Chociaż dzikie i domowe koty należą do jednego gatunku, to te pierwsze muszą samodzielnie polować, aby przetrwać. W efekcie giną inne zwierzęta.

Uważa się, że pierwsze koty przybyły do Australii w XVII wieku. Od tego czasu ich liczba sukcesywnie rosła, a obecnie szacuje się, że 99,8 procent terenów kraju jest przez nie zamieszkałych. Jak powiedział krajowy komisarz do spraw zagrożonych gatunków Gregory Andrews – od czasu wprowadzenia zwierząt na tereny kontynentu mogło wyginąć około 20 gatunków ssaków. To sprawia, że dzikie koty stanowią największe zagrożenie dla rodzimych gatunków Australii. A szacuje się, że około 80 procent ssaków i 45 procent ptaków, które tam żyją, nie występuje nigdzie indziej na świecie.

Dla kotów rodzime australijskie gatunki są łatwym łupem. Według badań koty zabijają dziennie ponad milion rodzimych ptaków i 1,7 miliona gadów w całej Australii. Bardzo zagrożone są też gryzonie takie jak królikoszczur krzaczastoogonowy czy małe torbacze jak krótkonos złocisty.

Nie zabijamy kotów, ponieważ ich nienawidzimy. Musimy dokonywać wyborów, aby uratować zwierzęta, które kochamy i które definują nas jako kraj – powiedział Andrews.

Rząd, który ogłosił plan wszczęcia eliminacji kotów w 2015 roku zobowiązał się do przekazania pięciu milionów dolarów na wsparcie grup, które zdecydują się zabijać koty.

Działacze na rzecz ochrony środowiska krytykują te plany.

Tim Doherty, ekolog z Deakin University, zgadza się, że koty powodują „duże straty” pośród rodzimych gatunków Australii, ale uważa, że w planie eliminacji jest wiele niewyjaśnionych kwestii.

W 2015 roku, kiedy ustalano plany eliminacji, nie wiedzieliśmy, ile dzikich kotów żyje w Australii – powiedział, dodając, że niektóre szacunki mówiły o 18 milionach zwierząt, a to dużo więcej niż wynosi stan faktyczny.

Nie ma naprawdę wiarygodnego sposobu oszacowania populacji dzikich kotów na całym kontynencie, a jeśli zamierzasz ustawić znaczący cel, musisz zmierzyć wszystko – stwierdził.

Kolejną palącą kwestią jest to, że zwykłe zabicie kota niekoniecznie ratuje życie ptaka lub ssaka, ponieważ kot musi mieszkać na obszarze, w którym faktycznie zagraża zwierzętom. Istotne jest także zagęszczenie populacji na obszarze występowania.

Musi być zagęszczenie, a nie rozproszenie – stwierdził.

Problem dzikich kotów dotyczy nie tylko Australii. W Nowej Zelandii pojawiły się wezwania, aby całkowicie zrezygnować z kotów domowych.

Według śmiałych zapewnień rządu, do 2050 roku w kraju nie będzie ani jednego kota. W Nowej Zelandii nie występują gatunki rodzimych ssaków lądowych, ale rozwija się populacja ptaków, na przykład nielotów kiwi. Obecnie koty zagrażają około 37 procentom wszystkich gatunków ptaków.

W 2013 roku nowozelandzki ekonomista Gareht Morgan naraził się miłośnikom kotów, kiedy rozpoczął kampanię zachęcającą do unikania zastępowania pupili, które odeszły nowymi kotami.

Koty są jedynymi prawdziwymi sadystami świata zwierząt, seryjnymi mordercami, które torturują bez litości – grzmiał wtedy.

W zeszłym roku w małym nadmorskim miasteczku Omaui na południu Nowej Zelandii rozważano zakaz nabywania nowych kotów domowych w okolicy, ale wycofało się z planu.

Nie nienawidzimy kotów, chcemy by w naszym środowisku kwitła dzika przyroda – powiedział prezes lokalnej organizacji zajmującej się ochroną terenu John Collins.
media

Do Australii przywieziono nie tylko koty ale i psy, szczury, myszy, króliki i całą masę innych stworzeń które zagrażają miejscowej faunie i florze, dlaczego zatem wyrok padł na koty? Warto przyjrzeć się inicjatorom a znajdziemy wśród nich kociofobów…

Autor: Ernesto Che GO

Myślę, że jestem, więc jestem. Tak myślę.

Dodaj komentarz