Niemiecki rynek pracy będzie potrzebował ok. 260 tys. migrantów zarobkowych rocznie, aby utrzymać obecne wskaźniki wzrostu.

W RFN mieszka już niemal 11 mln obcokrajowców. W kolejnych latach liczba ta będzie wciąż dynamicznie rosnąć. Zapotrzebowanie na rynku pracy jest olbrzymie.

Niemiecki urząd statystyczny poinformował w poniedziałek 15 kwietnia, że pod koniec 2018 r. mieszkało tam 10,9 mln obcokrajowców. W ostatnich latach ta liczba wzrosła o kilka milionów. Obecnie już co ósmy mieszkaniec Republiki Federalnej Niemiec nie posiada jej paszportu.

Największy odsetek cudzoziemców zamieszkuje zachodnioniemieckie metropolie. We Frankfurcie 29 proc. mieszkańców to obcokrajowcy, w półtoramilionowym Monachium – 25 proc., a w Stuttgarcie – 24 proc. W Berlinie, stolicy Niemiec szczególnie kojarzonej z wielokulturowością, odsetek obcokrajowców jest mniejszy i wynosi 18 proc.

Niemcy są bezsprzecznym liderem w Unii Europejskiej, jeśli chodzi o ich liczbę bezwzględną przebywających tam obcokrajowców.

13,5-proc. udział obcokrajowców w ogóle społeczeństwa jaskrawie różni się np. od Polski, w której na stałe przebywa 383 tys. cudzoziemców, co stanowi 1 proc. ogółu. Nad Wisłą niemal połowę cudzoziemców stanowią Ukraińcy. W Niemczech coraz trudniej wyróżnić jedną dominującą grupę narodową, a liczba państw, z których masowo przyjeżdżają obcokrajowcy, stale się powiększa.

Dynamiczna tendencja zwyżkowa utrzymuje się trzeci rok z rzędu. Osoby przyjeżdżające do Niemiec w celu „podjęcia pracy” spoza UE miały w ubiegłym roku przeciętnie 35 lat. Aż 68 proc. tej grupy stanowili mężczyźni.

W 2011 r. rynek pracy nad Renem otwarto dla pracowników z państw Europy Środkowej, które wstąpiły do Unii Europejskiej w 2004 i 2007 r. To właśnie pracownicy z Europy Środkowej uchronili niektóre branże przed kompletnym paraliżem. Polacy, Rumuni i Węgrzy obsadzili wakaty w firmach budowlanych, fabrykach oraz w sektorze opieki zdrowotnej.

Z danych federalnego urzędu statystycznego za ubiegły rok wynika jednak, że te kraje przestają pełnić funkcję rezerwuaru taniej siły roboczej dla przedsiębiorstw, czego najlepszym przykładem są odnotowane ruchy migracyjne Polaków. Od 2011 r. liczba Polaków osiedlających się w Niemczech rosła o kilkadziesiąt tysięcy rocznie. Natomiast w 2018 r. przybyszów znad Wisły po raz pierwszy ubyło – o 6 tys. Również z pozostałych krajów członkowskich Grupy Wyszehradzkiej i państw bałtyckich przybywa do Niemiec o wiele mniej osób niż bezpośrednio po otwarciu rynku.

Jeśli w następnych latach trend się utrzyma, będzie to dla firm oznaczać koniec pewnej epoki. Masowy odpływ siły roboczej w kierunku Niemiec dotyczy już tylko trzech państw unijnych: Bułgarii, Chorwacji i Rumunii, które są jednocześnie najbiedniejszymi państwami Wspólnoty. Eksperci przestrzegają, że również w przypadku obywateli tych państw liczba nowych przyjezdnych wkrótce może zacząć spadać.

Z tegorocznej analizy Fundacji Bertelsmanna wynika, że niemiecki rynek pracy będzie potrzebował ok. 260 tys. migrantów zarobkowych rocznie, aby utrzymać obecne wskaźniki wzrostu.

A ponieważ liczba migrantów z UE będzie maleć, państwo musi zacząć przyciągać potencjalnych pracowników z nowych obszarów. Najnowsze dane statystyczne wskazują, że ta zmiana już powoli zachodzi.

Od początku przyszłego roku w Niemczech zacznie obowiązywać nowe prawo migracyjne. Ustawa ma uprościć osobom spoza UE otrzymanie pozwolenia na pracę i wizy. Nowe przepisy umożliwią także przyjazd osobom, które dopiero na miejscu będą poszukiwały pracy.
media

W RFN mieszka już niemal 11 mln obcokrajowców, zapomniano jednak podać ilu z nich pracuje a ilu żyje na socjalu. Niemiecki urząd statystyczny jakby pomijał pewne niewygodne fakty dotyczące migrantów.

Autor: Ernesto Che GO

Myślę, że jestem, więc jestem. Tak myślę.

Dodaj komentarz