Spekulacje dotyczące Zielonych Ludzików zwanych UFO’kami…

Latające spodki, plazmy i agroglify w zbożu to „klasyczne” ślady obecności przybyszów z innych planet. Gromadzone od lat 50. „Archiwa X” zdają się dziś nie mieć końca, a internet sprzyja tylko błyskawicznemu rozprzestrzenianiu się wieści o rzekomych lądowaniach, katastrofach oraz miejscach spotkań. Mimo to cywilizacje pozaziemskie pozostały enigmą, niewiarygodną tajemnicą, która stale pobudza zbiorową wyobraźnię i przyspiesza tętno ludzkiego serca.

Wszystko zaczęło się w Stanach Zjednoczonych. W 1947 Kenneth Arnold podczas podniebnej „przejażdżki” swoją awionetką nad malowniczym wulkanem Mount Ramier, niedaleko Seattle, zauważył kilka dziwnych, trójkątnych i nadzwyczaj szybko latających obiektów.

Prasa podchwyciła rewelacyjne sprawozdanie pilota i uczyniła cylindrycznym to, co było trójkątne – w ten oto sposób UFO (Unidentified Flying Object) rozpoczęło swoją medialną egzystencję.

Zaledwie kilka miesięcy później nastąpiły wydarzenia w „legendarnym” Roswell. 2 lipca stary kowboj Mac Brazel usłyszał w nocy silną eksplozję, która wyrwała go z twardego snu. Przyzwyczajony do nocnego huku burz i huraganów nawiedzających Teksas nie zaniepokoił się tym zbytnio i na powrót zamknął oczy.

Nazajutrz, na wszelki wypadek, postanowił sprawdzić pompę wodną na ranczo i… odkrył tajemnicze szczątki – elastyczne kawałki nieznanej materii. Nie mogąc ich zidentyfikować, zdziwiony ich kształtem i właściwościami fizycznymi – nie potrafił ich ani złamać, ani spalić – załadował kilka kawałków na ciężarówkę i zawiózł do szeryfa.

Nie minął nawet tydzień, gdy Walter Haut – oficer informacyjny poligonu Sił Powietrznych (RAAF) powiadomił media, że na terenie Roswell rozbił się statek kosmiczny. Po szybkiej interwencji FBI informacja ta została zdementowana i zgodnie z opublikowanym kilka dni później oficjalnym, rządowym raportem znalezione przez Maca Brazela szczątki nieznanej materii miały być resztkami zniszczonej sondy pogodowej.

Niejasności i ewidentne próby zatuszowania sprawy sprowokowały media, ufologów i „poszukiwaczy prawd ostatecznych” do wzmożonego śledztwa. Pojawiły się zeznania naocznych świadków, szokujące zdjęcia Ufoludków o charakterystycznej jajowatej czaszce i małym korpusie oraz materiały filmowe z ich sekcji zwłok.

Optymistom wystarczyło to, by stworzyć miejsce kultu, sceptycy zaś zajęli się podważaniem autentyczności prezentowanych materiałów. Niezależnie od prawdy, zamieszczona w masowych środkach przekazu wiadomość o katastrofie statku kosmicznego w Roswell nieodwołalnie zmieniła sytuację pustynnych nieużytków wykorzystywanych dotąd jedynie do wypasu bydła.

Według statystyk, do 2000 roku w telewizjach ponad trzydziestu krajów zostało wyemitowanych kilkaset tysięcy programów dokumentalnych przedstawiających wspomniane wydarzenia, co przyczyniło się do ogólnoświatowej sławy i „nieziemskiej” kariery miasteczka Roswell.

Od tamtej pory UFO w Nowym Meksyku i Nevadzie pojawia się na nieboskłonie niemal codziennie, a tysiące turystów rokrocznie zamiast ruletki w Las Vegas wybiera „spotkanie trzeciego stopnia”. Zapewne właśnie dzięki temu mieszkańcom Roswell zielony kolor ufoludka kojarzy się z dolarami.

Świat mediów i biznesu nie poprzestał na Roswell i skrzętnie wykorzystał fenomen niezidentyfikowanych obiektów eksplorując go w każdym wymiarze. Oprócz „ufoturystyki”, w USA powstał prężny przemysł produkujący wszelkie „ufogadżety”: koszulki, zabawki i akcesoria służące do amatorskiego tropienia obcych cywilizacji. W telewizyjnych talk-show standardem jest zapraszanie gości, którzy opowiadają o fantastycznych kontaktach z kosmitami, a producenci z Hollywood nie szczędzą pieniędzy na realizację scenariuszy opartych na tych samych anegdotach.

Porwanie przez UFO, międzygalaktyczne przyjaźnie, wojny, czy melodramaty są inspiracją dla wielu twórców. Steven Spielberg, specjalizujący się w temacie kontaktów z pozaziemskimi istotami (autor filmów: „Bliskie spotkania trzeciego stopnia”, „E.T.”, „Faceci w Czerni”, „Wojna Światów”), ostatnio postanowił nawet założyć serwis internetowy o nazwie Rising dla miłośników zjawisk paranormalnych i UFO.

Z pewnością przekonały go sondaże, które wskazują, iż obserwacja UFO wzrosła w ostatnich latach o ponad 300 proc. Oprócz zarejestrowanych na kamerze latających cygar czy talerzy, które pojawiają się na firmamencie niebieskim oraz You Tube niemal codziennie (niedawnym hitem był fluoroscencyjny stożek latający nad Kremlem), dużą popularnością cieszą się agroglify, czyli tajemnicze wzory w zbożu.

Po raz pierwszy pojawiły się w latach sześćdziesiątych w Australii, następnie w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, aż w końcu dotarły do Europy – Holandii, Irlandii, Francji. Dzisiaj można już mówić o istnej epidemii agroglifów.

Symetryczne kręgi na polach uprawnych będące dla ufologów dowodem ingerencji przybyszów z odległych zakątków Wszechświata, wielokrotnie demaskowano jako działalność sprytnych i utalentowanych rolników, którzy za pomocą sznurka, kołka oraz taśmy sami potrafili zrobić „UFO”.

Nad poważniejszą inwestycją w zeszłym roku zastanawiał się rząd Kazachstanu, który podał do publicznej wiadomości, że przymierza się do budowy międzygalaktycznej ambasady niedaleko Ałmaty, gdzie oprócz lądowiska oraz budynków przeznaczonych do odprawy, miałaby powstać cała „kosmiczna” infrastruktura.

W Polsce na razie jest spokojnie. Przy polu Jerzego Szpuleckiego z Wylatowa, gdzie agroglify pojawiają się od 2000 roku, funkcjonuje skromna baza na miarę bacówki.

Jednak dla wielu ludzi UFO stało się czymś więcej, niż tylko rozrywką, czy sposobem na intratny biznes, będąc przedmiotem kultu religijnego.

Analitycy zjawiska UFO na tle wiary uznają, że pozaziemskie cywilizacje są jednym z filarów New Age. Najbardziej znanymi ruchami religijnymi nawiązującymi w swej doktrynie do szeroko rozumianych „zjawisk UFO” jest Kościół Scjentologiczny, Ruch Raeliański, a także sekta Antrovis.

Podstawą światopoglądu religijnego jest przeświadczenie, że istoty pozaziemskie są bardziej rozwinięte od nas – zarówno na poziomie duchowym jak technologicznym. Ostatecznym wynikiem tego założenia są dwie eschatologiczne ewentualności: kosmici zbawią świat od kosmicznej katastrofy, albo do niej doprowadzą.

Jedną z bardziej ekscentrycznych form kultu opartą na tej wierze stworzył niejaki J.R. Dobbs, który w latach sześćdziesiątych założył w Stanach Zjednoczonych Kościół Subgeniusza. J.R. Dobbs pełnił funkcję nie tylko najwyższego kapłana, ale przede wszystkim międzygalaktycznego mesjasza, który podróżując po wszechświecie osobiście załatwiał swoim wyznawcom zbawienie z przedstawicielami innych planet.

Kościół Subgeniusza liczy sobie kilkaset tysięcy członków i można się do niego zapisać korespondencyjnie, oczywiście za symboliczną opłatę „inicjacyjną”. Według Dobbsa, datek inicjacyjny jest zwierciadłem duszy adepta. W ten prosty sposób pomysłowy i przedsiębiorczy J. R. Dobbs z drobnego biznesmena szybko stał się milionerem.

Dla rozsądnych, którzy nie przejawiają ortodoksyjnych cech, aczkolwiek niepokoją się sytuacją Ziemi w obliczu Wojny Międzyświatowej, niektóre amerykańskie towarzystwa ubezpieczeniowe oferują ubezpieczenie na wypadek inwazji. Dotychczas ubezpieczenie wykupiło 20 tys. Amerykanów, z czego najbardziej przezorny ubezpieczył się na 1,5 mln dolarów.

Na szczęście większość ludzi na świecie nie panikuje, traktując UFO z przymrużeniem oka. Są jednak tacy, dla których niezidentyfikowane obiekty latające, ich ślady i pasażerowie stanowią życiową pasję. Ci zamiast zarabiać na UFO i ufoludkach poświęcają cały swój czas i dorobek życia, aby udowodnić ich istnienie.

Z okazji czterdziestej rocznicy lądowania człowieka na księżycu w 2009 r. w Denver odbyło się międzynarodowe sympozjum ekspertów badających fenomen niezidentyfikowanych obiektów latających.

Ufolodzy i naukowcy, którzy wspólnie utworzyli Komitet Akcji Politycznej w sprawie Pozaziemskiego Fenomenu (EPPAC) zwrócili się w oficjalnym liście do prezydenta Baracka Obamy, aby za przykładem Brytyjczyków, Szwedów i Francuzów, ujawnił tajne raporty, co określili mianem – „zniesienia trwającego sześć dekad embarga na prawdę w kwestii roli kosmitów w dziejach rasy ludzkiej”.

Stephen Bassett – szef EPPAC twierdzi, że amerykański program kosmiczny, a także przemysł zbrojeniowy wykorzystuje technologie odnalezione w pozaziemskich statkach kosmicznych, między innymi z Roswell.

Jednym z tematów sympozjum była kwestia losów szkockiego hakera Gary’ego McKinnona, który w latach 2001-2002 wielokrotnie włamywał się do amerykańskich systemów rządowych, szukając informacji o poufnych badaniach nad UFO, za co grozi mu dzisiaj 70 lat więzienia. McKinnon twierdzi, że oglądał zdjęcia i dokumenty świadczące o tym, że amerykańskie siły zbrojne są w stałym kontakcie z obcymi cywilizacjami, mając nawet swoich pozaziemskich agentów.

Nie zmienia to faktu, że sprawa istnienia owych cywilizacji nadal pozostaje sensacyjną tajemnicą, a ufologia przeżywa obecnie kryzys, czego najlepszym wyrazem jest skłonność niektórych badaczy do metafizycznych teorii. Nie oznacza to jednak, że sceptyczny z zasady świat nauki wyklucza istnienie kosmitów.

Począwszy od wczesnych lat sześćdziesiątych po dzień dzisiejszy, korzystając z najnowocześniejszych osiągnięć technologii, Amerykanie prowadzą projekt SETI (Search for Extra-Terrestrial Intelligence), którego celem jest kontakt z obcymi, inteligentnymi formami życia. Świadczy to o tym, że od czasów Roswell pytanie o UFO nie straciło na swojej aktualności i bez względu na brak rezultatów badań stricte naukowych, czy poszukiwań mniej konwencjonalnych, nurtuje dziś niemal każdego.

Czy jest to eksperyment wojskowy? Nietypowe zjawisko pogodowe? Dowcip? Czy jesteśmy sami we Wszechświecie? Skąd pochodzimy i dokąd zmierzamy? Czekając na odpowiedź kosmosu na te i wiele innych pytań kierowanych w stronę gwiazd wiemy jedno: UFO istnieje w nas i ciągle ekscytuje.

Dowiodły tego wyniki neuropsychologicznego eksperymentu Petera Brugera przeprowadzonego w szpitalu uniwersyteckim w Zurichu stwierdzające, że myślenie o UFO podwyższa poziom dopaminy w mózgu, neuroprzekaźnika potocznie zwanego „hormonem szczęścia”, który powoduje uczucie euforycznej ekscytacji.

Dlatego w czasie wakacji, kiedy na chwilę możemy wypaść poza orbitę poważnych spraw, być może warto spojrzeć w gwiazdy i zastanowić się, czy niewątpliwy potencjał psychologiczny, medialny i ekonomiczny niezidentyfikowanych obiektów latających jest u nas należycie wykorzystany.

Stworzenie polskiego Roswell, czy ufologicznego gospodarstwa wydaje się egzotycznym, ale jakże kuszącym biznesplanem, który – jak widać z powyższych przykładów – może przynieść fortunę „nie z tej ziemi”.
media

UFO to biznes nie z tej ziemi, co sprytniejsi to nawet zbiją kosmiczną fortunę. Obcy są wszędzie, zaglądają nam nawet do okien, mam na to niezbite dowody, które opublikuję za pewną pieniężną gratyfikacją. Powiedzmy, by nie przesadzać na początek, że mówimy o pięciu zerach na końcu. Zaznaczam, sześciozerowe sensacje też mogę wyprodukować.

Ernesto Che GO

Autor: Ernesto Che GO

Myślę, że jestem, więc jestem. Tak myślę.

Dodaj komentarz