Romowie zwani Cyganami.

Istnieje na świecie wiele narodów, o których nie wiemy prawie nic. Mimo powszechnego przekonania, że świat jest tak naprawdę „mały”, wiele jego zakątków pozostaje niezbadanych i niezrozumiałych dla przeciętnego mieszkańca Europy. Z racji olbrzymiej odległości względem niektórych poukrywanych na globie zakamarków, jasne jest, że nazwy pewnych ludów będą dla nas nie lada zagadką. Nie wiemy na ogół, kim są Jorubowie, Janomami, czy Kanakowie, nie wiemy nawet, z którą częścią świata powinniśmy ich kojarzyć.

O ile jednak nie ma niczego złego w tym, że trudno nam ogarnąć umysłem obszar całego świata, o tyle dziwne wydaje się, że równie mało wiemy o ludach, które sąsiadują bezpośrednio z nami, lub też, w pewnej mierze, należą do naszego społeczeństwa. Najbardziej charakterystycznym tego przykładem są Romowie.

Romowie, w Polsce zwani „Cyganami”, są grupą etniczną każdemu na pozór znaną. O jej pochodzeniu powstawało jednak wiele różnorakich teorii, także tych zupełnie nieprawdopodobnych. Brak zrozumienia dla zupełnie odmiennej kultury i trybu życia doprowadził z kolei do rozrostu czegoś, co we współczesnym języku określić można byłoby jako „czarny PR”.

Kim zatem są Romowie? Jak znaleźli się w Polsce i Europie? Czym różnią się od nas? I dlaczego dzisiejsi Polacy uparcie mylą ich z Rumunami?

Romowie są grupą etniczną pochodzenia indyjskiego. Ich etnogeneza (proces wyodrębnienia się) rozpoczęła się w 500 roku n.e., w centralnej części Półwyspu Indyjskiego. Podczas muzułmańskich najazdów (VIII-X wiek) przodkowie dzisiejszych Romów opuścili Indie. Przez Persję dotarli do Armenii, a stamtąd na Peloponez do Grecji oraz na tereny dzisiejszej Jugosławii i innych krajów bałkańskich. Nieco później wędrować zaczęli także na Zachód.

Dla Europejczyków myląca jest nazwa. „Romowie”. Mimo iż pozornie brzmi znajomo, pamiętać należy, że nie ma nic wspólnego ani ze starożytnym Rzymem (Roma), ani z Rumunią. Rumuni są narodem wschodnioromańskim, etnicznie spokrewnionym raczej z ludami italskimi (Francuzami, Włochami). Do dziś Romowie zamieszkują głównie Półwysep Bałkański oraz Europę Południowo-Wschodnią i Centralną, silnie obecni są także na Półwyspie Iberyjskim oraz we Francji.

Początkowo egzotyczni przybysze nie spotkali się z negatywnymi reakcjami ze strony społeczeństw europejskich. Przyjęto i powszechnie uwierzono w ich opowieść o wędrówce będącej pokutą za grzechy. Zwłaszcza w Europie Zachodniej, przekonanej o swej chrystianizacyjnej misji, przyjmowano Romów jako pokutników lub uchodźców. Zakładano, że wyznają wiarę w Chrystusa oraz że uciekają przed prześladowaniami religijnymi z Egiptu i krajów islamskich.

Już w wieku XVI, kiedy Stary Kontynent stawał się coraz bardziej jednolity kulturowo, Romowie stali się grupą zbyt odróżniającą się, by nie wzbudzać niechęci. Odmienność Romów była nie tylko dość charakterystyczna, lecz także nieulegająca (wraz z upływem czasu) niwelacji. Wręcz przeciwnie, z niezwykłym zacięciem i przywiązaniem do tradycji, Cyganie kultywowali własne zwyczaje. Przemieszczali się z miejsca na miejsce, za wykonywane prace rzemieślnicze pobierali opłatę w formie żywności, a przede wszystkim zachowywali swój własny język.

W wieku XVI, kiedy przez Europę przetaczała się fala wędrowców – będących często czy to fanatykami religijnymi, czy walczącymi z Kościołem żebraczymi zakonnikami, czy też grupami przestępczymi, nierzadko niosącymi choroby zakaźne – wszystkie ludy koczownicze i półkoczownicze zostały przed władców „wzięte na celownik”. Powstawać zaczęły edykty i postanowienia godzące w osoby uprawiające wędrowny tryb życia. Romowie, dla których wędrówka była niezwykle charakterystyczną cechą kulturową, nie potrafili z dnia na dzień pozbyć się swojej tożsamości. Na nich spadły w związku z tym najsilniejsze prześladowania.

W 1539 Romowie na mocy edyktu zostali wydaleni z Francji, w 1530 nakazano im – pod groźba kary więzienia lub kary śmierci – opuścić Anglię. W Hiszpanii przeprowadzano pierwszą w historii Romów planową akcję asymilacyjną. Niemiecki edykt banicyjny z 1577 z kolei sprawił, że Romowie osiedlali się w Polsce. W Rzeczpospolitej także wydano kilka postanowień regulujących kwestie cygańskie, jednak egzekwowano je połowicznie, raczej wyrażając nieoficjalną zgodę na tradycyjny dla Romów styl życia.

Najcięższa sytuacja panowała w księstwach naddunajskich (dzisiejszej Rumunii), gdzie Cyganów sprowadzono do roli niewolników. Zamieszkujący dane terytorium Rom stawał się w imię prawa własnością księcia. Jeszcze w roku 1811 kodeks karny terenów Rumunii, Mołdawii i Wołoszczyzny stwierdzał, że każdy Cygan jest, z racji swojego urodzenia, niewolnikiem.

Do I wojny światowej Romowie poddawani byli licznym, często brutalnym akcjom asymilacyjnym – chociażby w imperium Habsburgów. Jednocześnie powstawały nowe legendy na ich temat. Sugerowano, że są oni grupą wyjętych spod prawa wyrzutków, którzy dla celów przestępczych stworzyli własny żargon.

Nie ustawała jednak fascynacja ich kulturą, łączącą elementy okultyzmu z organizacją społeczną, podkreślającą rolę rodziny i klanów. Stereotyp obcego, niezakorzenionego, „uprawiającego czary” Cygana powracał też w literaturze (na przykład u Wiktora Hugo, gdzie pięknej Esmeraldy z „Dzwonnika z Notre Dame” pożądają, ale i boją się wszyscy mężczyźni).

Bezprecedensowa eksterminacja Romów, jakiej dokonali hitlerowcy, porównywalna jest z eksterminacją Żydów. W latach istnienia III Rzeszy zgładzono ponad 20% całej populacji romskiej!

Od połowy XX wieku w krajach Europy Zachodniej następuje demokratyczne równouprawnienie Romów. Jednak trudno powiedzieć, aby w pełni pozwalano im na kontynuację swojej umierającej już „prawdziwej” kultury. Po Europie nie krążą cygańskie tabory, a romskie dzieci objęte są powszechnym obowiązkiem edukacji. Osiadły tryb życia europejczyków powoduje, że nie mogą oni do końca zrozumieć stylu życia tak głęboko odmiennego od tego, do czego w większości swej przywykli.
media

Romowie to naród o negatywnej opinii i to nie tylko w naszym kraju. To są ludzie którzy unikają asymilacji z społeczeństwem. Wcale się nie dziwię ludziom którzy nie chcą mieć Cyganów za sąsiadów, zwykle oznacza to kłopoty takie czy inne.

Skoro ktoś nie chce żyć w społeczeństwie i nie chce uznać jego zasad, to powinien poważnie zastanowić się nad sensem życia między nami. Niech wrócą tam skąd przyszli, albo niech się wtopią w społeczeństwo przyjmując jego zasady.

Autor: Ernesto Che GO

Myślę, że jestem, więc jestem. Tak myślę.

Dodaj komentarz