Grzech.

Biblijna historia Izraela to dzieje stałego popadania w grzech i ciągłego wybaczania, braku zahamowań wśród ludzi i ujarzmiania ich przez Boga. Obracał On w popiół występne miasta i zsyłał powodzie, bo w grzesznym narodzie, jaki sam stworzył, niewielu było sprawiedliwych.

Jedno w owych masakrach nie powinno ujść naszej uwagi: sam Bóg szaleje tu z gniewu i zazdrości, nie zna umiaru w swoim roszczeniu do sprawowania niepodzielnej władzy i w starotestamentowych psalmach o zemście wykorzystywany jest jako usprawiedliwienie najbardziej fanatycznych reakcji swego ludu.

I wreszcie umowa z Bogiem, wielki zbiór norm, Dekalog, obecny do dziś we wszystkich największych religiach i kodeksach prawnych – również z tego powodu, że stanowi ostateczne teologiczne uzasadnienie. Nie kradnij, nie zabijaj, nie pożądaj żony bliźniego swego, jego bydła ani dobytku. Wszystko to jest występkiem skierowanym nie tylko przeciwko człowiekowi, ale i przeciwko Bogu. A to oznacza, że jeśli ktoś popełnia morderstwo i uchodzi mu to na sucho, musi liczyć się z faktem, że odpowie za swój czyn na tamtym świecie.

Grzech „wymyśliła” Biblia, a Kościół zrobił z tego katalog występków godnych potępienia. W dzisiejszych czasach pełnych chciwości, pożądania i obżarstwa pojęcia „grzech” nie traktujemy już zbytnio poważnie. Rodzaj ludzki tańczy w rytm grzechu.

Miał swoje wielkie dni. Uskrzydlał płomienne przemowy, kazał człowiekowi korzyć się, prosząc o wybaczenie, pozwalał podbijać królestwa i zdobywać niezmierzone bogactwa, ponosił winę za stosy trupów i był powodem spektakularnych przemian życiowych i nowych początków.

Dodawał natchnienia malarzom, takim jak Hieronim Bosch, i malowany był w niedoścignionych słowach przez takich poetów, jak boski Dante. Barokowe misteria, ba, cała zachodnia literatura dramatyczna bez niego wyglądałaby blado.

Mowa naturalnie o grzechu. Dziś zniknął już on z przestrzeni publicznej. Załatwił sobie nowe dokumenty, nową tożsamość. Nikt już o nim nie mówi. Nikt nie grozi tym, co weń popadli, że czeka ich wieczne potępienie, ani tym, którzy obarczyli się ciężkimi winami – „grzechami śmiertelnymi”.

Grzech stracił swoje znaczenie metafizyczne. Przestał być traktowany poważnie. Można powiedzieć, że ma problem z własnym imagiem.

Według żydowskiej, chrześcijańskiej i islamskiej definicji grzeszny jest ten, kto oddalił się od Boga. Grzech to nadużycie zaufania. W tym punkcie z Bogiem nie ma żartów. Grzesznik stoi nad metafizyczną przepaścią. Właściwie tam, gdzie nie ma już Boga, nie ma też grzechu. Czy może jednak jest?

Czy dziś grzech to coś w rodzaju złamania przepisów drogowych i jeśli wiążą się z nim wina, cierpienie i wyrzuty sumienia, staje się przypadkiem dla terapeuty, podlegającym leczeniu?

Bez pamiętania o Bogu postępowanie w sposób moralny jest na dłuższą metę możliwe?

Zasady moralne są w nas i nie jest to przywilej jedynie dany ludziom. Zwierzęta też na swój sposób też przestrzegają swoistych zasad moralnych. Tak jesteśmy genetycznie zakodowani, a u ludzi w cyklu ewolucyjnym ta cecha została wzmocniona, została zarazem wykorzystana przez szamanów, kapłanów i innych do własnych celów (często mijającymi się z tym co głoszą).

Ernesto Che GO

Autor: Ernesto Che GO

Myślę, że jestem, więc jestem. Tak myślę.

Dodaj komentarz