Siedzi dwóch perkusistów w barze, nagle otwierają się do drzwi, do knajpy wchodzi stepujący koń. Rozgląda się, mówi grzecznie „Good evening”, potem wchodzi na ścianę, sufit, znowu na ścianę, podchodzi do baru i zamawia whisky, ciągle stepując. Jednym łykiem osusza szkło, wchodzi na ścianę, sufit, znowu na ścianę i wychodzi z baru.
– Widziałeś to? – mówi pierwszy perkusista.
– Ta, widziałem, niesamowite.
– No, równiutkie paradidle, i to czterema kopytami.

Ernesto Che GO

Autor: Ernesto Che GO

Myślę, że jestem, więc jestem. Tak myślę.

Dodaj komentarz