Sezon odwiedzin kolędowych uważa się za otwarty.

Czy dla większości z Was odwiedziny duszpasterza to wydarzenie religijne?

Gdy ksiądz chodzi po kolędzie, w pogotowiu jest cały blok albo cała ulica. Kobiety zwalniają się z pracy, aby na czas przygotować stół przykryty obrusem, kropidło, naczynie z wodą święconą, pasyjkę i świece, ogólna panika. Nierzadko towarzyszy mu stres, dotyczący kwestii jak najbardziej materialnej: ile włożyć do koperty?

Dzieciaki na gwałt uzupełniają zeszyty do religii albo gwarem wypełniają klatki schodowe, by co chwilę meldować pod „którym ksiądz jest numerem”. W blokach, w wielkich parafiach wizyta trwa krótko, najwyżej kilka minut. Jedni nie kryją irytacji: Na co komu taka kolęda? Czy coś z niej wynika?

Większość (poza księdzem) nie wie o co w tym chodzi, odważniejsi kombinują jak się od tego najazdu wykręcić. Ogólnie to większość traktuje jako zło konieczne.

Ofiara na kościół składana podczas wizyty duszpasterskiej cieszy się tak złą sławą, że niektóre diecezje zdecydowała, by wprowadzić zakaz przyjmowania przez księży kopert z pieniędzmi.

Wizyta duszpasterska, którą nazywa się popularnie kolędą, nie jest tylko zwyczajem czy tradycją. Zgodnie z prawem kościelnym kapłan ma obowiązek poznawać i odwiedzać rodziny należące do wspólnoty parafialnej. Szczegółowo objaśnia to 529 kanon Kodeksu prawa kanonicznego: „Pragnąc dobrze wypełnić funkcję pasterza, proboszcz powinien starać się poznać wiernych powierzonych jego pieczy.”

Co do pieniędzy, to Stanisław Krajski, specjalista od katolickiego dobrego wychowania, wyjaśnia, że ofiarą za posługę Kościoła według biblijnej zasady jest dziesięcina. Oznacza to, że jeśli regularnie nie chodzimy do kościoła i nie dajemy na tacę, powinniśmy księdzu w duszpasterskiej wizycie ofiarować 10 procent swoich rocznych dochodów.

A Wy co myślicie o wizycie duszpasterskiej?

Autor: Ernesto Che GO

Myślę, że jestem, więc jestem. Tak myślę.

Dodaj komentarz